Liczba ładna i okrągła, ale jeszcze nie jubileuszowa, więc nie ma co robić żadnej hecy. Poświęcimy tę sobotę na normalną ciężką harówkę grzebania we wszechśmietniku w poszukiwaniu prawdziwych bibliotekarskich perełek. Bo co tu innego można w pracy uskuteczniać jak nie migactwo i obijactwo, kiedy za oknem [tak przynajmniej jest u mnie] piękne słońce!
Zapewne zauważyliście, że w tygodniu ruszyła Akcja “Plakat”, która ma na celu zebrać i pokazać prace z konkursu SBP na plakat promujący Tydzień Bibliotek 2010. Wygrać mogła naturalnie tylko jedna praca, my jednak w przeciwieństwie do syndykatu SBP-EBIB uważamy że warte pokazania są wszystkie prace konkursowe. Jak na razie akcja odnosi pewne sukcesy, ponieważ udało nam się przedstawić już prace czterech autorów:
… a już w poniedziałek opublikujemy prace, kolejnego, piątego już uczestnika konkursu!
Wspomnę z dumą że naszą akcję zauważyły i zdaje się że w charakterystyczny dla siebie sposób popierają legendarne Robaki. Tak trzymać! Tabloidy bibliotekarskie muszą działać w komitywie!
Dzięki uprzejmości Michała Rzeszutka posiadamy zaś własny pulowerkowy plakato-baner, który będzie na naszych stronach reklamował tegoroczny Tydzień Bibliotek:
Pora jednak przejść do konkretów czyli krótkiego przeglądu blogosfery:
U Malina przeczytacie ciekawy tekst o tym jak z pomocą narzędzia Readability szumu internetowej strony wyłowić sens, czyli zgrabnie przeformatowaną treść, która nas tak na prawdę najbardziej interesuje. Niedoszły Bibliotekarz ujawnił nam ściśle tajne informacje o nowym genialnym gadżecie opartym na technologio bio-optycznej, który zrewolucjonizuje czytanie. Bibla z kolei propaguje akcję przekazywania książek przez czytelników do ich biblioteki i sama trochę opowiada o tym co i jak przekazuje z własnych zbiorów.
Bibliotekareczka pokazuje nam, że w pracy bibliotekarza najważniejsza jest cierpliwość i pokora, a poza tym najważniejszy rytuał dnia czyli kawa- jak na przytoczonym przez nią obrazku. Zdecydowanie coś takiego powinni umieszczać w szkoleniu bibliotecznym…
U Dziewczyny Estreichera trwa festiwal e-Booków, zaś Eva Scriba w nawiązaniu do niedawno także przytaczanego dialogu przystankowego Młodszego Bibliotekarza, prezentuje nam swój własny, na własne uszy zasłyszany dialog. Z okazji 8 marca lutego nie zawiódł także Stefan który podarował nam kolejny akt dramatu bibliotekarskiego. I tym razem po raz kolejny dotknął sedna sprawy, o tym że bibliotekarze mogą debatować przez godziny i nic ciekawego nie uradzić.
U przywoływanego już Młodszego Bibliotekarza warty uwagi tekst wyrażający frustrację bibliotekarzy młodego pokolenia. Pozwolę sobie zacytować szerszy fragment:
Natomiast tydzień temu z rąk Dziekana Uniwersytetu Warszawskiego odbierałem dyplom ukończenia studiów (już drugich). Pan Dziekan coś mówił, gratulował ale ja nie słuchałem, moje myśli skupiały się na tym co zrobić z dyplomem ze specjalizacji ogólnej i translatorskiej. I tak w mojej głowie narodziło się kilka opcji:
- a) Wbiec z radosnym uśmiechem do gabinetów najwyższych i krzyknąć “Kochana dyrekcjo! Jestem świeżo upieczonym, dyplomowanym tłumaczem. Zatem macie dyplomowanego bibliotekarza, dyplomowanego tłumacza i NIEdyplomowanego kasjera w jednym. Może jakaś podwyżka, ew. zmiana stanowiska?”;
- b) Oprawić dyplom i postawić go przy stojaczku z napisem KASA, może czytelnicy przestaną nazywać mnie kasjerem;
- c) Wykorzystać dyplom jako “każdy papier, który kiedyś się kończy”;
- d) Wykorzystać dyplom i nabyte umiejętności do znalezienia dodatkowej/ nowej pracy.
Opcja a i b niestety odpadały. C zdecydowanie odpadała, za ciężko na ten dyplom pracowałem, choć dla niektórych mój dyplom jest “każdym papierem, który kiedyś się kończy “(patrz punkt a i b). Pozostała opcja d i mam zamiar wdrożyć ją w życie
W poniedziałek praca nadal nie dawała o sobie zapomnieć. Tym razem przybrała formę plotek, które pokonały kilometry dzielące moje mieszkanie od zakładu pracy i radośnie obwieściły mi, że moje zwolnienie to efekt prac zleconych, które wykonuję kosztem pracy stałej. I zacząłem żałować, bardzo żałować, że akurat ta plotka nie jest prawdą, przynajmniej do tej marnej pensji człowiek by sobie dorobił. Ale nic nie było tak druzgocące jak informacja (która niestety plotką nie jest) o tym, że w pracy szykują się zwolnienia. I tak za kilkuletnią współpracę podziękuje się młodym bibliotekarzom (dodam, że wykwalifikowanym). Bibliotekarzom ambitnym, inteligentnym, mądrym, z ikrą , polotem, wiedzą et cetera, cetera, cetera… słodzić mogę niemal w nieskończoność. A pozwalam sobie na taki “cukier” ponieważ niektórych znam od ośmiu lat, co więcej, z niektórymi przeżywałem wzloty i upadki w ciągu pięciu lat studiów.
I tym tekstem pozwolę sobie zakończyć przegląd blogosfery, bo po nim już nie ma nic do napisania.
Dla zrównoważenie jeszcze tylko trochę multimediów i wracamy do pracy:
[w sumie to nie wiem czy to ma straszyć czy bawić]
pozdrawiam
MR
Przeczytaj też:
- Sobotni dyżur popołudniowy [56]
- Sobotni dyżur popołudniowy [9]
- Sobotni dyżur prawie-popołudniowy [29]
- Sobotni dyżur popołudniowy [2]
- Sobotni dyżur popołudniowy [13]
Tagi tego artykułu: Sobotni dyżur popołudniowy

















Osito
Litości, Redakcji, wpis Stefana nosi datę 8 lutego (!)…
13 marca 2010 r. o godzinie 12:23 ()
Iza
W plakacie Michała Rzeszutka “tydzień” napisano przez “ź”: tydźień.
13 marca 2010 r. o godzinie 14:44 ()
Iza
W plakacie Michała Rzeszutka \“tydzień\” napisano przez \“ź\”: tydźień.
13 marca 2010 r. o godzinie 14:45 ()
bocian
Faktycznie, w życiu bym tego sam nie zauważył
Tak to już jest w produkcji na skalę masową (wykonałem i wysłałem w ciągu 2 dni 10 plakatów)
13 marca 2010 r. o godzinie 14:59 ()
Fiolanda
Sobotni wieczór kabaretowy …
otóż w 7 minucie okazuje sie, że pan Józef …
http://www.youtube.com/watch?v=vQnsc0PLHUg
13 marca 2010 r. o godzinie 23:42 ()