Dział Zły

Artykuł opublikowany 25 marca 2010 r.
w dziale O nas Bibliotekarzach

Udostępnij artykuł

Kolejny raz budzik prze­rwał mu sen o namięt­nym spo­tka­niu pośród koko­so­wych palm, o gorą­cym pia­sku błę­kit­nej laguny. Kolejny raz budzik wyrwał go z lep­szego świata i wal­nął nim o szary bruk codzien­no­ści. Otwo­rzył oczy. W pierw­szym zmę­czo­nym już spoj­rze­niu  na pla­kat znaj­du­jący się na wprost łóżka. Ide­alny kra­jo­braz pro­sto z Male­di­wów, kupiony na wyprze­daży pla­ka­tów w super­mar­ke­cie, wypeł­niał sobą więk­szą część ściany małego pokoju. Marze­nia do speł­nie­nia. Nawet nie chciało mu się rzu­cić w kie­runku sufitu tra­dy­cyj­nego poran­nego blu­zgu skie­ro­wa­nego do sił wyż­szych zawia­du­ją­cych tym całym biz­ne­sem. Posta­wił stopy na zim­nych pane­lach, potarł zaro­śnięty poli­czek – dziś zde­cy­do­wa­nie nie będzie mu się chciało ogo­lić. Jaskrawy blask ostrego zimo­wego słońca uwy­dat­niał brudne szyby, popać­kany czymś para­pet oraz brudną pościel. Oto­cze­nie dosko­nale paso­wało do jego nastroju.

dział_zły

Do pracy. Znowu. Żeby to jesz­cze była fabryka. Budowa. Huta Kato­wice czy kasa w super­mar­ke­cie, to gotów byłby się pogo­dzić z koniecz­no­ścią odbęb­nie­nia swo­jej szychty i wyda­nia zaro­bio­nych pie­nię­dzy w celu zapo­mnie­nia o poprzed­nich ośmiu godzi­nach. I na pewno by wię­cej pła­cili. A tak liceum, stu­dia, pody­plo­mówka, cztery mie­siące bez­ro­bo­cia i teraz w końcu od pół roku praca. Cho­lerna, pier­do­lona praca. W biblio­tece. Kto by się spo­dzie­wał… Zresztą szkoda gadać o tym nawet. Świetna oka­zja… Zała­twiona natu­ral­nie po zna­jo­mo­ści. Cio­cia poszła na macie­rzyń­ski i zwal­niało się miej­sce. “Jak chcesz to poga­dam z dyrek­cją. Bo wiesz, pani Bożena z gro­ma­dze­nia podobno chciała córkę wepchnąć. Dziew­czyna wró­ciła z Anglii nie­dawno. Też tak jak cie­bie na prze­cze­ka­nie. Co…? Chcesz…? Zała­twię.” Nie spo­dzie­wał się że będzie to tak brze­mienna w skutki rozmowa.

Daje sobie jesz­cze kilka mie­sięcy, może się ode­zwą z jakiejś firmy, może w cho­lerę wyje­dzie do Austra­lii. Trzy­dzie­ści sztuk wysy­ła­nych co mie­siąc CV musi w końcu prze­cież dać jakiś sku­tek. Wysy­ła­nych natu­ral­nie w służ­bo­wych koper­tach, bo chyba jedy­nie to zostało żeby zemścić się na tej par­szy­wej pracy.

Na śnia­da­nie dwie kanapki z pasz­te­tem pod­la­skim, kubek her­baty marki “Minutka” i szklanka płynu powsta­łego z zagęsz­czo­nego kon­cen­tratu soku poma­rań­czo­wego. To wszystko co rano mógł zro­bić żeby wzmoc­nić swój sys­tem immu­no­lo­giczny przed poja­wie­niem się w ciem­nych i zaku­rzo­nych poko­jach Działu. Poko­jach peł­nych papro­tek, ser­we­tek, pod­ró­bek per­fum marki Dolce&Gabana, cukie­recz­ków na spodecz­kach, kata­lo­gów Avonu, sta­rych drew­nia­nych biu­re­czek, obi­tych sztuczną skórą drzwi i wytar­tych kle­pek pod­ło­go­wych. Wszystko niczym z kosz­mar­nego skan­senu minio­nej epoki. Wszystko wciąż żywe. Dru­gie śnia­danko o 10, poga­duszki, kawka. Uja­da­nie gębami, drobne uszczy­pli­wo­ści. Jak u Orwella – godzina nie­na­wi­ści. Pani Maria obgada kre­ację Pani Joli, że taka stara a się jak młódka stroi. Pani Jola kon­fi­den­cjo­nal­nie zacznie mu opo­wia­dać, że Maria jest jak but głu­pia, że mąż pro­fe­sor to ją tu umie­ścił po zna­jo­mo­ści i że to jego stu­dentka kie­dyś była, jej dziecko zro­bił, nie było wyj­ścia. Potem obie obrzucą się pogar­dli­wymi spoj­rze­niami w przej­ściu, a on wlepi na gębę zużyty uśmiech. Potem z kolei zoba­czy jak obie poszep­tują coś patrząc na pana Hen­ryka, który aku­rat przyj­dzie wymie­nić żarówkę. Młoda dziew­czyna z maga­zynu też swoje zarobi. A pod koniec zmiany któ­raś na pewno zacznie się przy­mi­lać do niego żeby posie­dział za nią do końca dyżuru bo ona ma wizytę u fryzjera.

Potwo­rzyce, dwu­li­cowe masz­ka­rony. Fał­szywe, spi­sku­jące. O nim pew­nie też mają coś do powie­dze­nia. Kie­dyś sły­szał: “Taki młody, nie mógł pracy zna­leźć, fajt­łapa, co to za facet jak w biblio­tece pra­cuje, rozumu też za wiele nie ma. Taki sam jak ta jego ciotka. Mój syn, rok star­szy od niego to w banku pra­cuje i już sze­fem został. Nie to co ten

Zapę­tla­jące się kon­takty, gra stra­te­giczna, towa­rzy­ski węzeł gor­dyj­ski, sym­bio­tyczne paso­żyty. Psy­chiczne wam­piry, wysy­sa­jące radość życia, wysy­sa­jące do ostat­niej krztyny. Dwie stare baby, któ­rych nie usuną, nie prze­niosą. Nikt ich nie chce, nikt nie ruszy, bo zostało im 3, albo 4 lata do eme­ry­tury. Taka to jest, budże­tówka kurwa jej mać. Dziś coś w końcu z tym zrobi.

Zaci­snął moc­niej dłoń na małym toporku, który wycho­dząc dziś do pracy zabrał z paw­la­cza. Z zamy­śle­nia wyrwało go gło­śne skrzyp­nię­cie prze­gu­bo­wego auto­busu. Wyła­nia­jący się zza zakrętu widok archi­tek­to­nicz­nej perły lat 80tych spo­wo­do­wał u niego przy­spie­szone bicie serca i szczę­ko­ścisk jak u bulteriera.

Tam gdzie się uda­wał był zde­cy­do­wa­nie zły dział. Dział zły.

[opo­wia­da­nie sta­nowi prze­druk z bloga rynarzewski.pl]

pozdra­wiam

MR

 

Tagi tego artykułu:

Jeden komentarz


  1. jmonika

    Rewe­la­cyjny tekst!:D

    25 marca 2010 r. o godzinie 19:38 ()

Skomentuj artykuł...

Security Code:

Viva la Wolna Kultura:

Pulo­we­rek działa na rzecz “ubo­ga­ca­nia” Wol­nej Kul­tury. Utwory w ser­wi­sie Pulowerek.pl dostępne są na licen­cji Cre­ative Commons:

Creative Commons License

Jed­no­cze­śnie sami też sta­ramy się korzy­stać z dobro­dziejstw wol­nej kul­tury. Grze­biąc w śmiet­niku cywi­li­za­cji jakim jest Inter­net, zda­rza się jed­nak nie­świa­do­mie tra­fić na mate­riały objęte pra­wem autor­skim. Jeśli znaj­dzie­cie w naszym por­talu jakieś nad­uży­cia pro­simy o kontakt.

Pulowerek na FB

Szybki kontakt!

W razie palą­cej potrzeby szyb­kiego kon­taktu z redak­cją należy wpi­sać treść i klik­nąć przy­cisk “wyślij”:

Imię:

e-mail:

Twoja wia­do­mość:

Pulowerek.pl