Jutro Walentynki. Kiedy człowiek zakochany to nie w głowie mu przeglądanie stron.
Poniższy tekst dedykuję wszystkim zakochanym bibliotekarzom, bibliotekarkom i ich ukochanym.
***
...korzystając z okazji i miejsca dodaję osobistą dedykację dla miłości mojego życia:
***
Był cichy, niewymagający wobec życia. Spokojny, zamknięty w sobie. Niektórzy powiedzieli by że jakiś dziwny, niedorajda, sierota, czy co innego. Za to jakby był jakimś artystą to mówiliby o nim że jest wrażliwy, uczuciowy, tajemniczy. Został bibliotekarzem. Był więc zwyczajnym fajtłapą.
Szukał miłości. Czemu miałby okłamywać nawet samego siebie. Szukał nieśmiało, tak samo jak żył. Spokojnie i cicho podkradał się do niej. Potem najczęściej równie spokojnie wycofywał się na palcach nim doznał jeszcze niepowodzenia. Wmawiał sobie że oszczędza siły na tą prawdziwą, której nie odpuści i która jemu też nie da za wygraną.
Rok pracy wystarczył żeby uświadomił sobie, że wśród koleżanek z pracy Jej nie ma. Na pewno. Wszystkie one były głośne, wesołe, otwarte. Lubiły pogadać na korytarzu. Wymieniały się przepisami. Wśród studentek zdarzały się miłe dziewczęta. Nie miał jednak odwagi. Robiąc w głowie bilans zysków i strat zawsze dochodził do wniosku, że jeszcze nie pora. Znaczyło, że to zapewne jeszcze nie pojawiła Ona. Większość potrafiła go nawet nie zauważyć kiedy je obsługiwał. Potrafiły zamówić książkę, odebrać ją, nawet zamienić kilka słów, nie zauważając go. Był Bibliotekarzem. Coś jak sklepowa, albo człowiek rozdający darmowe gazety na skrzyżowaniu. Rozmawialiście kiedyś z kasjerką w supermarkecie? Tak samo jest z bibliotekarzami.
Czwartkowe popołudnie. W czytelni pusto. Jak zawsze siedział znudzony przeglądając wszechsieć, słuchał jakiejś stacji radiowej, nie przejmował się, że mogłoby to komukolwiek przeszkadzać. Był kompletnie sam i nie zapowiadało się na nagły najazd czytelników. Tryby wszechświata postanowiły jednak w końcu zatrybić. Do Działu weszła dziewczyna. Od razu wiedział, że to może być właśnie Ona. Takie uczucie podobno poznaje się od razu. Kiedy człowiekowi wyrywa dziurę w klatce piersiowej wielką jak postrzał z kałacha i odbiera umiejętność trzeźwego myślenia niczym zgrzewka specjala.
Rozwalając nagromadzone za ladą przybory biurowe, wyłączył pośpiesznym ruchem radio. Zagadnął banalnym:
- W czym mogę pomóc? - walące serce i kotłujący się umysł nie pozwoliły mu wynieść się ponad to mało oryginalne pytanie.
– Chciałabym książkę... tu mam spisany tytuł – Jej głos cudownie nieśmiały i jej delikatna dłoń którą podała mu niewielką karteczkę z równymi, lecz delikatnymi literami. Ledwie widoczny uśmiech i ledwie widoczny smutek dodawał jej niesamowitej urody, choć pozornie była niczym nie wyróżniającą się dwudziestokilkulatką. Na pewno nie w jego oczach.
Delikatny grymas zmarszczył jej czoło kiedy on pospiesznie starał się wyszukać książkę w systemie. Delikatny nos, zakończony uroczą kulką, piękne, odrobinę nieśmiałe oczy. Jak na złość, naturalnie myliły mu się litery, a internet działał niczym skrzyżowanie ślimaka z żółwiem.
- Dobrze, proszę usiąść, zaraz Pani podam książkę – wyrecytował kolejny wyuczony banał kiedy w końcu udało mu się pokonać system. W takich sytuacjach rutyna potrafi czasem uratować życie. Zapamiętał numer książki i za chwilę szedł już z magazynu by zanieść Jej zamówienie.
Siedziała na krześle demonstrując potęgę nieuświadomionego piękna. Blond włosy, ani długie ani krótkie, ciemna zwyczajna bluzka, dżinsy, baleriny. Musiała być bez makijażu, lub był on delikatny tak jak lubił. Jej skóra naturalnie, delikatnie świeciła się w popołudniowym słońcu. Długie smukłe dłonie bawiły się ołówkiem podczas gdy Ona w zamyśleniu kontemplowała coś za oknem. Położył przed Nią książkę i wycofał się z uśmiechem. Odgarnęła włosy, odpowiedziała uprzejmym skinieniem głowy i sięgnęła po lekturę.
Wrócił do lady. Siedziała odwrócona do niego plecami więc mógł spoglądać na nią i wzdychać w myślach. Wpadał coraz mocniej. Coraz bardziej był przekonany, że Ona nie pojawiła się tutaj przypadkowo. Po kilkunastu minutach dziewczyna wstała. Dostał prawie ataku paniki kiedy zaczęła iść w jego kierunku. Uśmiechał się, podnosił wzrok, potem znów uciekał nim i wracał, niepewny czy uda mu się wydobyć z siebie kilka słów. Kilka metrów które dzieliło ją od stolika do lady wydały mu się wiecznością.
Podnieść wzrok znad monitora, nie podnieść i setki innych dylematów zdążył zaprzątnąć jego głowę, a Ona już kładła wykorzystaną książkę na ladzie.
- Niech się nam jeszcze pani wpisze do statystyki - wyrecytował wskazując na leżący przy wyjściu zeszyt.
Obdarowała go kolejnym uśmiechem. Cofnęła rękę z klamki, znowu odgarnęła ręką włosy za ucho i pochyliła się nad zeszytem. Wiedział już że to na pewno jakaś bogini, która postanowiła zrobić sobie z niego żart. Szybko odwrócił wzrok wracając do błękitnego tła monitora. Potem zdobył się na jeszcze kolejne spojrzenie w jej kierunku, kiedy szukała rubryki do wpisania ilości wykorzystanych książek. Boska. Jeszcze raz – muszę na nią spojrzeć – inaczej oszaleję. Inaczej już nigdy nie zobaczę tak pięknego widoku. Rzut oka, kiedy podnosiła się i krótki kontakt wzrokowy.
- Do widzenia – powiedziała odwracając się do drzwi. Niewymuszony uśmiech, naturalny ruch.
- Dowidzenia – wyrzucił z siebie jednym tchem - baran! Nawrzucał sobie od razu w myślach. Debil! - jedyne co mogłeś powiedzieć to „do widzenia” jak jakiś oficjalny buc. Próbował jeszcze złagodzić swój wygłup najszczerszym uśmiechem jaki tylko umiał pokazać. Ale i tak na pewno nie miała go szansy podziwiać bo była już odwrócona do niego tyłem. Wychodziła.... Na zawsze???
Kiedy tylko zamknęły się za nią drzwi, rzucił się do zeszytu statystyk. Pismo miała delikatne, kobiece. Staranne, choć widać było w nim odrobinę temperamentu. Bez problemu rozszyfrował imię: Joanna. Z nazwiskiem miał drobny problem: Ka... ro... lewska . Joanna Karolewska. To była jego dzisiejsza czytelniczka.
Poczuł w sobie, że tym razem nie odpuści. Tym razem poruszy niebo i ziemię żeby do niej dotrzeć. Przecież w systemie, albo w internecie, gdzieś na pewno są jej dane. Tym razem zrobi wszystko.To na ten moment oszczędzał swoje serce.
- No chłopie! Czas ruszyć się z miejsca, tej szansy nie możesz stracić - powiedział sobie w duchu.
Wiedział już tylko to, że na pewno jest zakochany.
***
Na zakończenie kawałek specjalnie dla wszystkich czytelników pulowerka:
dużo miłości w ten weekend
MR
Przeczytaj też:
- Sobotni dyżur popołudniowy [32]
- Sobotni dyżur popołudniowy [1]
- Sobotni dyżur popołudniowy [45]
- Sobotni Dyżur popołudniowy [12]
- Sobotni dyżur popołudniowy [6]
Tagi tego artykułu: opowiadanie, Sobotni dyżur popołudniowy, Walentynki

















Annette
Oczywiście, że rozmawiam z kasjerkami i sprzedawczyniami w supermarketach - o ile akurat kolejki do nich nie ma i ja mam chwilę.
Podobnie jest z czytelnikami, którzy do mnie przychodzą - rozmawiają ze mną. Tak sami z siebie. Na naprawdę bardzo różne tematy. Co prawda nie tak często, jak zdarza się to w bibliotekach publicznych, ale rozmawiają. A gdy już obronią tytuł licencjata lub magistra, przychodzą i opowiadają, jak było na obronie i zdarza się, że gdy już odiorą dyplom, to przychodzą z kwiatami bądź czymś słodkim i dziękują za współpracę i pomoc.
15 lutego 2010 r. o godzinie 09:03 ()