Udostępnij artykuł

Posta­no­wi­łam podzie­lić się z Wami reflek­sją na temat biblio­teki w wydaw­nic­twie, w któ­rym pra­cuję. Jej pro­wa­dze­nie należy do jed­nego z moich obowiązków.

Mie­ści się ona w sali kon­fe­ren­cyj­nej, co czę­sto utrud­nia dosta­nie się do tego miej­sca (z zało­że­nia w salach kon­fe­ren­cyj­nych czę­sto odby­wają się baaar­dzo ważne spo­tka­nia). Wła­ści­wie nikt nie nazywa tego biblio­teką, a archi­wum. Może dla­tego, że rzadko kto­kol­wiek do niej zagląda. I tak stoją grzecz­nie książki tegoż wydaw­nic­twa, a cza­sem i kon­ku­ren­cji – trzeba wie­dzieć co się na rynku święci, i się kurzą.

Po co tym wszyst­kim redak­to­rom te książki? Wszyst­kie wyda­nia, od pierw­szego do ostat­niego publi­ka­cji, nad któ­rymi tyle już pra­co­wali, ze czę­sto nie chcą ich wię­cej oglą­dać. Jeśli nawet jakaś zabłą­kana owieczka poży­czy sobie książkę – można uznać, że wię­cej już tej pozy­cji nie zoba­czymy. Magicz­nym spo­so­bem nie lubią one wra­cać na swoje miej­sce w sza­fach, a dema­te­ria­li­zują się gdzieś na tere­nie firmy. Cza­sem tylko w mailu pra­cow­ni­czym można prze­czy­tać, że ktoś aku­rat tej pozy­cji potrze­buje i miło by było jakby się zna­la­zła. A tu klops. Nawet publi­ka­cje, które dla nich zama­wiam z innych wydaw­nictw nie odwie­dzają biblio­teki – od razu lądują na biur­kach redak­to­rów. Ale ja, jak na wytrawną biblio­te­karkę przy­stało, mam wszystko zano­to­wane. Cho­ciaż czę­sto nie pokrywa się to z prawdą i oka­zuje się, że książki nie ma pani X w pracy, tylko pan Y wziął ją sobie do domu i o tym zapo­mniał. A potem przy­cho­dzą do mnie i chcą, żebym zna­la­zła im książkę. Jaką? No tą z żółtą okładką (więk­szość ma taki kolor), taką dużą, prze­cież była itd. I weź tu bądź czło­wieku pomocnym.

Nie zra­żam się. Nadal opi­suję książki, ukła­dam je w sza­fach, zama­wiam kolejne (cza­sem jest to prost­sze roz­wią­za­nie niż nale­zie­nie jej na tere­nie firmy), stem­pluję, kata­lo­guję i notuję kto wypo­ży­cza. Bo to ja dzierżę klu­cze do tych wszyst­kich szaf i jestem za to archi­wum odpo­wie­dzialna. I pomimo że nie wiem po co im ta biblio­teka, o któ­rej więk­szość nie ma poję­cia – będę stać na straży, mając nadzieję, że jakaś zbłą­kana duszyczka przy­po­mni sobie i będzie chciała coś poży­czyć. Oby tylko potem oddała…

Ama­bile

Prze­czy­taj też:

  1. Kry­zy­sowa biblioteka

Tagi tego artykułu: , , ,

Jeden komentarz


  1. lilu-bibliotekarka

    Odda, jak znaj­dzie… Sama w to nie wie­rzę ;-D

    9 września 2009 r. o godzinie 16:29 ()

Skomentuj artykuł...

Security Code:

Viva la Wolna Kultura:

Pulo­we­rek działa na rzecz “ubo­ga­ca­nia” Wol­nej Kul­tury. Utwory w ser­wi­sie Pulowerek.pl dostępne są na licen­cji Cre­ative Commons:

Creative Commons License

Jed­no­cze­śnie sami też sta­ramy się korzy­stać z dobro­dziejstw wol­nej kul­tury. Grze­biąc w śmiet­niku cywi­li­za­cji jakim jest Inter­net, zda­rza się jed­nak nie­świa­do­mie tra­fić na mate­riały objęte pra­wem autor­skim. Jeśli znaj­dzie­cie w naszym por­talu jakieś nad­uży­cia pro­simy o kontakt.

Pulowerek na FB

Szybki kontakt!

W razie palą­cej potrzeby szyb­kiego kon­taktu z redak­cją należy wpi­sać treść i klik­nąć przy­cisk “wyślij”:

Imię:

e-mail:

Twoja wia­do­mość:

Pulowerek.pl