Dziś na praktyki przyszły dwie młode dziewoje, studentki filologii polskiej, rok 2. Mają dwutygodniowy objazd po wszystkich działach, a razem z nim kurację zniechęcająca do podjęcia u nas pracy. Dni pełne naklejania kodów paskowych w magazynie, sortowania broszur, odkurzania książek i innych „fascynujących” robótek bibliotekarskich, które każdemu działowi zalegały i czekały na pechowego praktykanta. U nas przypadł im tylko, a nam aż jeden dzień.
Przychodzą i od razu zaskoczenie, wygląd mają typowo niebibliotekarski. Buty na obcasie, krótkie spódniczki, wyrazisty makijaż na pop-ładnych buziach. W takim zestawie to można szukać w bibliotece jedynie męża, a nie pracować. Nie żeby uroda wykluczała pracę w bibliotece (czego dowodzą szczecinianki), po prostu praktyczność stroju to pewien standard, czego chyba nie trzeba tłumaczyć. A z kolei umiejętność samodzielnego zrozumienia potrzeby praktyczności takiego stroju to swego rodzaju test na inteligencję. W pracy w bibliotece jeśli nawet specjalna inteligencja w adepcie się nie objawi, to pożądana jest choć umiejętność mimikry. Tego z pewnością nie opanowały nasze praktykantki przechodząc przez poprzednie działy. A minęło już podobno kilka dni ich praktyk… Ostatecznie w głowie pojawia się jednak kolejna wersja jakoby dowiedziały się, iż nasz dział jest najbardziej zmaskulinizowanym w całej bibliotece i stąd ich wygląd…a to z kolei przenosi nas ponownie na początek akapitu.
Oprowadzamy. Pokazujemy. Tłumaczymy po kolei co i jak, co z czym, po co i kiedy. Wszystko dokładnie i z zapałem. Nie mówimy tylko kto i z kim, kto komu, za co i za ile… Ta wiedza jest zarezerwowana dla stałych pracowników. Na to trzeba zasłużyć lub samemu podsłuchać.
Wśród praktykantek napotkamy dwie zasadniczo różne, lecz nic nie mówiące w zasadzie postawy:
praktykantka 1: stoi, słucha, się uśmiecha. Jednak uśmiech niepokojąco podobny do tego z reklam szamponu, więc nic nie wiadomo
Praktykantka 2: stoi, słucha, kiwa głową. Kiwanie rytmiczne, równomierne, mechaniczne, wzmacnia się gdy mówię do praktykantki numer 2, lub patrzę w jej kierunku i też nic nie wiadomo
Praktykantka dwa wydaje się być bardziej kumata, lecz mogła po prostu lepiej opanować techniki specjalne… jest… znaczy ma ciemne włosy [nigdy nie udało mi się zgłębić wiedzy czy czarna to szatynka czy brunetka]. Pierwsza jest blondynką, nie musiała w życiu opanowywać technik specjalnych, bo blondynkom wszystko przychodzi łatwiej.
Nie wiadomo do końca jednak tego czy komunikaty przez nas wysyłane docierały do odbiorcy [w osobach praktykantek]. Nie wiadomo też czy informacja jeśli docierała, to czy ulegała akumulacji i nawarstwieniu, choć tego nie było widać, czy też przefruwała swobodnie nie mącąc zbytnio umysłowej struktury praktykantki. Cy może jednak jak taka informacja przelatuje to pozostawia intelektualny osad, który po latach jednak coś wytworzy – jakiś intelektualny stalaktyt, który zacznie uwierać ducha istoty i wytworzy np. fascynację malarstwem flamandzkim.
Po kilku długich godzinach Rada Starszych i Młodszych jest zdania, że nie ma możliwości żeby to gdzieś zostawało w środku. Na 100 procent musi przefruwać. I to, zdaje się, z niezłą prędkością. Część działu wciąż jednak obstaje przy teorii osadu, zaś część, nieugięcie załamana tym wszystkim, skłania się ku przepływowi swobodnemu.
A w tym tygodniu kolejne praktykantki… tym razem pięć sztuk… na cały tydzień…
MR


![Komiks, który wydarzył się naprawdę [79] - Święta, święta](http://pulowerek.pl/wp-content/uploads/2011/04/święta-święta.1-100x50.jpg)






Uznanie autorstwa - Użycie niekomercyjne - Na tych samych warunkach 3.0 Polska