Wielka draka w małej czytelni

Artykuł opublikowany 5 listopada 2009 r.
w dziale O nas Bibliotekarzach

Udostępnij artykuł

To życie przy­nosi naj­bar­dziej trafne obser­wa­cje i nic nie pisze lep­szej fabuły niż bez­po­śred­nie odnie­sie­nie do ota­cza­ją­cej nas rze­czy­wi­sto­ści. Z kolei jeśli mówimy o reali­zmie w wyda­niu życia biblio­tecz­nego, to zauwa­ży­łem, że czę­sto jest to realizm magiczno-komiczny.

***

Cza­sem warto przejść na drugą stronę bary­kady, żeby spoj­rzeć innym okiem na Biblio­tekę. Kiedy czy­nię tak i prze­obra­żam się w czy­tel­nika, kiedy udaję się do czy­telni innej biblio­teki, zawsze czuję się niczym Bro­ni­sław Mali­now­ski. Jestem jak antro­po­log, który wkra­cza na teren egzo­tycz­nego ple­mie­nia. Z dru­giej jed­nak strony, jako czło­nek biblio­te­kar­skiej spo­łecz­no­ści znam jej funk­cjo­no­wa­nie w ogól­nych, uni­wer­sal­nych ramach. Kla­syczny przy­kład, który w antro­po­logi zwy­kło nazy­wać się z angiel­skiego „insider-outsider”. Jak to mówiono w nie­za­stą­pio­nym źródle wszel­kiego rodzaju cyta­tów - fil­mie „Rejs” - jestem jed­no­cze­śnie twórcą i tworzywem.

W takich jak opi­sy­wana poni­żej sytu­acja, nie­zmien­nie bawi mnie odkry­wa­nie „rytu­ałów”, „zacho­wań” oraz próba odcy­fro­wa­nia ich ple­mien­nego zna­cze­nia w danym kon­tek­ście. Cie­szy odnaj­do­wa­nie i odszy­fro­wy­wa­nie małych rze­czy, znaj­do­wa­nie ana­lo­gii i pra­wi­dło­wo­ści do życia mojego wła­snego ple­mie­nia biblio­te­kar­skiego. Jed­nym sło­wem, inte­lek­tu­alna zabawa pierw­szej jako­ści. Z rado­ścią odkry­wam różne odmiany i róż­nice mię­dzy zacho­wa­niami mojego stada i stada pod­da­wa­nego obser­wa­cji. Z dru­giej strony pra­wie cał­ko­wi­cie unie­moż­li­wia mi to w danym momen­cie sku­pie­nie się na pracy nad książką.

Gdy­bym miął wię­cej czasu to z pew­no­ścią zaczął­bym stu­dio­wać antro­po­lo­gię i na poważ­nie roz­k­mi­nił jakieś biblio­te­kar­skie ple­mię. Obec­nie zaj­muję się tym jed­nak wyłącz­nie w wymia­rze amatorskim.

Ad Rem! Czyli prze­cho­dzę do tytu­ło­wej wiel­kiej draki w małej czy­telni. Kie­ro­wany poszu­ki­wa­niami biblio­gra­ficz­nymi uda­łem się na żer do zaprzy­jaź­nio­nej biblio­teki, gdzie zasia­dłem nad trudną książką z rów­nie trud­nym zamia­rem sku­pie­nia się nad jej tre­ścią. Wtem jed­nak mój zamiar łupnął niczym wazon o pod­łogę i cie­ka­wość zni­we­czyła jakie­kol­wiek moż­li­wo­ści sku­pie­nia się nad lek­turą. Otóż w małej czy­telni wyda­rzyła się wielka draka! Kryzys!

Prze­stało grać radyjko.

[Radyjko – magiczny arte­fakt słu­żący za ple­mienny totem wokół któ­rego sku­pia się w odpo­wied­nich momen­tach całe ple­mię, a któ­rego straż­ni­kiem zostaje kolejno każdy czło­nek ple­mie­nia. W ple­mio­nach przed­in­ter­ne­to­wych sta­nowi cen­tralny punkt ich kul­tury. Człon­ko­wie ple­mie­nia peł­niący straż doglą­dają radyjka by nigdy nie prze­stało grać. Sta­nowi ono o cią­gło­ści plemiennej.]

Biblio­te­ka­rze zebrali się na naradę. Zapada kon­ster­na­cja, trzeba było jakoś temu poważ­nemu kry­zy­sowi [należy pamię­tać, że wiel­kość kry­zysu dana spo­łecz­ność mie­rzy miarą prze­cięt­nej ampli­tudy zda­rzeń loso­wych w zakre­sie ich kon­ti­nuum]. Zro­bił się cha­rak­te­ry­styczny szum i poru­sze­nie. Pomru­ki­wa­nia, ciche roz­mowy prze­cho­dzą w gło­śne acz krót­kie, jakby ury­wane, zda­nia. Powoli, kie­ro­wana jakimś rodza­jem instynktu zbiera się cała załoga czy­telni. Sześć osób ota­cza pół­ko­li­stą ladę i sie­dzącą za nią biblio­te­karkę. Mi tym­cza­sem kolejne zda­nia, po któ­rych tylko już prze­bie­gam wzro­kiem, ucie­kają z głowy. Dys­kret­nie sku­piony jestem już tylko na wiel­kiej drace w małej czytelni.

Ura­dzili. Wysy­łają naj­młod­szego pra­cow­nika po bate­rie, jed­nak safan­duła po kilku minu­tach powraca bowiem jak można było się spo­dzie­wać zapo­mniał pie­nię­dzy. W mię­dzy­cza­sie spo­śród star­szy­zny wyła­nia się Samiec Alfa, jedyny męż­czy­zna w ple­mie­niu, który ma otwo­rzyć Radyjko i wyjąć bate­rie. Jed­no­cze­śnie ma to sta­no­wić rytuał potwier­dza­jący jego męskość i domi­na­cję. Ale… groza! Samiec Alfa zawo­dzi - nie może klapki nijak otwo­rzyć! Na pomoc wyciąga jesz­cze w akcie despe­ra­cji, nie­za­wodny [jak się oka­zało nie­za­wodny tylko dotych­czas] scy­zo­ryk wie­lo­funk­cyjny, w któ­rym znaj­dują się różne magiczne ostrza, wier­tła i śrubo­kręty. I tym spo­so­bem też nie daje rady. Radyjko, niczym miecz z legendy o królu Artu­rze, pozo­staje nie­wzru­szone. Na doda­tek pod­czas kolej­nej próby Sam­cowi Alfa cudowny scy­zo­ryk obsuwa się z nie­wzru­szo­nego wieka Radyjka i na zra­nio­nej dłoni Samca poja­wia się krew! To osta­tecz­nie pie­czę­tuje jego klę­skę… Porzuca Radyjko ze stwier­dze­niem że to na pewno złóg solny i nic się już pew­nie z tym nie da zro­bić. Stara się zmi­ni­ma­li­zo­wać roz­miar klę­ski swoim nad­wą­tlo­nym wszak już auto­ry­te­tem plemiennym.

Dalej histo­ria roz­grywa się niczym z praw­dzi­wego res geste. Kolejne śmiał­ki­nie [w biblio­te­kach nie­stety trud­niej o śmiał­ków niż o śmiał­ki­nie z racji braku pary­tety płcio­wego w struk­tu­rze zatrud­nie­nia] sta­rają się doko­nać nie­do­ko­ny­wal­nego. Zma­ga­nia trwają dopóki wszyst­kie złe sio­stry nie przy­mie­rzą krysz­ta­ło­wego pan­to­felka i wszyst­kie ryce­rzyce nie zostaną pożarte przez smoka. Nijak jed­nak w żaden spo­sób. W końcu biedny safan­duła, a jak oka­zuje się po bliż­szych oglę­dzi­nach, lady safan­dułka, która zdą­żyła już wró­cić z odle­głego mia­sta z dwoma bate­riami, jako ostat­nia w kolejce bie­rze w dło­nie wymę­czone i wyści­skane nie­sku­tecz­nie Radyjko. I nagle zda­rza się cud. Klapka w radyjku pod lek­kim dotknię­ciem deli­kat­nych rąk naj­młod­szej w rodzi­nie, odska­kuje deli­kat­nie i zręcz­nie. Pstryk i ujaw­niają się dwie pękate, cylin­dryczne bate­rie wyczer­pane do cna. Gotowe na zmianę, któ­rej doko­nuje safan­dułka, jed­no­cze­śnie przej­mu­jąc rolę ple­mien­nego sza­mana, samicy Alfa i Matki ple­mie­nia. Victoria.

Nie dali rady zbrojni ryce­rze, zręczne damy, potrzebny był arche­ty­piczny szew­czyk Dra­tewka, ple­mienny kop­ciu­szek. Joanna D’Arc, która wycią­gnęła miecz króla Artura ze skały. Brawo! Dobro zwy­cię­żyło. Byt ple­mie­nia został zapew­niony, prze­dłu­żony do czasu kolej­nego kry­zysu. Tak oto zakoń­czyła się wielka draka w małej czytelni.

Tak też, raz na jakiś czas, zmiana per­spek­tywy pozwala nabrać sporo dystansu do samego sie­bie i tego co się dzieje u nas w pracy. Dla­tego cza­sem warto zostać antro­po­lo­giem, kul­tu­ro­znawcą lub innym obser­wa­to­rem naszej spo­łecz­nej rze­czy­wi­sto­ści. Pole­cam. Na zdrowie.

MR

 

Tagi tego artykułu: , , , , ,

Komentarzy: 4


  1. malin

    A mnie się od razu sko­ja­rzyło: “Cza­row­nik cza­row­nik zepsuć mi się pokrę­tło od radia!” :D

    5 listopada 2009 r. o godzinie 00:41 ()


  2. brybuk

    Fajny tekst!
    :) Gra­tu­luję zmy­słu obser­wa­cji i umie­jęt­no­ści prze­ku­cia go - za pomocą dość zgrab­nych porów­nań - w cie­kawą histo­ryjkę.
    Ale… korek­tora nie szu­ka­cie? Tekst prosi się o małą kosme­tykę (tech­niczną, nie sty­li­styczną).
    pozdrawiam

    10 listopada 2009 r. o godzinie 15:21 ()


  3. malin

    Bry­buk, a jesteś chętna? :-)

    12 listopada 2009 r. o godzinie 10:48 ()


  4. brybuk

    Hm, a czemu by nie? z moim soko­lim wzro­kiem.. ;)

    12 listopada 2009 r. o godzinie 21:24 ()

Skomentuj artykuł...

Security Code:

Viva la Wolna Kultura:

Pulo­we­rek działa na rzecz “ubo­ga­ca­nia” Wol­nej Kul­tury. Utwory w ser­wi­sie Pulowerek.pl dostępne są na licen­cji Cre­ative Commons:

Creative Commons License

Jed­no­cze­śnie sami też sta­ramy się korzy­stać z dobro­dziejstw wol­nej kul­tury. Grze­biąc w śmiet­niku cywi­li­za­cji jakim jest Inter­net, zda­rza się jed­nak nie­świa­do­mie tra­fić na mate­riały objęte pra­wem autor­skim. Jeśli znaj­dzie­cie w naszym por­talu jakieś nad­uży­cia pro­simy o kontakt.

Pulowerek na FB

Szybki kontakt!

W razie palą­cej potrzeby szyb­kiego kon­taktu z redak­cją należy wpi­sać treść i klik­nąć przy­cisk “wyślij”:

Imię:

e-mail:

Twoja wia­do­mość:

Pulowerek.pl