Sobotni Dyżur Zakochany [36]

Artykuł opublikowany 13 lutego 2010 r.
w dziale O nas Bibliotekarzach

Udostępnij artykuł

Jutro Walen­tynki. Kiedy czło­wiek zako­chany to nie w gło­wie mu prze­glą­da­nie stron.

Poniż­szy tekst dedy­kuję wszyst­kim zako­cha­nym  biblio­te­ka­rzom, biblio­te­kar­kom i ich uko­cha­nym.
***
…korzy­sta­jąc z oka­zji i miej­sca dodaję oso­bi­stą dedy­ka­cję dla miło­ści mojego życia:

***

Był cichy, nie­wy­ma­ga­jący wobec życia. Spo­kojny, zamknięty w sobie. Nie­któ­rzy powie­dzieli by że jakiś dziwny, nie­do­rajda, sie­rota, czy co innego. Za to jakby był jakimś arty­stą to mówi­liby o nim że jest wraż­liwy, uczu­ciowy, tajem­ni­czy. Został biblio­te­ka­rzem. Był więc zwy­czaj­nym fajtłapą.

Szu­kał miło­ści. Czemu miałby okła­my­wać nawet samego sie­bie. Szu­kał nie­śmiało, tak samo jak żył. Spo­koj­nie i cicho pod­kra­dał się do niej. Potem naj­czę­ściej rów­nie spo­koj­nie wyco­fy­wał się na pal­cach nim doznał jesz­cze nie­po­wo­dze­nia. Wma­wiał sobie że oszczę­dza siły na tą praw­dziwą, któ­rej nie odpu­ści i która jemu też nie da za wygraną.

Rok pracy wystar­czył żeby uświa­do­mił sobie, że wśród kole­ża­nek z pracy Jej nie ma. Na pewno. Wszyst­kie one były gło­śne, wesołe, otwarte. Lubiły poga­dać na kory­ta­rzu. Wymie­niały się prze­pi­sami. Wśród stu­den­tek zda­rzały się miłe dziew­częta. Nie miał jed­nak odwagi. Robiąc w gło­wie bilans zysków i strat zawsze docho­dził do wnio­sku, że jesz­cze nie pora. Zna­czyło, że to zapewne jesz­cze nie poja­wiła Ona. Więk­szość potra­fiła go nawet nie zauwa­żyć kiedy je obsłu­gi­wał. Potra­fiły zamó­wić książkę, ode­brać ją, nawet zamie­nić kilka słów, nie zauwa­ża­jąc go. Był Biblio­te­ka­rzem. Coś jak skle­powa, albo czło­wiek roz­da­jący dar­mowe gazety na skrzy­żo­wa­niu. Roz­ma­wia­li­ście kie­dyś z kasjerką w super­mar­ke­cie? Tak samo jest z bibliotekarzami.

Czwart­kowe popo­łu­dnie. W czy­telni pusto. Jak zawsze sie­dział znu­dzony prze­glą­da­jąc wszech­sieć, słu­chał jakiejś sta­cji radio­wej, nie przej­mo­wał się, że mogłoby to komu­kol­wiek prze­szka­dzać. Był kom­plet­nie sam i nie zapo­wia­dało się na nagły najazd czy­tel­ni­ków. Tryby wszech­świata posta­no­wiły jed­nak w końcu zatry­bić. Do Działu weszła dziew­czyna. Od razu wie­dział, że to może być wła­śnie Ona. Takie uczu­cie podobno poznaje się od razu. Kiedy czło­wie­kowi wyrywa dziurę w klatce pier­sio­wej wielką jak postrzał z kała­cha i odbiera umie­jęt­ność trzeź­wego myśle­nia niczym zgrzewka specjala.

Roz­wa­la­jąc nagro­ma­dzone za ladą przy­bory biu­rowe, wyłą­czył pośpiesz­nym ruchem radio. Zagad­nął banalnym:

- W czym mogę pomóc? - walące serce i kotłu­jący się umysł nie pozwo­liły mu wynieść się ponad to mało ory­gi­nalne pytanie.

– Chcia­ła­bym książkę… tu mam spi­sany tytuł – Jej głos cudow­nie nie­śmiały i jej deli­katna dłoń którą podała mu nie­wielką kar­teczkę z rów­nymi, lecz deli­kat­nymi lite­rami. Led­wie widoczny uśmiech i led­wie widoczny smu­tek doda­wał jej nie­sa­mo­wi­tej urody, choć pozor­nie była niczym nie wyróż­nia­jącą się dwu­dzie­sto­kil­ku­latką. Na pewno nie w jego oczach.

Deli­katny gry­mas zmarsz­czył jej czoło kiedy on pospiesz­nie sta­rał się wyszu­kać książkę w sys­te­mie.  Deli­katny nos,  zakoń­czony uro­czą kulką, piękne, odro­binę nie­śmiałe oczy. Jak na złość, natu­ral­nie myliły mu się litery, a inter­net dzia­łał niczym skrzy­żo­wa­nie ślimaka z żółwiem.

- Dobrze, pro­szę usiąść, zaraz Pani podam książkę – wyre­cy­to­wał kolejny wyuczony banał kiedy w końcu udało mu się poko­nać sys­tem. W takich sytu­acjach rutyna potrafi cza­sem ura­to­wać życie. Zapa­mię­tał numer książki i za chwilę szedł już z maga­zynu by zanieść Jej zamówienie.

Sie­działa na krze­śle demon­stru­jąc potęgę nie­uświa­do­mio­nego piękna. Blond włosy, ani dłu­gie ani krót­kie, ciemna zwy­czajna bluzka, dżinsy, bale­riny. Musiała być bez maki­jażu, lub był on deli­katny tak jak lubił. Jej skóra natu­ral­nie, deli­kat­nie świe­ciła się w popo­łu­dnio­wym słońcu. Dłu­gie smu­kłe dło­nie bawiły się ołów­kiem pod­czas gdy Ona w zamy­śle­niu kon­tem­plo­wała coś za oknem. Poło­żył przed Nią książkę i wyco­fał się z uśmie­chem. Odgar­nęła włosy, odpo­wie­działa uprzej­mym ski­nie­niem głowy i się­gnęła po lekturę.

Wró­cił do lady. Sie­działa odwró­cona do niego ple­cami więc mógł spo­glą­dać na nią i wzdy­chać w myślach. Wpa­dał coraz moc­niej. Coraz bar­dziej był prze­ko­nany, że Ona nie poja­wiła się tutaj przy­pad­kowo. Po kil­ku­na­stu minu­tach dziew­czyna wstała. Dostał pra­wie ataku paniki kiedy zaczęła iść w jego kie­runku.  Uśmie­chał się, pod­no­sił wzrok, potem znów ucie­kał nim i wra­cał, nie­pewny czy uda mu się wydo­być z sie­bie kilka słów. Kilka metrów które dzie­liło ją od sto­lika do lady wydały mu się wiecznością.

Pod­nieść wzrok znad moni­tora, nie pod­nieść  i setki innych dyle­ma­tów zdą­żył zaprząt­nąć jego głowę, a Ona już kła­dła wyko­rzy­staną książkę na ladzie.

- Niech się nam jesz­cze pani wpi­sze do sta­ty­styki - wyre­cy­to­wał wska­zu­jąc na leżący przy wyj­ściu zeszyt.

Obda­ro­wała go kolej­nym uśmie­chem. Cof­nęła rękę z klamki, znowu odgar­nęła ręką włosy za ucho i pochy­liła się nad zeszy­tem. Wie­dział już że to na pewno jakaś bogini, która posta­no­wiła zro­bić sobie z niego żart. Szybko odwró­cił wzrok wra­ca­jąc do błę­kit­nego tła moni­tora. Potem zdo­był się na jesz­cze kolejne spoj­rze­nie w jej kie­runku, kiedy szu­kała rubryki do wpi­sa­nia ilo­ści wyko­rzy­sta­nych ksią­żek. Boska. Jesz­cze raz – muszę na nią spoj­rzeć – ina­czej osza­leję. Ina­czej już nigdy nie zoba­czę tak pięk­nego widoku. Rzut oka, kiedy pod­no­siła się i krótki kon­takt wzrokowy.

- Do widze­nia – powie­działa odwra­ca­jąc się do drzwi. Nie­wy­mu­szony uśmiech, natu­ralny ruch.

- Dowi­dze­nia – wyrzu­cił z sie­bie jed­nym tchem - baran! Nawrzu­cał sobie od razu w myślach. Debil! - jedyne co mogłeś powie­dzieć to „do widze­nia” jak jakiś ofi­cjalny buc. Pró­bo­wał jesz­cze zła­go­dzić swój wygłup naj­szczer­szym uśmie­chem jaki tylko umiał poka­zać. Ale i tak na pewno nie miała go szansy podzi­wiać bo była już odwró­cona do niego tyłem. Wycho­dziła.… Na zawsze???

Kiedy tylko zamknęły się za nią drzwi, rzu­cił się do zeszytu sta­ty­styk. Pismo miała deli­katne, kobiece. Sta­ranne, choć widać było  w nim odro­binę tem­pe­ra­mentu.  Bez pro­blemu roz­szy­fro­wał imię: Joanna. Z nazwi­skiem miał drobny pro­blem: Ka… ro… lew­ska  . Joanna Karo­lew­ska. To była jego dzi­siej­sza czytelniczka.

Poczuł w sobie, że tym razem nie odpu­ści. Tym razem poru­szy niebo i zie­mię żeby do niej dotrzeć. Prze­cież w sys­te­mie, albo w inter­ne­cie, gdzieś na pewno są jej dane. Tym razem zrobi wszystko.To na ten moment oszczę­dzał swoje serce.

- No chło­pie! Czas ruszyć się z miej­sca, tej szansy nie możesz stra­cić - powie­dział sobie w duchu.

Wie­dział już tylko to, że na pewno jest zakochany.

***

Na zakoń­cze­nie kawa­łek spe­cjal­nie dla wszyst­kich czy­tel­ni­ków pulo­werka:

dużo miło­ści w ten weekend

MR

Prze­czy­taj też:

  1. Sobotni dyżur popo­łu­dniowy [32]
  2. Sobotni Dyżur popo­łu­dniowy [12]
  3. Sobotni dyżur popo­łu­dniowy [45]
  4. Sobotni dyżur popo­łu­dniowy [1]
  5. Wielki kom­bak!!! Sobotni dyżur popo­łu­dniowy [52]

Tagi tego artykułu: , ,

Jeden komentarz


  1. Annette

    Oczy­wi­ście, że roz­ma­wiam z kasjer­kami i sprze­daw­czy­niami w super­mar­ke­tach - o ile aku­rat kolejki do nich nie ma i ja mam chwilę.

    Podob­nie jest z czy­tel­ni­kami, któ­rzy do mnie przy­cho­dzą - roz­ma­wiają ze mną. Tak sami z sie­bie. Na naprawdę bar­dzo różne tematy. Co prawda nie tak czę­sto, jak zda­rza się to w biblio­te­kach publicz­nych, ale roz­ma­wiają. A gdy już obro­nią tytuł licen­cjata lub magi­stra, przy­cho­dzą i opo­wia­dają, jak było na obro­nie i zda­rza się, że gdy już odiorą dyplom, to przy­cho­dzą z kwia­tami bądź czymś słod­kim i dzię­kują za współ­pracę i pomoc.

    15 lutego 2010 r. o godzinie 09:03 ()

Skomentuj artykuł...

Security Code:

Viva la Wolna Kultura:

Pulo­we­rek działa na rzecz “ubo­ga­ca­nia” Wol­nej Kul­tury. Utwory w ser­wi­sie Pulowerek.pl dostępne są na licen­cji Cre­ative Commons:

Creative Commons License

Jed­no­cze­śnie sami też sta­ramy się korzy­stać z dobro­dziejstw wol­nej kul­tury. Grze­biąc w śmiet­niku cywi­li­za­cji jakim jest Inter­net, zda­rza się jed­nak nie­świa­do­mie tra­fić na mate­riały objęte pra­wem autor­skim. Jeśli znaj­dzie­cie w naszym por­talu jakieś nad­uży­cia pro­simy o kontakt.

Pulowerek na FB

Szybki kontakt!

W razie palą­cej potrzeby szyb­kiego kon­taktu z redak­cją należy wpi­sać treść i klik­nąć przy­cisk “wyślij”:

[contact-form 2 “Szybki kontakt”]
Pulowerek.pl