Nasze domowe biblioteczki [2]

Artykuł opublikowany 17 listopada 2009 r.
w dziale O nas Bibliotekarzach

Udostępnij artykuł

[tekst jest przedrukiem ze strony Dziewczyna Estreichera. Jego autorka zgodziła się podzielić opowieścią o swojej domowej biblioteczce z czytelnikami Pulowerka]

Zasadniczo mi się nudzi (znaczy mam bardzo dużo ważnych rzeczy do zrobienia, a mi się nie chce), więc zamiast tego pochwalę się swoją półką. Co prawda wybitnie ciekawa ona nie jest, ale jestem na tym bibliotekoznawstwie, mogę pisać o książkach, zbiorczo też. Z zaproszeniem do czytania.

Tak więc wygląda to, co trzymam w Warszawie:

Oczywiście nie znaczy to, że wszystkie te książki przeczytałam. Wręcz przeciwnie - ich zadaniem jest stać i działać na moje sumienie. Gdy siedzę odwrócona do nich plecami, prze kompie, one szepczą mi do ucha: “Przeczytaj nas!”. Tylko jak tu się za cokolwiek zabrać, jak nowe zakupy przychodzą z księgarni…?

Może przedstawię krótko moich papierowych znajomych, zaczynając od lewej. Co tu robi Mann czy Hłasko? Otóż w liceum nauczycielka polskiego miała zły zwyczaj pytania nas, co też z omawianych (chodziło o tabelki autorów danej epoki, o każdym góra 3 zdania i najważniejsze książki) pozycji czytaliśmy, po czym okazywało się, że przeciętny fan współczesnej fantastyki czy innych książek obyczajowych nie zna ani nieszczęsnego Manna, ani niczego innego. Wówczas nauczycielka patrzyła na nas z wyższością, dając do zrozumienia, że żadni z nas humaniści, tylko banda idiotów. No cóż, a wystarczyłoby powiedzieć - słuchajcie, taki a taki pisze ciekawe, głębokie książki, może byście do nich zajrzeli? Odrobina zachęty byłaby miła. W każdym razie ja się wkurzyłam (jak to mam w zwyczaju) i postanowiłam nadrobić zaległości w klasyce. Skończyło się na “Germinal” Zoli (a to swoją drogą fajna książka jest, ale taka jakaś zapomniana chyba) i “Czerwonym i Czarnym” Stendhala, które ma tego pecha, że nie jest “Pustelnią Parmeńską”, więc się nie liczy :/ A reszta, choćby to, co tu widać, wciąż czeka… Nie wiem, czy widzicie, ale Hłasko na przykład do tej pory jest zafoliowany. Shame on me.

Dalej mamy powieści różne, zaczynając od Hellera. Kupiłam go w antykwariacie na Krakowskim Przedmieściu, gdzie szukałam w sumie czegoś innego. Do tej pory go nie tknęłam, mimo że głoszę się fanką twórczości Hellera. Problem z tym panem mam jednak taki, że “Paragraf 22″ czy “Coś się stało” mnie zachwycają, natomiast takie “Bóg wie” mnie rozczarowało. A “Portret artysty” był średni. Więc co mnie spotka za okładką “Namaluj to”? Trochę strach ruszać. Ale za to stojące obok “Divisadero” przeczytałam i niedługo mam zamiar na ten temat spłodzić recenzję, bo książka jest warta uwagi czytelnika. Tak samo jak “Angielski Pacjent” tego samego autora. Krótko mówiąc - poetycko, intymnie i wciągająco.

Następny jest “Forrest Gump”, kupiony na zeszłorocznych Targach Książki razem z “Buszującym w zbożu”. Szczerze mówiąc, jakoś dziwnie napisany… ale nigdy go nie skończyłam, więc dam mu jeszcze szansę. Potem stoi “Zło” Gillou, o którym szerzej rozwodziłam się tutaj. A poza tym dostałam je w prezencie, więc ma dla mnie szczególną wartość.

“Ostatni wykład”, czyli dosyć głośna swego czasu historia Randy’ego Pauscha. Warto przeczytać, albo obejrzeć na YouTube.

I w końcu moja kolekcja fantastyki - angielskie wydanie “NightWatch” Pratchetta niestety przerosło mnie - z angielskiego świetna nie jestem, a tu użyte jest dosyć trudne słownictwo. Ciekawy jest natomiast fakt, że na tyle przywykłam do stylu tego autora, że nawet nie rozumiejąc dokładnie, wiedziałam, czy dany fragment ma być śmieszny, ironiczny, czy generalnie jaki posiada klimat. A dalej już tylko Ursula K. le Guin, zachwycająca mnie zawsze i wszędzie tym, jak pisząc fantastykę, tak naprawdę pisze o ludziach. O uczuciach, o społecznościach i o kulturze. Zawsze jest coś pouczającego w jej książkach, często patrzącego na świat z zupełnie nowego punktu widzenia. (większość z tych książek naprawdę przeczytałam)

Omal nie zapomniałam o “Końcu Historii”. Głośna teoria Fukuyamy czeka na moją uwagę dopiero miesiąc, więc nie jest źle. Poza tym z boku piętrzy się “Death Note”, moja ostatnia mangowa miłość.

Nareszcie przechodzimy do drugiej półki, tu pójdzie szybciej:

To tak zwana “półka studyjna”, czyli książki jakoś związana z naszym kierunkiem. Mniej lub bardziej. Większość tytułów pewnie jest wam znana z autopsji, skupię się więc na tym, co tu jeszcze mam ciekawego. Po pierwsze - “Jak wydać książkę”. Wbrew pozorom nie jest to książka z cyklu “jak stworzyć bestsellera”, ale napisana bardzo przystępnym językiem książka o zawiłościach prawa autorskiego i praktyki wydawniczej w Polsce. Czyli co robić, jak wydawnictwo spóźnia się z wypłatą i dlaczego ważna pani redaktor jest ważna. Bardzo zabawna, ale i pouczająca. Co jeszcze? “Biblioteka utraconych książek” - o dziełach, które zostały spalone, zgubione lub nigdy nie napisane. Zbiór anegdotek do poduszki. Dla odmiany “Zamieszkać w bibliotece” nie doczytałam, bo mnie znudziło - autor snuje całkiem ciekawą wizję, ale ostatecznie w progi biblioteki idealnej zaprasza tylko snobów (no i czemu nie lubi Whartona? )

I żeby nie było - za tym rysunkiem z Major Motoko stoją oba filmy kinowe i dwa sezony serialu, a na górze leżą mangi spod tego samego znaku (rozkompletowane - jedna część jest w Płocku). Tak, na ścianie mam plakat z “Ghost in the Shell”. A na przedzie moja kolekcja zakładek.

Tym samym przechodzimy do najgorszej części, czyli mojego miejsca pracy. Jeśli myśleliście, że u was na biurku panuje ciasnota i burdel, to co powiecie na to? (A spróbujcie znaleźć tu tę jedną notatkę na takiej małej kartce, bardzo ważną i bardzo głęboko zakopaną.)

No cóż, ja to nazywam artystycznym nieładem. Walają się tu głównie książki, zeszyty, notatki i kable, kable, kable. A także wszelkie małe, lubiące robić sztuczny tłok przedmioty. Na dole opasłe tomiszcze - słownik japońsko-polski. I 200 czasowników do opracowania przede mną… i 15 aspektów… i strona bierna, ale nie bierna… Zapomniałam, że nie mam głowy do języków.

To jeszcze zbliżenie na kupkę na głośniku (tak, muzyka z głośnika wali mnie po kolanie, a drukarka wbija łopatkę w plecy, o ile wyproszę ją, by mi coś wydrukowała):

Jak widać (albo i nie, bo literki małe, więc proszę wierzyć na słowo) - Google, Google i jeszcze trochę Google. A jak coś innego, to i tak o książce elektronicznej. Ot, pracę licencjacką piszę, a przynajmniej sprawiam niezłe pozory. Aha, no i “Filozofia Poppera” też się tu zaplątała, jak i “Długi ogon” i “Galaktyka Internetu”. A to książki mądre i zbawienne, które w końcu mogłabym zacząć czytać, a nie tylko od strony do strony z indeksu latać.

Cóż, miało być krótko i na temat, wyszło strasznie długo. Ale starałam się.

Aga Żak

[Czekamy na kolejne biblioteczkowe przechwałki]

Przeczytaj też:

  1. Nasze domowe biblioteczki [3]
  2. Nasze domowe biblioteczki [1]
  3. Domowe biblioteczki
  4. Cztery Kąty domowej biblioteczki

Tagi tego artykułu: , , ,

Komentarzy: 4


  1. Nathan

    Ah, tony ksią­żek i lap­top - jestem w raju :D

    17 listopada 2009 r. o godzinie 08:28 ()


  2. Myszoskoczek

    Ach pozaz­dro­ścić tylko… Moja półka się wali (no ale cóż od pudła wyma­gać - stu­denc­kie warunki), ale tyle ksią­żek by sie i tak nie pomie­ściło. Na doda­tek nad wszyst­kim góruje Czytelnictwo…ehh

    17 listopada 2009 r. o godzinie 12:47 ()


  3. Kiczora

    Czy­tać, czy­tać, czy­tać.… i słu­chać audiobooki

    18 listopada 2009 r. o godzinie 11:25 ()


  4. Dziewczyna Estreichera

    To jest dużo ksią­żek? To chyba muszę się pochwa­lić tym, co w domu trzy­mam… Tam to są dopiero grube półki :)

    18 listopada 2009 r. o godzinie 12:21 ()

Skomentuj artykuł...

Security Code:

Viva la Wolna Kultura:

Pulo­we­rek działa na rzecz “ubo­ga­ca­nia” Wol­nej Kul­tury. Utwory w ser­wi­sie Pulowerek.pl dostępne są na licen­cji Cre­ative Commons:

Creative Commons License

Jed­no­cze­śnie sami też sta­ramy się korzy­stać z dobro­dziejstw wol­nej kul­tury. Grze­biąc w śmiet­niku cywi­li­za­cji jakim jest Inter­net, zda­rza się jed­nak nie­świa­do­mie tra­fić na mate­riały objęte pra­wem autor­skim. Jeśli znaj­dzie­cie w naszym por­talu jakieś nad­uży­cia pro­simy o kontakt.

Pulowerek na FB

Szybki kontakt!

W razie palą­cej potrzeby szyb­kiego kon­taktu z redak­cją należy wpi­sać treść i klik­nąć przy­cisk “wyślij”:

Imię:

e-mail:

Twoja wia­do­mość:

Pulowerek.pl