Kabaret Strasznych Panów – Agata Widzowska Pasiak

Mini sztuka w jednym akcie – część 11

MIEJSCE: Biblioteka Publiczna w Swarzędzu

OSOBY: Bibliotekarz 1, 
Bibliotekarz 2, 
Sprzątaczka Merytoryczna, 
Czytelniczka
Do biblioteki wchodzi wystrojona Czytelniczka. W czytelni tuż obok, Sprzątaczka Merytoryczna myje podłogę.

Cz: Dzień dobry! Czy mają panowie jakąś ciekawą sensację?
B1: Oczywiście! Sensacją jest to, że od dziś całkowicie zmieniliśmy zasady wypożyczania książek. Rutynie mówimy dość!
Cz: To znaczy?
B1: To znaczy, że książki wypożyczamy w trzech opcjach: na wagę, na centymetry lub na litry.
Cz: Jak to na litry? Ostatnio rzuciłam palenie i picie. Zawsze było na sztuki.
B1: Zawsze, znaczy nudno. Nasza biblioteka słynie z innowacyjnych pomysłów, zaskakiwała, zaskakuje i będzie zaskakiwać.
Cz: Podziwiam panów. Ale jak to działa?
B1: Na przykład prosi pani o pół litra „Potopu” i otrzymuje pani pierwszy tom. Gdyby chciała pani cały litr, to wtedy dwa tomy i tak dalej…
Cz: Aha… A gdybym chciała wypożyczyć na przykład „Rzekę tajemnic” Dennisa Lehane?
B1: Ooo, to temat rzeka. Wtedy dostaje pani sześciopak.
Cz: Ależ ta książka wcale nie jest duża.
B1: Duża, nie duża, ale opisywane śledztwo ciągnie się jak flaki z olejem, a większość przesłuchiwanych leje wodę. Chcąc nie chcąc, wychodzi sześciopak.
Cz: Wie pan co, to ja bym poprosiła dwa litry literatury polskiej i dwadzieścia centymetrów romansu.
B1: Świetny wybór! Romansów mamy od metra. Do tego proponuję ćwierć litra „Gnoju” Kuczoka i pół litra „Pawia królowej” Masłowskiej.
Cz: No, wie pan! To może jednak poproszę jakiś kryminał.
B1: W takim razie mamy dla pani trójpak Millenium po dwa litry każdy. Można się kąpać w wielosłowiu.
SM (z czytelni): Proponuję dolać litr oleju do głowy.
B1 (patrzy strofująco na sprzątaczkę): Pani Broniu, niech pani szoruje podłogi, a swoje uwagi schowa do fartucha!

Wchodzi Bibliotekarz 2, czerwony na twarzy, dźwiga wielką pocztową wagę.

B2: Noo, to teraz możemy działać.
B1: Jaka jest stawka dnia?
B2: Literatura jest w cenie. Ale ponieważ książki są używane i wielokrotnie czytane przez różne osoby, proponuję pięć złotych za kilogram.
B1: Za piątaka można mieć cały kilogram „Jąder ciemności”. Niesamowita okazja!
Cz: Słyszałam, że biblioteki nie mogą zarabiać.
B1: Szanowna pani, biblioteki są przybytkiem non-profit, ale od przybytku głowa nie boli. Za te pieniądze zakupimy aparat cyfrowy, który zastosujemy w celach badawczych. Posłuży on naszym użytkownikom.
Cz: A co panowie badają?
B1: Jako jedyni, co należy podkreślić, prowadzimy badania naukowe dotyczące korelacji pomiędzy ilością i rodzajem przeczytanych książek, a ilością i różnorodnością zmarszczek mimicznych.
SM (z czytelni): Idiotyzm!
B1 (do sprzątaczki): Pani Broniu!
B2: Kolega się w tym specjalizuje.
Cz (dotyka ręką twarzy): No, ja na razie mam tylko kilka kurzych łapek…
B1: To dzięki temu, że czyta pani wszechstronnie. Ludzie, którzy czytają tylko horrory, mają przerośniętą bruzdę czołową i wytrzeszcz oczu. Można temu przeciwdziałać zagłębiając się w Harlequinach, które likwidują napięcie mięśniowe i wprowadzają czytelnika w wewnętrzny błogostan. Działają jak dermabrazja diamentowa.
B2: Kolega odkrył, że opracowania lektur podnoszą opadnięte kąciki ust. Uczniowie się cieszą i uśmiechają, bo nie muszą czytać długich, nudnych lektur.
Cz: A jak mogę przeciwdziałać drugiemu podbródkowi i zmarszczkom na szyi?
B1: Proponowałbym „Pożegnanie z Afryką”, gdzie drugoplanowymi bohaterkami są żyrafy prezentujące prawidłowe trzymanie głowy.
B2: Albo „My, dzieci z dworca ZOO”.
B1: Żartujesz? To nie ta tematyka!
B2: Ale przecież w ZOO są zwierzęta, więc myślałem…
SM (z czytelni): Nie wytrzymam!
B1: Musisz więcej czytać, kolego. W dodatku czytać kilkutorowo. O, już ci się robią zakola.
B2: Zakola? Od książek?
B1: Tak! Bo czytasz w kółko to samo: „Pięćdziesiąt twarzy Greya”!
B2: Poważnie? Nie wiedziałem, że to tak widać…
Cz: To ja może poproszę pół kilograma poezji dla ogólnego wygładzenia.
B1: Może być Śliwiak?
Cz: Może. Ale czy on przypadkiem nie jest na litry?
B1: Myli go pani ze śliwowicą. Może lepiej zaproponuję czterdzieści centymetrów Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Znakomicie rozjaśnia cerę i tuszuje cienie pod oczami.
Cz: Poproszę pół kilograma Pawlikowskiej. Centymetry zostawię dla „Chłopów”.
SM (z czytelni): Panie, daj mi cierpliwość!

Czytelniczka pakuje książki i opuszcza bibliotekę.
Do wypożyczalni wchodzi poirytowana Sprzątaczka Merytoryczna.

SM: Proszę wypłatę za ten miesiąc i radzę panom wypożyczyć sobie coś dla liftingu umysłowego.
B2: A w czym najlepiej odmierzyć? W litrach, centymetrach, czy w kilogramach?
SM: W imbecylach!

Sprzątaczka Merytoryczna wychodzi ostentacyjnie, zostawiając bibliotekarzy z wiadrem i mopem.

Koniec

About the author

  • obśmialam się jak norka, dziekuję

  • To ja poproszę…bardzo ale to bardzo o PANIĄ BRONIE do mojej biblioteki:). Będziemy hektarami wypalały trawy. Poprosimy o miligram Greya coby go dowartościować,, niech się chłopina ucieszy. Jak ja lubię Panią Bronię, ona jedna dodaje mi otuchy. I Pani Bronia nie mówi WŁANCZAĆ:).A jak już się włącza to chciałoby się rzec…BRONIU TRWAJ:). Burzy również złogi żałoby egzystencjalnej wypracowane latami w bibliotecznych molochach. Ale się rozpisałam…a to wszystko przez tajemniczą merytoryczną:):):) pozdrawiam.