O ebookach, książkach elektronicznych i „śmierci” papierowego przyjaciela, pisze się i pisze praktycznie bez końca. Obok teoretycznych rozważań i dywagacji na temat przyszłości są jednak fakty i wydarzenia. których nie możemy zignorować. Kiedyś staną się one elementem kalendarium ery cyfrowej książki. O czym piszę? A o tym, że Amazon podał niedawno iż w jego sklepie internetowym po raz pierwszy w historii od 1 kwietnia 2011 roku sprzedaż ebooków przewyższyła sprzedaż tradycyjnych książek.

http://www.kindleebooksonline.com/wp-content/uploads/2011/01/amazon-kindle-2-ebook-reader-unlimited-downloads.jpg

Jak przeczytać możemy w komunikacie wydanym przez firmę Amazon od wspomnianego 1 kwietnia na 100 książek tradycyjnych Amazon sprzedaje 105 sztuk książek elektronicznych. Dodatkowo, by jeszcze pognębić ortodoksyjnych papierowych czytelników, nie są wliczane w te proporcje liczne darmowe książki elektroniczne dostępne w Amazonie.

Zapamiętajcie tą datę i te liczby. Kiedyś będą ich uczyć studentów bibliotekoznawstwa.

Kiedy takie wieści podadzą nam rodzimi potentaci rynku księgarskiego? Czy w empiku ebooki zdominują kiedyś handel? Czy merlin będzie stał cyfrową książką? Przy polskich cenach e-książek przyjdzie nam jeszcze na to poczekać…

Amazon jest potentatem, może oferować niskie ceny i dzięki swojemu e-czytnikowi Kindle, nie ma problemu z ilością odbiorców na ebooki. Ceny na poziomie 9,99 $ za elektroniczną wersję książki to całkiem dobra oferta, jeśli zerkniemy na poziom zarobków zamorskich czytelników. W Polsce cały czas problemem jest zbyt wysoka cena e-książek plasująca się zazwyczaj niewiele niżej niż cena wersji papierowej. No i dość wysokie ceny czytników…. Co prawda empik wprowadził już dość szeroką gamę czytników po około 600-700 zł, (jak zejdą do 300 zł to się wtedy rynek otworzy), ale wciąć zaporą są ceny książek… Biorąc z półki bestsellerów empik.com np. „Łotr” Trudi Canavan w wersji papierowej kosztuje 42 zł …a w wersji elektronicznej 30 złotych. Wiele to wyjaśnia.

Czekamy więc na elektroniczną rewolucję i możemy jedynie żałować że nasze ukochane państwo nie pozwoliło na fuzję merlin-empik. Może wtedy zmiany miałyby jakieś realne tempo dostrzegalne na przestrzeni ludzkiego życia 🙂

Zanim popędzisz dalej, mam do Ciebie prośbę :)

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, możesz wesprzeć niezależnego bibliotekarskiego blogera. Zajrzyj proszę na mój profil na Patronite.pl i postaw mi wirtualną kawę

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, przeczytaj tekst o tym dlaczego warto to zrobić

About the author

Nazywam się Maciej Rynarzewski. Jestem bibliotekarzem, ale takim trochę „inaczej”: mam zdecydowanie odmienne spojrzenie na biblioteki i bibliotekarstwo od urzędowo obowiązującego i nie boję się o tym mówić. Czasem ponoszę tego konsekwencje. Przeważnie piszę na wesoło i z dużą dawką ironii, momentami zdarza mi się zająć jakimś tematem całkiem na poważnie. Oprócz pracy w bibliotece prowadzę własną firmę (Mikroagencja Kreatywna), interesuję się science-fiction i chodzę na spacery z psem. Więcej o mnie znajdziecie tutaj.
Pulowerek na FB