[Czekając na rozwój fabuły w niesławnym Dziale Złym, zapraszam czytelników na opowiadanie trochę odmienne, lecz z tego samego universum... universum bibliotecznego zaplecza]
- Rozmawiałem dziś na dole z Romanem. – usłyszawszy słowa Pawła, Maciek próbował skojarzyć czy kiedykolwiek słyszał o jeszcze jakimś facecie pracującym w tym zapomnianym przez los i historię miejscu. – Wiesz, taki niewysoki, niepozorny, niedokarmiony. Siedzi głównie w magazynie, chyba rzadko ogólnie wychodzi na światło.
- Nie kojarzę.
- Nie dziwota, sam poznałem go dopiero niedawno. – W głosie Pawła słychać było zrozumiałą tylko dla nich nutę zawiedzionych nadziei i rezygnacji. – Dopiero po pół roku pracy w magazynie zdecydował się zamienić ze mną pierwsze słowo.
- Jakiś dziwak ? – Maciek uśmiechnął się gorzko nad losem zaginionego współplemieńca.
- Nie wiem, w sumie fajny facet. Opowiedział mi trochę o sobie, bo akurat Sabat poszedł do socjalneg, jakąś obwoźną handlarkę dorabiać. Chyba jakieś sweterki, popierdułki i inne avony, ale nieważne. – Paweł machnął ręką i wygodniej rozsiadł się na fotelu kontynuując swoją opowieść – Kurcze dziwne to trochę było. Wybiegł znikąd, spojrzał na mnie szalonym wzrokiem, złapał mnie za ramię i cichym zachrypłym głosem wycedził “Uciekaj stąd chłopie, uciekaj jeśli ci życie miłe. Uciekaj!”. Potem prawie mi się rozpłakał , a na końcu jak obczaił że nikogo z babskiej ekipy na pewno nie ma w magazynie to zaprowadził mnie do swojej tajnej kwatery.
- Kurde, stary normalnie scena jak z książek Kinga, albo Mastertona!
- Pełen szok. Serio. Pomiędzy regałami, a ścianą ma skrytkę…
W oddali zadzwonił dzwoneczek przymocowany do drzwi, który sygnalizował, że ktoś naruszył spokój Działu.
- Czekaj chwilę, sprawdzę kto to. – Maciek niespiesznie wstał z kulawego fotela i wyszedł z zaplecza. Po chwili wrócił ze zblazowaną miną.
- Co tam?
- Jak zawsze pomyłka, chcą rozmienić pieniądze na ksero, szukają czytelni internetowej, albo chcieli zobaczyć, bo podobno tutaj pracuje jakiś mężczyzna i koleżanka mówił że jest na pewno, a ona nie mogła uwierzyć. Ogólnie zoo. Ale co z tym gościem z dołu. – Już sadowił się z powrotem na fotelu.
- Więc. Miedzy regałami na czasopisma, a tą ścianą od strony parku, ma swoją tajną skrytkę. Dwa , trzy metry kwadratowe, może mniej. Wstawiony jakiś malutki stolik, taboret , lampka i obrazek matki boskiej na ścianie. Wszystko za kotarą. Normalnie szczęka mi opadła. I tak sobie chłopina żyje sobie z dala od wszystkich.
- Nieźle, ale jak to możliwe, że nikt trafił na jego kanciapkę?
- Pełne maskowanie. Nawet pęknięcia ma narysowane na zasłonce. Potem powiedział mi, że znajoma plastyczka z teatru mu ją zrobiła. Profeska, nie poznałbyś różnicy. Dodatkowo wszystko ukryte za ciągiem jakichś rolniczych czasopism, których nikt nigdy nie wypożycza.
- To jak tam wchodzi?
- Prawdziwy x-men. Włazi na płasko pod regałem, pod najniższą półką. Chyba jakieś 20 cm wysokości, ale facet też niewielki, więc daje sobie jakoś radę. Potem zaciera ślady indiańską metodą , posypuje kurzem i jakby nikt tam od trzech lat nie zaglądał… – Widać było że Paweł coraz bardziej zapalał się do swojej opowieści, był coraz bardziej rozemocjonowany.
- A tobie jak się udało wejść? Na to żebyś stał się dwuwymiarowy trochę ciebie za dużo… – Zaśmiał się Maciek, jednak Paweł zdecydowanie nie złapał żartu. Był trawiony powszechną wśród bibliotekarzy amięśniozą-tłuszczową. Objawiała się ona przeważnie znaczącym zachwianiem idealnych proporcji masy mięśniowej, wody i tłuszczu w organizmie. Swoją drogą Maciejowi także zaczęły już pojawiać się pierwsze symptomy tej choroby zawodowej.
- Zdjął dolną półkę. – lakonicznie rzucił Paweł, urażony komentarzem, czym dał wyraz temu, iż zrozumiał aluzję kolegi. Pomiędzy regałem, ścianą, tyłem lodówki i pudłami książek do spisania zaległa cisza, która pomiędzy mężczyznami może oznaczaj jedynie urażoną dumę. Wzrok wędrował od sufitu do podłogi, zaś dłonie błądziły po kubkach. Po kilkunastu sekundach, równie szybko jak została zraniona, duma uległa zagojeniu i Paweł wrócił do kontynuowania opowieści.
- Pytałem go skąd wyczaił taką miejscówkę? Mówi, że kiedy w 94 roku w magazynie robiony był remont,natrafił na nią po zawaleniu się pod ciężarem dzieł Lenina drewnianego regału.
- No. To pewnie jakiś pijany budowlaniec krzywo fundamenty wylał, potem ile mogli wyprostowali, a na resztę przy odbiorze prezes spółdzielni przymknął oko za darmową fuchę w swojej podmiejskiej willi wyłożonej tłuczonym szkłem. – Maciek wykazał się nabytą podczas studiów wiedzą na temat życia codziennego kasty budowlańców schyłkowego PRL.
- Probabli. Najlepsza historia to jendnak ta jak wo0góle udaje mu się teraz być prawie całkowicie niewidzialnym. Z tego co mówi do bibliotecznego podziemia zszedł gdzieś na przełomie 98 i 99 roku. Akurat wymienili prawie całą ekipę w magazynie. Była jakaś afera z drukowaniem banderol i ruskimi fajkami. Nieważne. Został sam na stanowisku. Jak po noworocznej przerwie dyrekcja przygoniła nową ekipę peonów, on już miał kanciapę, zasłonkę, tajne wejście i stał się praktycznie niewidzialny dla otoczenia. A w kadrach cały czas figurował na liście płac. Idealna sytuacja. Nowi nic o nim nie wiedzieli, więc się nie dopytywali. W płacach przelewy szły równo, bo tam jesteśmy tylko numerkiem ewidencyjnym. A dyrekcja się przecież takimi pierdołami jak magazyn nie zajmuje.
- Wkręcasz mnie? – Coraz trudniej przychodziło wierzyć Maciejowi w skomplikowana fabułę tajemniczego magazyniera. - W wiele rzeczy mogę uwierzyć, ale to nawet TUTAJ wykracza poza normę.
- Ja mu tam wierzę. Serio. A Jak mi się zwierzał ze swojego życia to normalnie miałem prawie łzy w oczach – Paweł konfidencjonalnie nachylił się teraz do Macieja - Został magistrem w 89 roku. Najgorszy okres. Załapał się na cały ten syf późnej solidarności, podszytej walką o dobro różowej elity politycznej. Trochę za późno, żeby wyrobić sobie porządną styropianową kartę w życiorysie. Trochę za wcześnie żeby należeć do pokolenia trzydziestoletnich macherów, którzy dorobili się w latach dziewięćdziesiątych stanowisk i majątków. Miał piekielnie kiepski timing jeśli chodzi o urodzenie. A na dodatek rodzice go dwa lata wcześniej posłali do przedszkola, bo zdolny był ponad miarę. Niedźwiedzią przysługę mu starzy zrobili. Utonął chłopak. Trzy razy firmy, w których zaczynał pracę zbankrutowały. Zaliczył dwa zwolnienia grupowe w spółkach skarbu państwa. W końcu po znajomości dostał robotę w naszej bibliotece. Na przetrzymanie najgorszego kryzysu… naturalnie. I został.
Na ustach Macieja pojawił się cierpki uśmiech po czym dodał wisielczo uroczystym tonem::
- Pawle, pozwól że ci przerwę… Coś mi to przypomina…
- Taaa, jak już mi wyjawił swoją historię to ożywił się i znowu spojrzał na mnie tym szalonym wzrokiem. Nagle zaczął mnie wypychać ze swojego schronienia. Zadzwonił chyba telefon przy ladzie. Spłoszył się jak zając. Jak już wygramoliłem się zza regału, jego oczy jakby na chwilę odzyskały dawny blask i powiedział do mnie coś bardzo dziwnego….
- Bełkot szaleńca?
- Nie. Raczej jakby zanucił coś… zaśpiewał. Fragment jakiegoś kawałka… no… tego… tego, no Cugowskiego: “Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam…” jakoś tak to leciało. Dalej nie słyszałem już dobrze, bo pobiegłem do telefonu.
- Tak, znam kawałek. Singiel Budki Suflera, z osiemdziesiątego któregoś roku. Refren jakoś tak leciał – Maciek zaintonował nieśmiałe murmurando:
„Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam.
Nic gorszego na świecie nie przytrafia się nam.
Nie wierz nigdy kobiecie, nie ustępuj na krok,
bo przepadłeś z kretesem nim zrozumiesz swój błąd
ledwo nim dobrze pojmiesz swój błąd, już po tobie…”
- I to nie był Cugowski, a jeszcze wtedy Romuald Czystaw. – Zarumienił się łapiąc oddech po wykonaniu refrenu.
- Nieźle. Głębokie retro.
- Staaary, a co myślisz! To był ulubiony zespół mojego ojca i jedyna kaseta podczas podróży do Zakopanego w wakacje 1994 roku… fiatem 126p. Niezapomniane wrażenia – uśmiech na twarzy Macieja był co najmniej dwuznaczny.
- A i jeszcze na koniec mam dla ciebie prawdziwy smaczek – tajemnicze spojrzenie Pawła zdradzało arcy-sensacyjny charakter informacji. – Na biurku widziałem u niego oprawione w ramkę zdjęcie. Dyskretnie schował je pod papierami jak wślizgiwałem się do kanciapki. Przez chwilę widziałem je jednak całkiem dokładnie. Zgadnij kto na nim był? – Paweł znacząco zawiesił głos – Wyobraź sobie, że twoja pani Jola… Stary, ostro.
Maciej zamiast skomentować właśnie usłyszaną informację zafrasowany próbował złączyć fakty, jednak nijak nie chciało do niego dotrzeć to, co było wszak oczywiste. Niewidzialnego Romana coś musiało łączyć kiedyś z Piękną Jolą. Albo łączy ich do dziś… Po raz kolejny przekonał się, że jest jeszcze wiele rzeczy na świecie, które mogą go zaskoczyć, pomimo tego, że już pracuje dwa lata w bibliotece.


![Komiks, który wydarzył się naprawdę [111] - Zima zła](http://pulowerek.pl/wp-content/uploads/2012/02/zima-copy1-100x50.jpg)







Uznanie autorstwa - Użycie niekomercyjne - Na tych samych warunkach 3.0 Polska