Zaczynając pracę jako młodszy bibliotekarz nie miałem pojęcia że przyjdzie mi mieć codzienną styczność z alkoholem. Z kurzem, robactwem, natrętnymi użytkownikami i wrednymi ochroniarzami tak, ale że z alkoholem? A tu masz babo placek, los jest przebiegły. Nie żebym był abstynentem. Co to to nie. Brońcie bogowie. Po prostu mam zdroworozsądkowy instynkt samozachowawczy. Spirytusu nie pijam dla zasady i zdrowia, a wolę zdecydowanie tegoż pochodne. A tu obcowanie co dzień rano z wysokoprocentowym alkoholem. Otwieram szafkę z lękiem. Zakręciłem dobrze czy nie zakręciłem. Wyparował czy nie wyparował. Jak nie wyparował to na szmatkę wylać trochę i przetrzeć odpowiednie elementy narzędzia pracy coby gładko szło, dobrze służyło. I tak co dzień. A niechby się wzięło i wylało? Wstyd. Trzeba po kolejną iść. I jak pamiętać będą, że kilka dni temu byłem to pomyślą, że wypiłem. A jak się zacznę tłumaczyć, że wyparowało albo wylało to tym bardziej pomyślą, że wypiłem. Wstyd i piętno pijaka pójdzie na korytarze. I weź potem człowieku przez 40 lat do emerytury dalej z takim bagażem żyj.
Dlatego z nabożnością postępowałem z buteleczką by nie zużyć za szybko, na koszta nie narazić pracodawcy, maszynę wyczyścić i twarzy nie stracić. Ale tak czy inaczej skończył się po miesiącach dziesięciu spirytus. Przy pojemności 100ml daje po 10 ml na miesiąc, a więc przy średnio 20 dniach pracy po 0,5 ml zużytego spirytusu na dzień. Oszczędność powodem do dumy.
Nadszedł więc moment kiedy trzeba się było wybrać na szczyt olimpu by homagium składając poprosić o butelczynę nową. Przemowa przygotowana, wspinaczka po schodach, poprawić ubranko i trzy oddechy żeby się uspokoić przed wejściem.
- Dzindobryprzyszedłempospirytusdoskanerabosięskończyłipotrzebnyjest - i oddech, chwila pauzy, uśmiech, na który odpowiedzią było jedynie:
- Nie ma spirytusu, skończył się.
Konsternacja. Żaden z przygotowanych scenariuszów rozmowy nie przewidział takiej możliwości. Konsternacja przechodzi w popłoch. Popłoch udaje się szybko opanować – w końcu człowiek skończył studia, nie jedno przeszedł i egzaminy ustne udawało się zdać. Pytam:
- Ale była cała zgrzewka przecież.
Olimp odpowiada nie podnosząc głowy znad papierów:
- No tak, ale się skończył.
- To kiedy będzie.
- Na razie nie będzie.
- A czemu nie będzie.
- Bo biblioteka nie płaci faktur i nic nam nie chcą sprzedawać.
Zawahałem się. W obliczu czynnika kryzysu, podświadomego lęku o stanowisko, kolejne pytanie, które miało brzmieć “To jak mam pracować” uwięzło mi w gardle. Jedyne co pozostało zrobić to wycofać się do bazy i wrócić później z jakimś pomysłem:
- To do widzenia… Dziękuję - palnąłem jeszcze na koniec jakby było za co dziękować.
W dziale zwołana zostaje narada. Burza wzburzonych mózgów. Bo jak było i nie ma a tylko my używamy, a przecież nie zużyliśmy, to czemu nie ma? Pierwsza wersja, że wypili. Ze zgrzewki, sztuk 24 zużyliśmy już 2 butelki, więc zostaje 22 flaszki po 100 ml. Ponad dwa litry czystego spirytusu. Naraz nie da rady. Można by codziennie po troszku. Przez 10 miesięcy 22 butelki, to 2,2 butelki miesięcznie, czyli 220 ml przez 20 dni w miesiącu daje 11 ml dziennie. Dało by radę. Do herbaty, do kawy, może nawet w gardło prosto. Możliwe, ale gdzieżbyśmy w Olimp ten nasz który prowadzi i włada zwątpić mogli. Tfu, przepadnij myśli podła. Po chwili namysłu doszliśmy do wniosku że się wziął i wyparował, bo fabryka na pewno nie dokręciła nakrętek, a jak uczyli nas w szkole podstawowej wszak, alkohol paruje. Nasz uratowało jedynie to że jak go otworzyliśmy to potem zakręciliśmy szczelnie lecz nieświadomie. To musiało być to. A jeśli fabryka nawet i dokręciła to mogło się w transporcie poluzować. I wersji tego dnia pojawiło się jeszcze kilka.. a fabryka stoi. Bo jak mówili w telewizorze kiedy byłem mały i co zapadło mi w mózg głęboko: “Jedno koło jest zepsute, cały traktor jest do.….”
Tagi tego artykułu: biblioteka, felieton, Jedno koło jest zepsute cały traktor jest do...., spirytus rektyfikowany
















Orzech
Przecież spirytusu nie trzeba pić samego. Ja ze spirytusu robię doskonałą cytrynówkę, a kiedyś spotkałem człowieka, który pił spirytus z pepsi (Przedstawiciel handlowy dużej firmy, aby nie pojawiły się komentarze zbędne).
Pozdrawiam
13 lipca 2009 r. o godzinie 15:33 ()
Kiczora
Normalnie serce się kraje… Szkoda na szmatkę spirytusu. Nie lepiej czyścić na chuch?!
Same pozytywy przecież. Spirytus się nie marnuje, my odkażamy gardło, trenujemy mięśnie międzyżebrowe (przed chuchem wciągamy głębiej powietrze; kto nie wierzy, niechaj sprawdzi).
13 lipca 2009 r. o godzinie 18:54 ()
Tadeusz
Komentarz usunięty na prośbę autora
17 lipca 2009 r. o godzinie 00:17 ()
Tadeusz
Komentarz usunięty na prośbę autora
17 lipca 2009 r. o godzinie 00:28 ()
Fiolanda
hmmm … trza było dopijać przy przeczyszczaniu maszyny… wtedy wcześniej ukończona flaszeczka więc w konsekwencji załapać się na drugą byłoby łatwiej i szybciej … być może

a propos … jedno koło u traktora zepsute, ale za to 3 dobre !!!! tak słyszałam
pozdrawiam !
17 lipca 2009 r. o godzinie 12:57 ()