[Jakiś czas temu umieściliśmy zapowiedź bibliotecznego odcinka serialu "Ojciec Mateusz", a dziś osobistą relację z seansu prezentuje redakcyjna koleżanka Kasia]
Adin: miejcie oczki na te-telewizorach
Prosta sprawa. Niby zwykły zbieg okoliczności: jak każdego popołudnia wesoło „skacząc po kanałach” w poszukiwaniu rozrywki podczas przerwy na reklamę usłyszałam To z telewizora. Zapowiedź Tego zmroziła moje plany na wieczór: „Już za chwilę kolejny odcinek serialu Ojciec Mateusz pt. Zbrodnia w bibliotece”. Wbiłam się w fotel. Po plecach przebiegło mi stado mrówek. Gdy już odzyskałam trzeźwość myślenia w subtelny i dyplomatyczny sposób zakomunikowałam pozostałym telemaniakom: – Nie przełączać! Ja muszę to obejrzeć!

Scena 1: Akcja!
Trzy sztuki homo sapiens plus rudy futrzak szerzej znany, jako kot stali się świadkami historii z księgą, regałem i krwią w tle. Przyznacie, że fiksacyjna mieszanka to.
Scena 2: Akacja!
Najbardziej zainteresowana fabułą i scenerią serialu osoba, czyli ja, z toczącą się pianą na ustach, machająca rękami i wydobywająca z siebie niepohamowanie merytoryczne komentarze (typu: „Czasopisma stoją na jednym regale z książkami?!’, „Jakie stare segregatory dali do telewizji?!”) próbowałam zaszczepić iskierkę zainteresowania innym oglądaczom. Rezultat mizerny. Jedyną aktywność wykonał futrzak kładąc się na plecach i pochrapując jak drwal – amator „byczych trunków”.
Scena 3: Finał!
Bibliofilskie skłonności ujawniły się u wszystkich wielbicieli sukienkowego mistrza dedukcji alias O. Mateusz. Indoktrynacja dokonała się. Kończąc seans wszyscy dostrzegli podobieństwo wątków serialu do dzieła Umberto Eco „Imię róży” (jak to łechce bibliotekarskie serduszko). Otóż w pewnym momencie motywem zabójstwa i kradzieży starodruków była chęć zapobieżenia rozprzestrzenienia się bluźnierczych i niezgodnych z nauką kościoła teorii.
No i wydało się. Już „po ptakach”. Przyznaję się uroczyście, ze jestem wielbicielką sutannowych kryminałów. A i habitem nie pogardzę. Takie kultowe hity jak „Detektyw w sutannie” czy włoski „Don Matteo” do tej pory powodują u mnie nostalgiczne rozrzewnienie a ich powtórki po prostu cieszą.
Dałam już wyraz swego uwielbienia samym tematem, ale pozostaje pytanie: DLACZEGO? Bo jest detektyw, (choć bez klasycznego prochowca na plecach i z papierosem w ręku), jest tez zagadka do rozwiązania. Jednak szczyt profanacji zachodzi wtedy, gdy owa zagadka staje się zbrodnią a ta ma miejsce nie gdzie indziej a właśnie w bibliotece…
KOT


![Komiks, który wydarzył się naprawdę [67]- Powrót do pracy](http://pulowerek.pl/wp-content/uploads/2011/01/powrót-do-pracy-copy1-100x50.jpg)
![Komiks, który wydarzył się naprawdę [92] - Przybysz](http://pulowerek.pl/wp-content/uploads/2011/08/przybysz1-100x50.jpg)
![Komiks, który wydarzył się naprawdę [97] - Adrenalina](http://pulowerek.pl/wp-content/uploads/2011/09/adrenalina-copy-686x10241-100x50.jpg)

![Komiks, który wydarzył się naprawdę [111] - Zima zła](http://pulowerek.pl/wp-content/uploads/2012/02/zima-copy1-100x50.jpg)



Uznanie autorstwa - Użycie niekomercyjne - Na tych samych warunkach 3.0 Polska