Dziś zamiast normalnego sobotniego dyżuru popołudniowego postanowiłem podzielić się z wami kilkoma ciekawymi informacjami. Dzisiejszy dyżur zawdzięczamy naszym wiernym czytelnikom, którzy nas informują o ciekawych wydarzenia, nadsyłają ciekaw linki i dzielą się własnymi przemyśleniami.
***
Tararararara! Obwieszczamy wszem i wobec, że Pulowerek pl doczekał się pierwszego papierowego zauważenia w naszych branżowych czasopismach. Ten historyczny moment zawdzięczamy “Bibliotekarzowi” organowi Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich. Otóż napisali o nas krótką wzmiankę w dziale “W kilku słowach”, gdzie na stronie 33 możecie przeczytać kilka zdań o naszym portalu. Cóż… to może raczej notatka niż pełnowymiarowy artykuł na pierwszej stronie ogólnopolskiego dziennika. No ale od czegoś należy zacząć.
Od dziś nawet ci co nie maja dostępu do sieci mogą (a wręcz MUSZĄ!) się dowiedzieć o istnieniu Pulowerka!W tym samym dziale znajdziecie także informacje o zaprzyjaźnionym z Pulowerkiem jednoosobowym tabloidzie bibliotekarskim Robaki, z którego doniesień czasami korzystamy i któremu także gratulujemy prasowej wzmianki.
Jesteśmy zaszczyceni i nie ukrywamy radości z posiadania pierwszej papierowej “prasy”. Możemy w takim razie otworzyć dział prasowy, który miejmy nadzieję będzie się rozrastał ku chwale Pulowerka. Pozdrawiamy redaktorów “Bibliotekarza” i nieskromnie zachęcamy do umieszczenia szerszego tekstu. Za informacje dziękujemy czujnej czytelniczce Pulowerka p. Ani.
***
W drugiej części zamieszczamy list od naszej czytelniczki podpisującej się nickiem Gabusia:
“Elektroniczny katalog o zgrozo co to jest.…”
Pracuję w bibliotece naukowej dość spory kawał czasu i obserwuję dosyć interesujący przypadek socjologiczny. Studenci odwiedzający szanowne mury biblioteki na pytanie cytuję “Czy przeglądała Pani/Pan zawartość katalogu OPAC” reagują zdziwieniem oraz pytaniem a co to jest ten katalog. No włos się jeży na głowie choć mam długie włosy [nie nie nie upinam je w biblioteczny koczek:-)] Nie ma problemu z chęcią tłumaczę jak zgłębiać tajemnice poszukiwania w katalogu.
Jak już przebrniemy przez jakże “arcy trudny” proces oswajania studenta z katalogiem, trochę czasu upływa nim student zrozumie co to jest hasło przedmiotowe lub czym różni się sygnatura od numeru inwentarza. Kolejno przechodzimy niestety do kształcenia studenta z zakresu korzystania z aparatu naukowego książki. Wiele razy po podaniu czytelnikowi książki po chwili przekartkowania książki osobnik podchodził żeby było śmieszniej
do koleżanki zwracając publikację stwierdzając że w tej książce nie ma tego co szuka. Więc zmuszone jesteśmy zaznaczać kartką stronę na której znajduje się dana informacja (niestety w warunkach spadku czytelnictwa i powszechnych kserówek każdy czytelnik jest na wagę złota) nie chcę wiedzieć czy student umie korzystać z encyklopedii bo podejrzewam że i takie osoby się znajdą.
Zdarza się że studenci machając nam przed nosem zestawieniem bibliograficznym prosi o tę książkę : przykład z życia bibliotecznego “Cenzura czasopism w Królestwie Polskim na przełomie XIX i XX wieku. / Marek Tobera // Przegląd Historyczny. - 1989, z. 1, s. 41-67″ Sytuacja nr 2: podaję oprawny rocznik Pamiętnik Literacki i słyszę odpowiedź: “ale Ja chciałem gazetę a nie książkę”. Dramat po prostu dramat.
Rozumiem, że tworząc bibliografię do pracy licencjackiej lub magisterskiej obecnie zaczynamy od google.pl ale gdzie jest myślenie tego nie wiem jestem przerażona tym co się dzieje.
Pozdrawiam Gabusia
***
Na zakończenie skecz naszego ulubionego Kabaretu Moralnego Niepokoju, o którym dowiedzieliśmy się od użytkownika o nicku Krzaki. Niebagatelną rolę odgrywa w nim właśnie zacny element stroju jakim jest pulowerek. Obejrzyjcie:
Urok z jakim pani Katarzyna Pakosińska wypowiada słowo “pulowerek” powala na kolana i powinniśmy się chyba tutaj, zgodnie ze spiskową teorią dziejów, doszukiwać właśnie aluzji do naszego portalu. Wydaje mi się bowiem, że wypowiedziała słowo pulowerek przez duże P, a to wszystko czyni jasnym. I szczególnie polecamy uwadze cytat: “koszula, pulower to można lata chodzić w tym”. Dziękujemy za nadesłane linka.
***
Gwoli podsumowania pozwolę sobie podziękować wszystkim czytelnikom, którzy wprowadzają życie do Pulowerka poprzez odwiedzanie naszej strony oraz jej aktywne współtworzenie - czego przykładem jest dzisiejszy Sobotni Dyżur Popołudniowy.
Dalej więc czytajcie, komentujcie, a jak was najdzie jakiś pomysł to kontaktujcie się z nami na adres redakcja@pulowerek.pl i ślijcie swoje materiały!
MR
Przeczytaj też:
- Sobotni dyżur popołudniowy [1]
- Sobotni dyżur popołudniowy [32]
- Kolejny sobotni popołudniowy [23]
- Sobotni dyżur popołudniowy [40]
- Sobotni dyżur prawie-popołudniowy [29]
Tagi tego artykułu: bibliotekarz, czytelnicy, list, napisali o nas, prasa, rozrywka, skecz, śmieszne, Sobotni dyżur popołudniowy, Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich



















Frodo
Analfabetyzm funkcjonalny jest groźnym zjawiskiem, wydaje się że bibliotekarze są jedną z najlepiej przygotowanych grup zawodowych do walki z nim. Jednakże należy pamiętać, że nowe zachowania informacyjne czytelników, powinny być wskazówką dla zajamujących się słownictwem i gramatyką jiw.
Moim zdaniem zaznaczanie czytelnikowi fragmentów w książce jest jednym z najgorszych rozwiązań. Pozornie wygodne, nie uczy wykorzystywania informacji przetworzonych.
cu
26 września 2009 r. o godzinie 10:28 ()
Kiczora
Ja miałem przypadek, który zacytuję: “Proszę Pana, bo ja w KATALOGU ANALFABETYCZNYM nie znalazłam!”
))
Urocze!
Niemniej, prawdą jest, że nawet tytuł naukowy nie chroni przed głupotą.
29 września 2009 r. o godzinie 15:56 ()
ruda truśka
Dyżur. Przy katalogu - od godziny - siedzi studenta polonistyki. Namiętnie czegoś poszukuje. Pytam: Może pomóc? Skoro nie znalazłaś wymaganej literatury to może coś zastępczego lub pokrewnego znajdziemy .… Na to studentka: Szukam takiego tytułu: \“Bezetcze\” i nigdzie nie ma. Profesor X kazała mi przeczytać i uzupełnić literaturę do magisterki.
Uruchomiłam zwoje mózgowe: Pani Profesor X specjalizuje się z bibliografiach a więc .…
Pytam: A może to był skrót - BZCz?
Odp: Nie, nie skrót, to jest bezetcze, tak książka z wykazem literatury …
1 października 2009 r. o godzinie 14:17 ()
grzech
ja ogólnie jestem przeciwnikiem stosowania \“fachowych skrótów\” w kontakcie z czytelnikiem - gdyby autorka listu zapytała swojego czytelnika \“Czy przeglądał/a Pani/Pan zawartość katalogu komputerowego książek\” nie byłoby problemu. skąd do cholery jasnej użytkownik ma wiedzieć co akronim OPAC oznacza (znam bibliotekarzy, którzy go nie potrafią rozszyfrować). mówmy tak, żeby ludzie nas rozumieli… czasem odnoszę wrażenie, że część z personelu bibliotecznego odczuwa perwersyjną przyjemność z faktu, że go się nie rozumie - wygląda na to, że posiadł wiedzę tajemną i taki marny czytelniczyna może mu skoczyć…
ja mogę podać inny przykład jak to dziewczę z informatorium pewnej biblioteki centralnej najpierw kazało starszemu jegomościowi \“sprawdzić opac\” a gdy staruszek zapytał gdzie może sprawdzić zasoby czasopism zagranicznych dziewczę z wyższością rzekło \“no przecież w CeKaCeZecie wszystko jest!\”. Pan wyszedł nie obsłużony, nie wiedział po prostu (nie musiał wiedzieć, wie zapewne mnóstwo innych rzeczy, o których dziewczęciu z informatorium się pewnie nie śniło) o co chodzi.
nie róbmy z siebie posiadaczy wiedzy tajemnej - pomagajmy czytelnikom, aby znaleźli to czego szukają, mówmy tak, żeby wiedzieli co jest co.
słyszałem, że w pewnej bibliotece dyrekcja zakazała używania specjalistycznych terminów w kontakcie z czytelnikiem - zdecydowanie popieram takie rozwiązanie.
niefajnie by było gdyby lekarz orzekł \“cierpi Pan/Pani na CeOPeDe, następny!\” i radośnie zajął się następnym pacjentem.
2 października 2009 r. o godzinie 10:12 ()
sygnaturka
Zgodzę się z Grzechem, że nie warto zasypywać czytelnika fachowym językiem ale jeśli nie ma w bibliotece katalogu kartkowego to logiczne zostaje zapytanie o katalog OPAC, NUKAT i etc…
W bibliotece naukowej przykładowo Biblioteka Śląska bez skorzystania z katalogu nikt nie jest wstanie uzyskać informacji gdzie znajdzie poszukiwaną pozycję. Idąc do urzędu załatwić sprawę nikt petenta nie prowadzi za rękę i nie niańczy. Bibliotekarz też człowiek i trzeba się szanować.
Ja mam myśleć za kogoś jakie hasło mam wpisać aby wyszukać materiałów do pracy mając rzucony od niechcenia jej temat??? Przecież ja tylko wyszukuję literaturę i materiały a nie pisze je. Tą samą pracę wykona czytelnik i może wtedy zrozumie jaki to jest wysiłek i doceni trud znalezienia materiałów.
A wszystko dla tego, że czytelnik nie ponosi żadnych kosztów związanych ze znalezieniem rozwiązania jego problemu.
Tak odczuwam satysfakcję kiedy udowadniam czytelnikowi, że jestem od niego mądrzejsza i potrafię więcej niż on.
2 października 2009 r. o godzinie 21:12 ()