Co bibliotekarz powinien robić z blogami w bibliotece

Trudno sarkać mi na zły stan czytelnictwa w Polsce, bo przecież kiedy widzę młodego (zazwyczaj) człowieka pochylonego nad swym telefonem, nigdy nie mam pewności, czy nie jest właśnie pogrążony w lekturze, jak, dajmy na to, jego współtowarzysz podróży zerkający w karty książki tradycyjnej.

Sama uwielbiam oczywiście książki drukowane, ale bardzo cenię sobie to, że w moim telefonie mogę mieć nieograniczoną ilość dobrych fabuł do zabicia czasu, czy publikacji, które czytam w ramach samodoskonalenia się zawodowego. Zdarza mi się również bardzo często czytać z monitora mojego komputera.

ereading
Foto na lic CC : theunquietlibrarian @ Flickr

Równocześnie trzeba się zastanowić, kto to jest czytelnik. Czy tylko ten, kto czyta literaturę piękną po pracy, dla rozrywki? Zauważmy, że wówczas najmniej wymagający czytelnik pochłaniający tzw. brukowce byłby lepszym czytelnikiem niż osoba ambitna, która czyta mnóstwo poradników branżowych. Czy tej drugiej mamy prawo odmawiać nazwy czytelnika?

Pójdźmy jeszcze o krok dalej: a co z czytelnikami blogów? No właśnie: są czytelnikami? Ktoś mógłby powiedzieć, że niezupełnie. Ale zastanówmy się, czy gdyby Umberto Eco swoje “Zapiski na pudełku zapałek” publikował na blogu, to czy umniejszyłoby to ich wartość? A co z blogami początkujących pisarzy, na których zamieszczają swoje teksty? Czy czytanie ich nie robi z nas pełnowartościowych czytelników?

I tu pojawia się moje pytanie i najważniejsza kwestia, którą pragnę poruszyć: czy skoro bibliotekarz poczuwa się do proponowania czytelnikowi co smakowitszych kąsków fabularnych i popularnonaukowych, to czy nie powinien starać się również proponować lektury co ciekawszych blogów? Gdyż powszechnie wiadomo, że trudno znaleźć w internecie wartościowe pozycje z racji ogromnego nagromadzenia informacji.

Dlatego zaryzykuję stwierdzenie, że nowoczesny, socjalmedialny bibliotekarz powinien nie tylko zerkać na blogi branżowe, ale i starać się wyłapywać z sieci co ciekawsze blogi tematyczne, by proponować je swoim czytelnikom. Czytelnik szuka książek o modzie? Odeślijmy go na dobry blog modowy. Interesuje go tematyka historyczna? Zatem może wpadliśmy ostatnio na jakiś ciekawy blog historyczny.

Oczywiście nie musimy się znać na absolutnie wszystkich tematach, ale często jest przecież tak, że przypadkiem wpadamy w czeluściach internetów na coś, co wyda nam się ciekawe i godne polecenia. To tak jak z książkami – nie musimy być wielbicielami fantasy, by wiedzieć, że “Grę o tron” można spokojnie polecać.

No i jeszcze jeden haczyk: co z tego mamy? Przecież jak wyślemy delikwenta na blogi, to zacznie je czytać i już nie przyjdzie wypożyczać książek! Ale wcale tak nie musi być. Znacie zasadę: apetyt rośnie w miarę jedzenia. Im więcej czytamy, tym więcej chcemy przeczytać. A na dobrych blogach często można znaleźć rekomendacje różnych książek. Po które nasz czytelnik przyjdzie do biblioteki.

I tym oto sposobem wilk jest syty i owca cała – jesteśmy nowoczesnymi scojalmedialnymi bibliotekarzami, a po cichutku liczymy na to, że czytelnik wróci do nas po książkę, o której informację znalazł na blogu. mała podpowiedź: sprytny bibliotekarz będzie polecał blogi… z recenzjami książek!

Zanim popędzisz dalej, mam do Ciebie prośbę :)

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, możesz wesprzeć niezależnego bibliotekarskiego blogera. Zajrzyj proszę na mój profil na Patronite.pl i postaw mi wirtualną kawę

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, przeczytaj tekst o tym dlaczego warto to zrobić

About the author

Pulowerek na FB