[Po raz kolejny zapraszamy na mini sztukę Agaty Widzowskiej-Pasiak ze znanymi już nam podstarzałymi i strasznymi bibliotekarzami w roli głównej i sprzątaczką merytoryczną pociągającą za sznurki. Od niedawna wszystkie odcinki Kabaretu Strasznych Panów możecie znaleźć w oddzielnej zakładce – „kabaret” – red.]
***
Kabaret Strasznych Panów – Agata Widzowska-Pasiak

Mini sztuka w jednym akcie – część 9

MIEJSCE: Biblioteka Publiczna w Swarzędzu
OSOBY:
Bibliotekarz 1
Bibliotekarz 2
Sprzątaczka Merytoryczna
Czytelniczka

Scena 1

Bibliotekarz 1 przychodzi do pracy i rozgląda się zdegustowany.

B1: Co tu tak brudno?
B2: Pani Bronia pojechała na czterodniowe szkolenie z wizerunku, zapomniałeś?
B1: Mam nadzieję, że nie będzie nas zmieniać według norm unijnych. Zacznie prostować ogórki, albo coś innego. Nie damy się!
B2: A jednak muszę przyznać, że warsztaty dla nas, bibliotekarzy są bardzo rozwojowe. Od czasu współpracy z biblio-coachem, szalenie się zmieniłem.
B1: Zauważyłem. Ten nowy aparat też jest z tym związany?
B2: Masz na myśli Canon 600-D?
B1: Nie. Myślę o twoim aparacie na zęby.
B2: Ach, ten! Na początku rzeczywiście czułem się troszkę upokorzony, kiedy zasugerowano mi poprawę zgryzu i korzystanie z trymera.
B1: Trymer? To mi się kojarzy z chorobą weneryczną…
B2: Trymer to urządzenie na baterię, które powinien posiadać każdy bibliotekarz.
B1: Do obrony przed czytelnikami?
B2: Może czasami… Jednak głównie służy do usuwania włosów w nosie i korygowania przerośniętych brwi. Wtedy jest się bardziej sexy.
B1: Masz rację. Bibliotekarz nie może być krzaczasty. Powinien mieć nie tylko odpowiednią prezencję, ale i potencję.
B2: Impotencję?
B1: Potencję. Siłę. Moc. Potencjał intelektualny.
B2: Ha! Ja ten potencjał otrzymałem na szkoleniu. Mam go w formie papierowej i multimedialnej. I to wszystko z funduszu europejskiego, czyli za free! Czuję się potencjalnie usatysfakcjonowany i zaopiekowany. Ach, ten indywidualny coaching…
B1: Wychodzi na to, że każdy bibliotekarz musi mieć swojego biblio-coacha: doradcę, mediatora i zaufanego przewodnika. Książkowa wiedza jest zbyt sucha i teoretyczna, a tu jest potrzebna psychodrama i kontakt międzyludzki. Taki coach, szczególnie jeśli jest płci przeciwnej, potrafi bardzo wzbogacić życie wewnętrzne bibliotekarza, zainspirować i zmotywować do działania. Nieprawdaż?
B2: O, tak! Moja couchanka jest naprawdę urocza. Stosuję się do wszystkich jej zaleceń.
B1: To znaczy?
B2: Zacząłem nosić pulowerki, dolewam olej lniany do owsianki, poddaję się hipnozie i biblioterapii .
B1: Wali cię Biblią po głowie?!
B2: Na to bym nie pozwolił! Czytamy wybrane ustępy. Codziennie macha mi przed nosem moją skarpetką, a gdy jestem w transie, poddaje mnie sugestiom pohipnotycznym. Dzięki temu panuję nad swoim bałaganiarstwem oraz nad układem współczulnym, zwanym inaczej sympatycznym.
B1: Współczuję… Chcesz powiedzieć, że jesteś przez to milszy?
B2: Oczywiście! Od tygodnia ani razu nie wkurzyłem się z powodu kawałków papieru toaletowego znalezionego w książkach. Nawet włos łonowy pozostawiony w biografii Hitlera nie był w stanie wyprowadzić mnie z równowagi!
B1: To niesamowite! Ja dostaję szału znajdując między stronicami waciki do uszu! A wiesz, co znalazłem w książce Ibisza? Prezerwatywę!
B2: Masz ją? Bo ja dziś wieczorem mam szkolenie…
B1: Nie zachowuj się jak durex!

Do biblioteki wbiega Czytelniczka z butelką czerwonego wina.

Cz: Czy taka będzie dobra?
B2: Jak najbardziej.
B1: (zaskoczony) O co tu chodzi?
B2: To pomysł mojej kreatywnej coachanki! O wiele lepsze rezultaty w relacjach z czytelnikami przyniesie gra w butelkę, a nie Księga Skarg i Wniosków. Pamiętasz, co ostatnio wypisywali? „Bibliotekarz notorycznie żąda ode mnie opłat za przetrzymanie książek, chociaż wie, że jestem w AA.”
Albo to:„Jestem zdegustowana księgozbiorem tej instytucji. W zakupionych książkach roi się od określeń: „dupa”, „za…. y” i „pi…. ć”. To jest karygodne!”
Cz: Naprawdę tak napisali? Ja pi…. ę!
B1: Droga pani! Jesteśmy w bibliotece, więc proszę wyrażać się kulturalnie. Tu n i e obowiązuje język literacki.
Cz: Nie? A ja myślałam, że właśnie tutaj…
B1: Pisarze to inaczej a r t y ś c i, prawda? Piszą w amoku, w stanie upojenia (najczęściej alkoholowego) albo po prochach. Ale, co wolno artystom, to nie nam, odbiorcom sztuki.
Cz: A taki „Pan Tadeusz” też jest po prochach?
B1: Oczywiście! Tylko o tym się nie mówi.
Cz: Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz…
B2: (zagląda do czytelni) Przyszło już pięć osób. Dwoje z „Klubu Denuncjatora”, ten pieniacz od „Pana Samochodzika” i dwie damy z Partii Kobiet. Czas rozpocząć godzinę prawdy i zagrać w butelkę z naszymi czytelnikami. Tak szczerze i od serca.
Cz: O, jak fajnie! Wszyscy usiedli po turecku.
B1: A nie należałoby najpierw opróżnić tę butelkę? Widzę, że to Bordeaux 2010… niezły bukiet.
B2: Jasne, że tak! Nie gra się przecież pełną butelką. Rozwiążemy im języki i niech powiedzą, co o nas myślą. A my odważnie odpowiemy na każde pytanie. Może nawet językiem literackim, ha!
B1: Korkociąg?
B2: Korkociąg!
Cz: O, w mordę!

Koniec

About the author

Leave a Reply