To życie przynosi najbardziej trafne obserwacje i nic nie pisze lepszej fabuły niż bezpośrednie odniesienie do otaczającej nas rzeczywistości. Z kolei jeśli mówimy o realizmie w wydaniu życia bibliotecznego, to zauważyłem, że często jest to realizm magiczno-komiczny.
***
Czasem warto przejść na drugą stronę barykady, żeby spojrzeć innym okiem na Bibliotekę. Kiedy czynię tak i przeobrażam się w czytelnika, kiedy udaję się do czytelni innej biblioteki, zawsze czuję się niczym Bronisław Malinowski. Jestem jak antropolog, który wkracza na teren egzotycznego plemienia. Z drugiej jednak strony, jako członek bibliotekarskiej społeczności znam jej funkcjonowanie w ogólnych, uniwersalnych ramach. Klasyczny przykład, który w antropologi zwykło nazywać się z angielskiego „insider-outsider”. Jak to mówiono w niezastąpionym źródle wszelkiego rodzaju cytatów - filmie „Rejs” - jestem jednocześnie twórcą i tworzywem.
W takich jak opisywana poniżej sytuacja, niezmiennie bawi mnie odkrywanie „rytuałów”, „zachowań” oraz próba odcyfrowania ich plemiennego znaczenia w danym kontekście. Cieszy odnajdowanie i odszyfrowywanie małych rzeczy, znajdowanie analogii i prawidłowości do życia mojego własnego plemienia bibliotekarskiego. Jednym słowem, intelektualna zabawa pierwszej jakości. Z radością odkrywam różne odmiany i różnice między zachowaniami mojego stada i stada poddawanego obserwacji. Z drugiej strony prawie całkowicie uniemożliwia mi to w danym momencie skupienie się na pracy nad książką.
Gdybym miął więcej czasu to z pewnością zacząłbym studiować antropologię i na poważnie rozkminił jakieś bibliotekarskie plemię. Obecnie zajmuję się tym jednak wyłącznie w wymiarze amatorskim.
Ad Rem! Czyli przechodzę do tytułowej wielkiej draki w małej czytelni. Kierowany poszukiwaniami bibliograficznymi udałem się na żer do zaprzyjaźnionej biblioteki, gdzie zasiadłem nad trudną książką z równie trudnym zamiarem skupienia się nad jej treścią. Wtem jednak mój zamiar łupnął niczym wazon o podłogę i ciekawość zniweczyła jakiekolwiek możliwości skupienia się nad lekturą. Otóż w małej czytelni wydarzyła się wielka draka! Kryzys!
Przestało grać radyjko.
[Radyjko – magiczny artefakt służący za plemienny totem wokół którego skupia się w odpowiednich momentach całe plemię, a którego strażnikiem zostaje kolejno każdy członek plemienia. W plemionach przedinternetowych stanowi centralny punkt ich kultury. Członkowie plemienia pełniący straż doglądają radyjka by nigdy nie przestało grać. Stanowi ono o ciągłości plemiennej.]
Bibliotekarze zebrali się na naradę. Zapada konsternacja, trzeba było jakoś temu poważnemu kryzysowi [należy pamiętać, że wielkość kryzysu dana społeczność mierzy miarą przeciętnej amplitudy zdarzeń losowych w zakresie ich kontinuum]. Zrobił się charakterystyczny szum i poruszenie. Pomrukiwania, ciche rozmowy przechodzą w głośne acz krótkie, jakby urywane, zdania. Powoli, kierowana jakimś rodzajem instynktu zbiera się cała załoga czytelni. Sześć osób otacza półkolistą ladę i siedzącą za nią bibliotekarkę. Mi tymczasem kolejne zdania, po których tylko już przebiegam wzrokiem, uciekają z głowy. Dyskretnie skupiony jestem już tylko na wielkiej drace w małej czytelni.
Uradzili. Wysyłają najmłodszego pracownika po baterie, jednak safanduła po kilku minutach powraca bowiem jak można było się spodziewać zapomniał pieniędzy. W międzyczasie spośród starszyzny wyłania się Samiec Alfa, jedyny mężczyzna w plemieniu, który ma otworzyć Radyjko i wyjąć baterie. Jednocześnie ma to stanowić rytuał potwierdzający jego męskość i dominację. Ale… groza! Samiec Alfa zawodzi - nie może klapki nijak otworzyć! Na pomoc wyciąga jeszcze w akcie desperacji, niezawodny [jak się okazało niezawodny tylko dotychczas] scyzoryk wielofunkcyjny, w którym znajdują się różne magiczne ostrza, wiertła i śrubokręty. I tym sposobem też nie daje rady. Radyjko, niczym miecz z legendy o królu Arturze, pozostaje niewzruszone. Na dodatek podczas kolejnej próby Samcowi Alfa cudowny scyzoryk obsuwa się z niewzruszonego wieka Radyjka i na zranionej dłoni Samca pojawia się krew! To ostatecznie pieczętuje jego klęskę… Porzuca Radyjko ze stwierdzeniem że to na pewno złóg solny i nic się już pewnie z tym nie da zrobić. Stara się zminimalizować rozmiar klęski swoim nadwątlonym wszak już autorytetem plemiennym.
Dalej historia rozgrywa się niczym z prawdziwego res geste. Kolejne śmiałkinie [w bibliotekach niestety trudniej o śmiałków niż o śmiałkinie z racji braku parytety płciowego w strukturze zatrudnienia] starają się dokonać niedokonywalnego. Zmagania trwają dopóki wszystkie złe siostry nie przymierzą kryształowego pantofelka i wszystkie rycerzyce nie zostaną pożarte przez smoka. Nijak jednak w żaden sposób. W końcu biedny safanduła, a jak okazuje się po bliższych oględzinach, lady safandułka, która zdążyła już wrócić z odległego miasta z dwoma bateriami, jako ostatnia w kolejce bierze w dłonie wymęczone i wyściskane nieskutecznie Radyjko. I nagle zdarza się cud. Klapka w radyjku pod lekkim dotknięciem delikatnych rąk najmłodszej w rodzinie, odskakuje delikatnie i zręcznie. Pstryk i ujawniają się dwie pękate, cylindryczne baterie wyczerpane do cna. Gotowe na zmianę, której dokonuje safandułka, jednocześnie przejmując rolę plemiennego szamana, samicy Alfa i Matki plemienia. Victoria.
Nie dali rady zbrojni rycerze, zręczne damy, potrzebny był archetypiczny szewczyk Dratewka, plemienny kopciuszek. Joanna D’Arc, która wyciągnęła miecz króla Artura ze skały. Brawo! Dobro zwyciężyło. Byt plemienia został zapewniony, przedłużony do czasu kolejnego kryzysu. Tak oto zakończyła się wielka draka w małej czytelni.
Tak też, raz na jakiś czas, zmiana perspektywy pozwala nabrać sporo dystansu do samego siebie i tego co się dzieje u nas w pracy. Dlatego czasem warto zostać antropologiem, kulturoznawcą lub innym obserwatorem naszej społecznej rzeczywistości. Polecam. Na zdrowie.
MR
Tagi tego artykułu: antropologia, czytelnia, draka, felieton, obserwacje, śmieszne

















malin
A mnie się od razu skojarzyło: “Czarownik czarownik zepsuć mi się pokrętło od radia!”
5 listopada 2009 r. o godzinie 00:41 ()
brybuk
Fajny tekst!
Gratuluję zmysłu obserwacji i umiejętności przekucia go - za pomocą dość zgrabnych porównań - w ciekawą historyjkę.
Ale… korektora nie szukacie? Tekst prosi się o małą kosmetykę (techniczną, nie stylistyczną).
pozdrawiam
10 listopada 2009 r. o godzinie 15:21 ()
malin
Brybuk, a jesteś chętna?
12 listopada 2009 r. o godzinie 10:48 ()
brybuk
Hm, a czemu by nie? z moim sokolim wzrokiem..
12 listopada 2009 r. o godzinie 21:24 ()