Powszechnie wiadomo, że bibliotekarzem się jest nie tylko przez osiem godzin, ale w każdej sekundzie, każdego dnia, każdego miesiąca naszego życia. Tak oto niezależnie od czasu, ale także i miejsca bibliotekarze na urlopach zwiedzają po bibliotekarsku… Ja mam tak zawsze…

Tym razem z moim urlopem trafiło na Paryż i poza wspaniałym klimatem miasta, zabytkami i obowiązkowym serem i winem, na mojej liście znalazły się (oczywiście) biblioteki! Skoro znalazłem się w stolicy dużego państwa, postanowiłem sprawdzić jak tu wygląda sprawa z ich biblioteką narodową… No i powiem szczerze, jestem pod wrażeniem! Bibliothèque nationale de France wspaniale łączy tradycję z nowoczesnością… zobaczcie sami krótką relację z pobieżnego (może nawet bardzo pobieżnego…) zetknięcia z paryskimi bibliotekami i światem książek:

„Tradycja” to stary budynek BnF w centru Paryża z przepiękną czytelnią główną i niesamowitymi wielopiętrowymi otwartymi regałami. Dodatkowo w środku można podziwiać piękny wystrój i ciekawe ekspozycje… niestety z zewnątrz trwa remont wyglądający na stan dość permanentny, a zasadniczo urokliwy dziedziniec zastawiony jest trzema kondygnacjami kontenerów mieszkalnymi (!?) w których mieszczą się biura i pokoje pracowników. No ale widok czytelni rekompensuje wszystko:

***

„Nowoczesność” to Bibliothèque François Mitterrand położona odrobinę za centrum miasta, ale wciąż w zasięgu wygodnego metra. Budynek otwarto w 1996 roku i składa się z kompleksu czterech wież połączonych podziemnymi korytarzami i salami. Pomimo, że budynek ma już swoje lata, jego projekt jest na tyle uniwersalny, że w 2012 roku wygląda świetnie i robi wrażenia nowoczesnej architektury:

Bardzo ciekawe i pełne życia miejsce!

***

Inne bibliotekarskie obserwacje urlopowe dotyczą czytelnictwa, książek… i cmentarzy.

Po pierwsze, spacerując ulicami i nieśmiało zaglądając w paryskie okna zauważyłem, że ludzie naprawdę mają w domu książki. Bo Francuzi kupują i czytają, wystarczy spojrzeć na statystyki. Jeśli chcecie dowiedzieć się jak wygląda czytelnictwo w naszym kraju, nie musicie wcale sięgać po raporty i zestawienia. Wystarczy, że na którymś z serwisów pośredniczących w sprzedaży mieszkań zadacie sobie trud obejrzenia 100 ofert.

Po drugie, w mieście można zobaczyć reklamy książek. Bardzo dużo reklam książek w bardzo dużych formatach. Szczególnie na bulwarach i w metrze.

Po trzecie, ludzie wcale tak dużo nie czytają w metrze i w komunikacji miejskiej, jak można zaobserwować np. w Londynie… myślę jednak że to akurat wina baaardzo gęstej siatki stacji, które potrafią być odległe nawet o 200 metrów do siebie.

Po czwarte, mają cmentarną tradycję drobnych epitafiów w formie otwartej księgi umieszczonej na grobach… zakładam że chodzi o uhonorowanie nieżyjących pisarzy…

Po piąte, nasza BeeNka wygląda strasznie „retro” jeśli patrzeć na architekturę i przestrzeń publiczną dla czytelników kiedy człowiek zobaczy trochę inne Biblioteki Narodowe… Czy aby nie czas i u nas żeby trochę odświeżyć fasadowo-wizerunkową stronę naszej narodowej książnicy? Jakie są plany?

Po szóste, last but not least, w Paryżu znalazłem kuzynkę naszych Chłopaków w pulowerkach. Znaczy że i tam jest potencjał dla papierowych ludzi! I to na dodatek prezentują ludziki w jakimś dezajnerskim czasopiśmie:

***

Na zakończenie mojego wywodu zachęcam wszystkich czytelników Pulowerka do dzielenia się z nami swoimi wrażeniami z innych miejsc. Jeśli odwiedzacie inne kraje i biblioteki zawsze możecie do nas napisać na adres:

redakcja@pulowerek.pl

lub

[button color=”#fff” background=”#3da1f6″ size=”medium” src=”pulowerek.pl/napisz-artykul/”]skorzystać z formularza do samodzielnego dodawania wpisów[/button]

Zanim popędzisz dalej, mam do Ciebie prośbę :)

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, możesz wesprzeć niezależnego bibliotekarskiego blogera. Zajrzyj proszę na mój profil na Patronite.pl i postaw mi wirtualną kawę

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, przeczytaj tekst o tym dlaczego warto to zrobić

About the author

Nazywam się Maciej Rynarzewski. Jestem bibliotekarzem, ale takim trochę „inaczej”: mam zdecydowanie odmienne spojrzenie na biblioteki i bibliotekarstwo od urzędowo obowiązującego i nie boję się o tym mówić. Czasem ponoszę tego konsekwencje. Przeważnie piszę na wesoło i z dużą dawką ironii, momentami zdarza mi się zająć jakimś tematem całkiem na poważnie. Oprócz pracy w bibliotece prowadzę własną firmę (Mikroagencja Kreatywna), interesuję się science-fiction i chodzę na spacery z psem. Więcej o mnie znajdziecie tutaj.
Pulowerek na FB