I nie chodzi tu o dziwne przepisy BHP. Mogliśmy się już o tym przekonać jakiś czas temu, przy okazji sprawy pobicia amerykańskiej bibliotekarki w Houston, w stanie Teksas. Ale to jeszcze nic. Wyobraźcie sobie pracę w więziennej bibliotece. Może być niebezpiecznie? Jasne.
Przekonała się o tym Jacqueline Weddle (na zdjęciu po lewej), bibliotekarka pracująca w więzieniu stanowym w stanie Maine w USA. 30 czerwca 2008 roku Jacqueline została zaatakowana ostrym narzędziem przez jednego z więźniów, Michaela Chasse (na zdjęciu po prawej), a po wszczęciu alarmu została uwięziona w miejscu swojej pracy na kilka godzin, była przetrzymywana jako zakładnik.
Chasse zamknął wszelkie wejścia do biblioteki, przywiązał bibliotekarkę do krzesła przewodami wyjętymi z maszyny do pisania i groził, że jeśli ktokolwiek wejdzie do pomieszczenia, Jacqueline zostanie zadźgana na śmierć. Samej bibliotekarce groził, że wyłupi jej oko. Innego więźnia, który przebywał wtedy w bibliotece, Chasse związał sznurówkami, a potem pociął twarz żyletką znalezioną na miejscu.
Napastnik przetrzymywał zakładników niemal cały dzień, a w tym czasie usiłował odnaleźć informacje o kobiecie, którą kiedyś znał oraz uzyskać dostęp do stron pornograficznych, m.in. przy użyciu karty kredytowej, której zażądał. Po około siedmiu godzinach, niespodziewanie uwolnił zakładników. Policja natychmiast dostała się do biblioteki i obezwładniła napastnika.
W tym tygodniu, o czym pisze Bangor Daily News (polecam cały artykuł, dużo więcej szczegółów), odbywa się proces Chasse’a, któremu postawiono zarzuty m.in. porwania oraz napaści. Jeśli zostanie uznany winnym wszystkich zarzutów, grozi mu dodatkowe 240 lat więzienia - oprócz tego co odsiaduje obecnie - a także 100 tysięcy dolarów grzywny.
Ja tylko powtórzę zdanie z artykułu podlinkowanego na początku: i teraz niech ktoś jeszcze powie, że praca w bibliotece jest spokojna i bezpieczna…
***
A tak na marginesie, to miejscowość Bangor w stanie Maine kojarzyła mi się dotychczas tylko z jednym: z powieściami Stephena Kinga. Pisarz ten często umiejscawiał akcję swoich powieści w stanie Maine, żeby tylko wspomnieć niesamowity Wielki marsz napisany pod pseudonimem Richard Bachman czy opowiadanie Langoliery ze zbioru Czwarta po północy, którego część dzieje się właśnie w Bangor. Swoją drogą kolegom i koleżankom po fachu ten zbiór powinien być znany ze względu na inne opowiadanie, zatytułowane Policjant biblioteczny.
MM
Przeczytaj też:
- Jedno koło jest zepsute, cały traktor jest do.…
- Wywiad z bibliotekarzem
- Bibliotekarz w podróży pozostaje bibliotekarzem
- Bibliotekarki są z Venus, bibliotekarzy jest mało.
- Bibliotekarz, jaki jest – każdy widzi…
Tagi tego artykułu: biblioteka, napaść, więzienie















charlie
No proszę niezła jazda. Na szczęście mnie zagraża najwyżej poddenerwowany i nieuprzejmy czytelnik/czytelniczka, który musi karę zapłacić. Co też nie należy do sytuacji przyjemnych ale rękoczynów jeszcze nie było
Co do Kinga znam i czytałem chyba wszystko co zostało przetłumaczone na nasz język ojczysty. I właśnie często w jego powieściach stan Maine i Bangor City występują. A “Wielki marsz” to naprawdę świetna książka. Mocna rzecz.
13 sierpnia 2010 r. o godzinie 08:54 ()