Pracownik rotacyjny

Artykuł opublikowany 18 marca 2010 r.
w dziale O nas Bibliotekarzach

Udostępnij artykuł

Biblio­teka. Insty­tu­cja zło­żona. W sen­sie meta­fi­zycz­nym jak i fizycz­nym po pro­stu. Wielki budy­nek, któ­rego poszcze­gólne poziomy skry­wają nie­zli­czone ilo­ści ksią­żek oraz nieco mniej­sze ilo­ści pra­cow­ni­ków, któ­rzy zaj­mują się czyn­no­ściami, o któ­rych prze­ciętny czy­tel­nik nie ma poję­cia. Bo który stu­dent (oprócz stu­den­tów biblio­te­ko­znaw­stwa i archi­wi­styki) wie co to jest skon­trum albo znak pro­we­nien­cyjny, który wie, iż przy­ję­cie książki do biblio­teki fachowo zowie się akce­sem. Na pewno nie­liczni. Zróż­ni­co­wana i mająca swój bogaty kolo­ryt grupa biblio­te­ka­rzy dzieli się na kilka pod­grup. Na samym dole dra­binki roz­woju zawo­do­wego stoi młod­szy biblio­te­karz, a obok tej dra­binki stoi jesz­cze jeden typ pra­cow­nika. Mowa tu o biblio­te­ka­rzu, który wyko­nuje prace zle­cone. Ma on obo­wią­zek odpra­co­wać okre­śloną ilość godzin na rzecz biblio­teki za okre­śloną stawkę. Uczciwa trans­ak­cja. Pra­cow­nicy tacy naj­czę­ściej są kie­ro­wani do komó­rek, w któ­rych aktu­al­nie jest dużo pracy (na przy­kład przy prze­pro­wadzce, albo przy akce­sji dużej kolek­cji), albo zle­cane są im prace, które pod­le­gają jakie­muś dzia­łowi, ale nie jest on w sta­nie ich wyko­nać ze względu na małą ilość pra­cow­ni­ków i natłok pracy. Wymy­śli­łem nawet nazwę (mało ory­gi­nalną) takiego biblio­te­ka­rza – pra­cow­nik rota­cyjny. Krąży on mię­dzy dzia­łami zdo­by­wa­jąc bez­cenne doświad­cze­nie oraz wiele nowych zna­jo­mo­ści. Bar­dzo szybko potrafi rów­nież zorien­to­wać się w nie­pi­sa­nych zasa­dach rzą­dzą­cych biblio­teką. A to wła­śnie takie zasady rzu­tują na to jaki w biblio­tece panuje kli­mat oraz to jaka biblio­teka w rze­czy­wi­sto­ści jest.

Fascykuł by pulowerek.

Stary komu­nał i banał mówi, że to ludzie kształ­tują insty­tu­cje. Z punktu widze­nia czło­wieka z zewnątrz, ale już nasiąk­nię­tego „biblio­teką” pewne zależ­no­ści rysują się dość cie­ka­wie. Na pewno ist­nieje pewien dyso­nans pomię­dzy mło­dymi a sta­rymi (oczy­wi­ście z wie­loma wyjąt­kami, ale to wyjątki kształ­tują reguły). Mło­dzi chcie­liby zmian, więk­szego otwar­cia na czy­tel­nika, uwol­nie­nia ksią­żek spod wła­dzy wszech­moc­nego sys­temu zarzą­dza­nia biblio­teką na literę A. Stu­dent, czy też czy­tel­nik glo­bal­nie, chciałby dotknąć, obej­rzeć książkę przed jej wypo­ży­cze­niem w spo­sób ocie­ra­jący się o głę­boko pry­watne prze­ży­cie, o pewną ludzko-książkową intym­ność omi­ja­jąc pośred­nic­two Biblio­te­karki bądź Biblio­te­ka­rza reali­zu­ją­cego zamó­wie­nie. Czło­wiek (przy­naj­mniej ja) ma skłon­ność do nada­wa­nia przed­mio­tom, a w szcze­gól­no­ści bli­skim mu książ­kom, cha­rak­teru innego niż mogłyby na to zasłu­gi­wać przez swoją „gatun­kową przy­na­leż­ność”. Krótko mówiąc, czło­wiek przy­zwy­czaja się do książki tak jak do czło­wieka czy zwie­rzę­cia. Nie do każ­dej oczy­wi­ście, ale do tych, które mają dla niego jakąś war­tość, czy to sen­ty­men­talną, czy to zawo­dową. Czy­ta­łem kie­dyś arty­kuł o pew­nym pro­fe­so­rze fizyki, któ­rego całą biblio­teczkę w gabi­ne­cie na uczelni kształ­to­wał jeden, stary i wytarty pod­ręcz­nik, w który zaglą­dał zawsze kiedy przy­cho­dziła mu do głowy jakaś inno­wa­cyjna i odkryw­cza myśl. Ta jedna książka sta­no­wiła dla niego taką samą war­tość jaką dla ludz­ko­ści sta­nowi Biblio­teka Kon­gresu bądź Biblio­teka Waty­kań­ska.  Dla­tego też im mniej pośred­ni­ków na dro­dze książki z półki w ręce chęt­nego czy­tel­nika tym lepiej. Ktoś mógłby mi zarzu­cić, że prze­sa­dzam, że dora­biam filo­zo­fię do sys­temu wypo­ży­cza­nia ksią­żek z biblio­teki. Być może tak jest, ale z dru­giej strony dehu­ma­ni­za­cja czy­tel­nic­twa, tech­no­kra­ty­za­cja biblio­tek na pewno nie wpływa dobrze na poziom czy­tel­nic­twa. Gdzie się podziały kame­ralne, nieco zaku­rzone i tro­chę zbyt ciemne biblio­teki, w któ­rych za biur­kami sie­działy sro­gie, ale skore do pomocy panie? To się już nie wróci.

Pra­cow­nik rota­cyjny, któ­rym bez wąt­pie­nia rów­nież i ja jestem, przy­gląda się całej tej struk­tu­rze od środka, ale zacho­wu­jąc jesz­cze pewien poziom postrze­ga­nia „z zewnątrz”. Praca biblio­te­ka­rza jest z całą pew­no­ścią słabo doce­niana i nie wie­dzieć czemu nie cie­szy się dużą estymą co jest bar­dzo dla mnie nie­zro­zu­miałe. Pomimo tego wszyst­kiego rzadko można spo­tkać mło­dego pra­cow­nika biblio­teki, który byłby smutny czy zgorzk­niały i to jest piękne, że pomimo nie­zbyt dużych wyna­gro­dzeń potra­fimy śmiać się sami z sie­bie i zacho­wy­wać dystans do spraw nie­przy­jem­nych czy po pro­stu dziw­nych, które dzieją się w naszych bibliotekach.

Africana by pulowerek.

Mia­łem napi­sać felie­ton, który byłby iro­niczny i z humo­rem. Chyba nie do końca wyszło tak jak chcia­łem, ale z dru­giej strony pra­cu­jąc w cia­snym maga­zynku patrzy się na biblio­tekę ina­czej niż spod prze­szklo­nej kopuły, na pewno bar­dziej klau­stro­fo­bicz­nie. Jeżeli ktoś będzie czy­tał te moje wes­tchnie­nia, które nie­któ­rzy okre­ślą bez wąt­pie­nia mia­nem „smę­tów”, to będę dalej stu­kał w kla­wi­sze dzie­ląc się spo­strze­że­niami czło­wieka sto­ją­cego obok drabiny.

Wasz Pra­cow­nik Rota­cyjny
Piotr

 

Tagi tego artykułu: , , , , , ,

Skomentuj artykuł...

Security Code:

Viva la Wolna Kultura:

Pulo­we­rek działa na rzecz “ubo­ga­ca­nia” Wol­nej Kul­tury. Utwory w ser­wi­sie Pulowerek.pl dostępne są na licen­cji Cre­ative Commons:

Creative Commons License

Jed­no­cze­śnie sami też sta­ramy się korzy­stać z dobro­dziejstw wol­nej kul­tury. Grze­biąc w śmiet­niku cywi­li­za­cji jakim jest Inter­net, zda­rza się jed­nak nie­świa­do­mie tra­fić na mate­riały objęte pra­wem autor­skim. Jeśli znaj­dzie­cie w naszym por­talu jakieś nad­uży­cia pro­simy o kontakt.

Pulowerek na FB

Szybki kontakt!

W razie palą­cej potrzeby szyb­kiego kon­taktu z redak­cją należy wpi­sać treść i klik­nąć przy­cisk “wyślij”:

[contact-form 2 “Szybki kontakt”]
Pulowerek.pl