Dzisiejszy dyżur trochę odmiennie od pozostałych. Jest jesień, ciemno, nastrój nietęgi i tyle drobnych irytujących drobnostek wokół, że dla wyrwania się z monotonii dnia świstaka Dyżur podany zostanie na nieco innym talerzu.
Niedawno napisał do nas nasza czytelniczka Marysia Czwojda takimi oto słowami:
Szanowna Redakcjo!
Może znajomym będzie już dla Was ten utwór, ale ja trafiłam na niego zupełnie niedawno, szperając w poezji tegorocznego laureata Literackiej Nagrody NIKE.
Podesłała nam taki oto jego wiersz:
XXIV
jadłbym truskawki z panią bibliotekarką
Truskolaską zakopany w pościeli gdzieś na końcu
świata który składa się z samych pieszczot
i z obietnicy że się nam należą wszystkie poziomki
zakopany w pościeli gdzieś na końcu świata
który dopiero wtedy staje się ponętny
jest on raz słodką truskawką a raz uniwersytecką
biblioteką odkąd przyglądam się Truskolaskiej
to dzięki niej człowiek się nie nudzi
choć ona tylko krząta się kręci pupą
w czytelni humanistycznej abym nigdy więcej
nie był sobą równie często zajęty
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki
z tomu "Przyczynek do nauki o nieistnieniu"
Co poeta miał na myśli? Wiadomo. Miał na myśli, że bibliotekarki to fajne kobiety, ponętne i do tego nie można się przy nich nudzić. Wpisuje się więc w nurt ruchu na rzecz pożądania bibliotekarek, tak dobrze nam już znanego i mocno eksploatowanego w pop-kulturze. Jednakże pan Eugeniusz nie z popkultury się wywodzi, czyli jak się okazuje także ludzie związani z kulturą tzw. wyższą mają na tym punkcie hopla. Szczególnie jak taki poeta, czyli z założenia humanista, przesiedzi na tych studiach polonistycznych czy innych, setki godzin w bibliotekach. I prędzej czy później zaczną mu się podobać te panie, które tam pracują. Jak coś oglądamy ciągle to w końcu nam się tak czy inaczej spodoba. Wysoce prawdopodobne jest także, że dla takiego pilnego humanisty, stereotypowo człowieka wątłego i odrobinę wycofanego społecznie, mogą to być jedyne kobiety (poza siostrą, mamą i babcią), które się do niego będą odzywać. I taki związek logiczny biblioteka-pasja-książka-bibliotekarka-kobieta-chuć-humanista prowadzi do czego prowadzi, a co widać powyżej. I tak właśnie rodzi się nurt dewiacji pro-bibliotekarkowej w kulturze "wysokiej". Może mało przekonujące, ale to tyle, co mogłem w sobotni poranek wymyślić, nim umysł się rozkręci...
I jeszcze co do tytułu poematu: na polskie to znaczy 24. No baaardzo pomysłowe. Czy taki poeta jak już ten wiersz złoży, rymy i metafory powymyśla to nie mógł by się na jeszcze jeden maleńki wysiłek zdobyć i nadać wierszowi jakiś sensowny tytuł? A czytelnikowi potem się myli. Przeczyta u jednego, drugiego, trzeciego taki wiersz o nazwie XXIV i pomieszają mu się, pomylą nie zabłyśnie wśród towarzystwa. Niedobrze. Do poprawy, panowie i panie od pióra.
W kąciku muzycznym pozostajemy w tematyce książkowo-literacko-poetyckiej:
[Natasha Bedingfield - Unwritten]
A jeżeli chcecie poczytać co w blogosferze piszczy to zajrzyjcie do działu LINKI i tam macie bezpośrednie odnośniki. Tym razem was nie wyręczamy.
Na deser filmik o tym jak wygląda promocja książki w krajach zgniłego zachodu:
Jak to mawiają u mnie na prowincji "na bogato"... Słuchając co mówi "autorka" (raczej sama tej książki nie napisała) nasuwa się stwierdzenie, że taka forma i otoczka wokół promocji ma po prostu odwrócić uwagę od treści książki... Coś za coś.
Przypominamy o konkursie fotograficznym, który wystartował w tygodniu. Czekamy na zdjęcia!
pozdrawiam
MR
Przeczytaj też:
- Sobotni dyżur popołudniowy [32]
- Sobotni dyżur popołudniowy [4]
- Sobotni dyżur popołudniowy [40]
- sobotni dyżur popołudniowy [11]
- Sobotni Dyżur Popołudniowy [38]
Tagi tego artykułu: Sobotni dyżur popołudniowy

















Beata
Jak coś oglądamy ciągle to w końcu nam się tak czy inaczej spodoba. Wysoce prawdopodobne jest także, że dla takiego pilnego humanisty, stereotypowo człowieka wątłego i odrobinę wycofanego społecznie, mogą to być jedyne kobiety (poza siostrą, mamą i babcią), które się do niego będą odzywać.- hmm chyba MR nie miał nic złego na myśli, ale wyszło dość dwuznacznie. Jakby bibliotekarki mogły się podobać wyłącznie poprzez \“zasiedzenie\” wycofanego społecznie czytelnika w bibliotece. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma?? Absolutnie się nie zgadzam!
24 października 2009 r. o godzinie 16:42 ()