Biblioteczny Casanova

Artykuł opublikowany 20 lipca 2010 r.
w dziale O nas Bibliotekarzach

Udostępnij artykuł

Do biblio­teki przy­szedł pew­nego razu młody czło­wiek. Ot tak sobie popra­co­wać. Przy­szedł to i przy oka­zji posta­no­wił zna­leźć żonę. Bo jak juz jest to może i znaj­dzie się jakaś, nie będzie musiał cho­dzić. Poza tym gdzie szu­kać żony jak nie w biblio­tece, prze­cież tam same panie pra­cują. Idea była pro­sta. Tak zaczął swoją ody­seję biblio­teczny kasanowa.

Biblio­teka dzieli sie na czę­ści. Jest część udo­stęp­niana czy­tel­ni­kom, tam znaj­duja się biblio­te­karki repre­zen­ta­tyw­nie wysta­wione na widok. Jest część “tech­niczna”, czyli wszyst­kie opra­co­wa­nia gro­ma­dze­nia i inne skon­tra. Tam znaj­dziesz panie prze­mą­dre i prze­myślne. Jest też w końcu i część admi­ni­stra­cyjna gdzie pra­cują kobiety suk­cesu. Jest też… o tym się nie  mówi prze­cież gło­śno… jest też hades… maga­zyn. Tam znaj­dziesz naj­czę­ściej męż­czyzn, któ­rzy przy­szli żon szu­kać i popa­dli w biblio­teczną nie­ła­skę. Teraz do końca świata sęp im będzie wątrobe wyja­dał i mię­dzy rega­łami stopę miażdzył.

Tak to wygląda z zewnątrz. Jed­nak nasz biblio­teczny kasa­nowa przy­jął tak­tykę zgoła inną. Posta­wił biblio­tekę na gło­wie i tak z pozy­cji maga­zynu naj­le­piej mógł wszystko i wszyst­kich obser­wo­wać (od dołu, co kasa­no­wie na rękę było), mógł snuć plan zacią­gnię­cia któ­rejś z pra­cow­nic do ołtarz… po uprzed­nim zacią­gnię­ciu jej do magazynu.

Szybki epi­zod z poczatku kariery, kiedy w czy­telni przy­szło mu ksiażki dozo­ro­wać, nauczyl go dużo o umy­sło­wo­ści biblio­te­ka­rek. Bo posta­no­wił zagrać w otwarte karty i przy­szedł do lady, strój naj­lep­szy ubrał i oświad­czył, że żony szuka, a chętne kan­dy­datki mogą się do niego zgła­szać w dowol­nym cza­sie na roz­mowę kwa­li­fi­ka­cyjną, naj­le­piej z RMUĄ, odcin­kiem wypłaty, zdję­ciem swo­jej matki i wycią­giem z księgi wie­czy­stej wska­zu­ją­cym na posia­da­nie miesz­ka­nia. Nie­stety oprócz kon­ster­na­cji, nie odnio­sło to zbyt wiel­kiego skutku. Bez­po­śred­nie roz­mowy z wyty­po­wa­nymi przez niego kan­dy­dat­kami tak samo rezul­ta­tów nie odno­siły. Wszyst­kie jego kom­ple­menty odbi­jały sie niczym nie­miec­kie poci­ski od pan­cer­nego pan­ce­rza czołgu Rudy 102. Pod­ręcz­ni­kowe metody neu­ro­lin­gwi­stycz­nego pro­gra­mo­wa­nia odbi­jały się od gru­bych denek biblio­tecz­nych oku­la­rów, cia­steczka wchła­niane były bez skut­ków ser­co­wych. Pozstało mu jedy­nie pono­wie­nie swo­jego apelu wobec zebra­nej załogi czy­telni i posta­wie­nie ulti­ma­tum z votum. I tutaj powinna skoń­czyć się miło­sna ody­seja. Jedna z biblio­te­ka­rek poczuw­szy drga­nie serca powinna zerwać się ze smy­czy kon­we­nan­sów i rzu­cić w ramiona mło­dego adepta biblio­te­kar­stwa. Nie tak jed­nak bywa i nie tak tym razem było. Ulti­ma­tum razem z votum nie zostały doce­nione, kto­raś z tzw kole­ża­nek donio­sła do Olimpu, a mło­dzie­niec zesłany został do Hadesu.

I teraz z mrocz­nych kory­ta­rzy oddol­nie wypa­truje swo­jej ofiary. Bo prze­cież zostały jesz­cze 132 biblio­te­karki pra­cu­jące w tym gma­chu! To że nie chciało go tych 8,  nie zna­czy że inne się nie sku­szą. Nawet zak­tu­ali­zo­wał swoje expose o to że nawet roz­wódka i nawet panna z dziec­kiem mogą mieć jesz­cze szansę. Nawet poczeka na roz­wód jeśli będzie taka konieczność.

No bo prze­cież był kie­dyś taki jeden co moc miał nad kobie­tami, a był tylko biblio­te­ka­rzem. Wziął go nasz boha­ter za przy­kład i żyje z tym sam dalej. Nie tak jak Gia­como Casanova.

Prze­czy­taj też:

  1. Dziwny biblio­teczny fetysz?
  2. Komiks, który wyda­rzył się naprawdę [47] - Biblio­teczny Folklor
  3. Biblio­teczny fit­ness - bie­rzemy się za sie­bie po świętach!

Tagi tego artykułu: , , ,

Komentarzy: 4


  1. arek

    no tak ale Gia­como nie sie­dział w Hade­sie choć też był samotny

    20 lipca 2010 r. o godzinie 15:23 ()


  2. aśka

    Na litość boską, cho­ciaż biblio­te­karki niech nie robią błę­dów orto­gra­ficz­nych. Słow­nik chyba jakiś jest w biblio­tece, a może nie? Bo skutki, a nie skótki widać!!!!!!!!!!!!!!!!!

    2 sierpnia 2010 r. o godzinie 15:29 ()


  3. librarian

    Przy­jemny, letni tekst. Pozdrawiam

    3 sierpnia 2010 r. o godzinie 21:58 ()


  4. aśka

    Bry­lan­towy pył.
    Pochy­lona głowa. Jasne złoto, ozdo­bione platyną,przyprószone sre­brem, perłą. Pro­mień słońca. Hura­gan świa­tła, gra barw, kolo­rów. Opa­le­scen­cja. Błysk sre­bra, a potem prze­pych złota, i znów łagodna perła. Wibro­wa­nie. Pul­so­wa­nie. Słońce tań­czy, sza­leje w jej wło­sach. Igra z tym bogac­twem, bawi się milio­nem locz­ków, pier­ścion­ków. Ginie na chwilę w tune­lach, kor­ko­cią­gach, bie­gnie, ogrzewa szyję . Dotyka , muska leciutko, znów chowa się i znika. I wybu­cha rado­śnie, a bry­lan­towy pył roz­świe­tla jej głowę. Aure­ola mie­nią­cego się świa­tła. Zapa­trze­nie. Zachwyt.
    - Skoń­czy­łam – nie­świa­doma, że tak nagle, tak bru­tal­nie prze­rwała tę feerię, tę baśń, tę magię , pod­nosi na mnie błę­kit, ten „rzę­sami zakryty” zna­jomy błę­kit.
    Kie­dyś, dla żartu, wsy­pali jej we włosy dzie­siątki skrę­co­nych kule­czek, z chu­s­teczki higie­nicz­nej. Nie czuła, nie wie­działa, że tam gdzie miej­sce dla pereł, praw­dzi­wych pereł, tkwiły poskrę­cane kawałki papieru. Chcia­łem jej pomóc pozbyć się tej here­zji, tej pro­fa­na­cji, ale kulki umy­kały, roz­sy­py­wały się, spa­dały głę­biej w gęstwinę wło­sów. Pod­ło­ży­łem dłoń, a wtedy miliony locz­ków, pier­ścion­ków oplo­tło mi palce. Uwię­ziło zło­tymi, srebr­nymi obrącz­kami. A ja prze­cież mia­łem obrączkę, jedną i już żadnego prawa do innych. I jesz­cze noz­drza chło­nęły zapach kwia­tów, ziół, lasu, łąki, waka­cji, słońca. A dło­nie zapamiętały.

    Cyr­kiel.
    Wal­czyła z cyr­klem. Dziel­nie. Nie pod­da­wała się. Prze­gry­wała. Zaczy­nała od nowa. Z jesz­cze więk­szą deter­mi­na­cją. I znów prze­gry­wała. Zmę­czyła się. Widzia­łem. Nie mogłem jej prze­rwać, bo wal­czyła z wła­sną sła­bo­ścią. I chciała ją poko­nać. Chciała być silna. Chciała wygrać. Ale nie dawała rady. Spoj­rzała na mnie. Ciem­niały jej oczy. Złość, zro­zu­miała, że musi już zre­zy­gno­wać. Teraz może przy­jąć pomoc. Moją pomoc.
    Była cała roz­grzana, zmę­czona tą walką, tym darem­nym tru­dem. Czu­łem cie­pło jej ple­ców, ramion, dłoni. I zapach, ten zapach, jej wło­sów. Się­gała mi pod brodę. Chcia­łem wtu­lić twarz w to wspo­mnie­nie słońca, lata, łąki, waka­cji. – Opa­mię­taj się człowieku- wrza­snął mój głos roz­sądku. A ona wtedy, gdy w mojej gło­wie jesz­cze ten głos, ona wtedy zachwiała się, zato­czyła się i oparła całym cia­łem na mnie. I nie wiem jak zdo­ła­łem utrzy­mać rów­no­wagę, ją i sie­bie.
    I śmia­łem się, śmia­łem z tego roz­sądku, bo i tak poczu­łem całe jej ciało na swo­jej piersi, a włosy roz­sy­pały mi się na twarz, na oczy, na usta. Obją­łem ją, zamkną­łem w dło­niach, taką kru­chą i lekką jak ptak i zawi­ro­wa­łem nią w powie­trzu, jak sztan­da­rem, sztan­da­rem zwycięstwa.

    20 października 2010 r. o godzinie 13:44 ()

Skomentuj artykuł...

Security Code:

Viva la Wolna Kultura:

Pulo­we­rek działa na rzecz “ubo­ga­ca­nia” Wol­nej Kul­tury. Utwory w ser­wi­sie Pulowerek.pl dostępne są na licen­cji Cre­ative Commons:

Creative Commons License

Jed­no­cze­śnie sami też sta­ramy się korzy­stać z dobro­dziejstw wol­nej kul­tury. Grze­biąc w śmiet­niku cywi­li­za­cji jakim jest Inter­net, zda­rza się jed­nak nie­świa­do­mie tra­fić na mate­riały objęte pra­wem autor­skim. Jeśli znaj­dzie­cie w naszym por­talu jakieś nad­uży­cia pro­simy o kontakt.

Pulowerek na FB

Szybki kontakt!

W razie palą­cej potrzeby szyb­kiego kon­taktu z redak­cją należy wpi­sać treść i klik­nąć przy­cisk “wyślij”:

[contact-form 2 “Szybki kontakt”]
Pulowerek.pl