Nasz komiksowy cykl jak na razie uparcie trwa. Mamy nadzieję, że wam się podoba. Redakcja w imieniu Agaty przyjmuje wyrazy uznania i wszelkiego rodzaju zażalenia, a także pomysły na kolejne biblioteczne “paski”.
Zapraszamy na kolejny odcinek komiksu z Gackolandii:
Komiks, który wydarzył się naprawdę [7] - Open-de-door!
Prawie jak ów sklep nie dla idiotów w piątkową wyprzedaż… Od razu nasuwają się skojarzenia z pewnym skeczem. Co prawda kabaret chyba się już wszystkim przejadł, ale nie mogłem się powstrzymać i tego nie wrzucić:
[ Ani Mru Mru - Otwarcie hipermarketu]
httpv://www.youtube.com/watch?v=il3edWJAALQ
Wystarczy zamienić hipermarket na bibliotekę i pasi jak ulał. A skecz jednak wciąż śmieszy bo to jednak klasyka, jeden z ich pierwszych.
MR
Przeczytaj też:
- Komiks, który wydarzył się naprawdę [11] - Narkotyk w zupie
- Komiks, który wydarzył się naprawdę [61]- Od przybytku głowa nie boli, ale…
- Komiks, który wydarzył się naprawdę [3] - Nowości
- Komiks, który wydarzył się naprawdę [2] - Biblioteka dla dzieci?
- Komiks, który wydarzył się naprawdę [17] - Fanklub
Tagi tego artykułu: Ani Mru Mru, komiks który wydarzył się naprawdę, Otwarcie hipermarketu, skecz
















Nathan
Chyba żyję na zbyt małej wsi, bo takiego ruchu to jeszcze w lokalnej bibliotece nie zauważyłem. Może w mieście jest inaczej, współczesna Polska wieś przechodzi teraz etap “blachy, tuningu i tapetowania, niekoniecznie ścian” i nie zanosi się na zmianę.
9 września 2009 r. o godzinie 07:17 ()
sygnaturka
Ja zauważyłam, że godziny otwarcia zawsze komuś nie pasują. Cóż, nie da się zadowolić wszystkich, ale rzeczywiście - gdy w wakacje nie ma studentów i bibliotekę otwieramy na krócej - pretensje rosną. Ciekawe:)
9 września 2009 r. o godzinie 11:06 ()
malin
Nathan, przyszedłbyś kiedyś do biblioteki uczelnianej, to byś się zdziwił
Przez biblioteki dużych uczelni mogą przewinąć się setki, o ile nie tysiące studentów dziennie. U mnie w ruchliwy weekend zjazdowy tylko wypożyczalnię potrafi odwiedzić 300 osób. Człowiek czuje się niekiedy jak na kasie w hipermarkecie…
9 września 2009 r. o godzinie 13:50 ()
gacek
A najfajniej jest, jak na chwilę zostawi się uchylone drzwi do biblioteki (poza godzinami otwarcia rzecz jasna). Zawsze znajdzie się jakiś przemyślny osobnik, który jakby specjalnie na to czekał i nie wiedzieć kiedy wparowuje do środka i zaczyna jak gdyby nigdy nic buszować między regałami. Co ciekawe, najczęściej jest to stały czytelnik, który niezmiennie jest bardzo zdziwiony, kiedy okazuje się, że w wakacje biblioteka jest czynna krócej. Wakacyjna determinacja i pomysłowość czytelników, aby dostać się do biblioteki to naprawdę ciekawe zjawisko socjologiczne.
9 września 2009 r. o godzinie 15:11 ()
lilu-bibliotekarka
Ha, bo jak uważa większość społeczeństwa - biblioteka dla ludzi jest - i godziny pracy to tak od 5.00 do co najmniej 4.00 następnego dnia powinny być. Bo przecież bibliotekarz rodziny nie ma i czas wolny mu nie potrzebny. A praca to cały sens jego życia, to niech sobie posiedzi wreszcie do woli, a nie o 19.00 mu każą do domu iść!!!
9 września 2009 r. o godzinie 16:24 ()
Kikuchi
Heh, u nas takie sytuacje to norma…
Już nie wspominając, o środzie, kiedy biblioteka otwierana jest kilka godzin później niż zwykle…
A co do czucia się jak na kasie w hipermarkecie, to faktycznie łatwo czasem odnieść takie wrażenie. Szczególnie w bibliotece z czytnikami kodów kreskowych, gdzie co chwila słyszy się *pik* *pik* *pik*.
12 września 2009 r. o godzinie 15:47 ()