Biblioteka 2.0, 3.0, 4.0…? [Piątkową porą #7]

Nakręca się spirala zainteresowania e-bookami, narasta chaos terminologiczny a wraz z nim niestabilność zwyczaju językowego. Jednakże daleko bardziej od tego, czy lepiej mówić „ibuk” czy „ebuk”, czym różnią się od siebie definicje książki elektronicznej, książki interaktywnej, cyberksiążki, książki sieciowej interesuje nas kwestia: co dalej? W jaki sposób zafunkcjonuje to wszystko w bibliotece? Uściślę od siebie – w małej bibliotece publicznej.

 

Mądrzy ludzie z branży, którzy na szkoleniach opowiadają, jak to jest być w awangardzie, twierdzą, że na razie nie ma konkretnej odpowiedzi. Każdego, kto jasno przewiduje przyszłość książki i wytycza nowe sposoby czytania, należy podejrzewać o niedostateczną orientację w temacie bądź megalomanię. Właściwie często pierwsze wynika z drugiego. Bibliotekarze jednak to podobno profesja najlepiej, najaktywniej dziś szkolona i najchętniej przyswajająca nowe treści, w tym coraz częściej e-content.

Bibliotekarze cieszą się także dużym zaufaniem społecznym. Właściwie nie wiem, jak z tego cieszy się brać bibliotekarska, ale ku pokrzepieniu serc powraca ten wątek w prelekcjach ważnych osób. Pan Paweł Braun, dyrektor Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdańsku, przytomnie zauważył, iż ludzie z łatwością nas kochają, bo nie obrażamy nikogo wysokimi zarobkami. Mimo to zdarza nam się trzymać w ręku e-readery, zwane banalnie e-czytnikami, tablety, smartfony i inne technologiczne zabawki, które rzekomo szybko tanieją. Bo biblioteki idą do przodu, nawet jeśli ponoszą konsekwencje finansowe.

Od co najmniej dwóch dni dyskutowane są wyniki badań agencji Voxburner, które ku zdumieniu wszystkich nie potwierdziły doniesień o śmierci książki papierowej. Wnioski szokują tym bardziej, iż grupę badawczą stanowili ludzie młodzi, w wieku od 16 do 24 lat. Ci niezwykli ludzie lubią po prostu trzymać książkę, wciąż narkotycznie ją wąchają, doceniają oryginalność szaty graficznej, na półkach chcą gromadzić kolekcje. O tempora, o mores! Gdzież ci młodzi się uchowali? Więcej interpretacji ekscytujących statystyk typu: 62% młodych dorosłych woli kupować tradycyjne książki od e-booków pod adresami Wyniki badań potwierdzają: 62% młodych dorosłych woli kupować tradycyjne książki od e-booków, Młodzi ludzie wolą drukowane książki. E-booki powinny się do nich upodobnić

Poza tym e-booki są wciąż za drogie. Trudno się zdecydować, na czym czytać: czytnik, tablet? Powieść na monitorze smartfona w formacie MOBI? Kiedy bibliotekarz rozważa tę kwestię jako prywatny użytkownik, to dodatkowo decyzję utrudniają mu miłe społeczeństwu dochody. Właśnie, bibliotekarze jeżdżą na szkolenia, jedni w pociągu mają Kindle’a, drudzy książkę czarnodrukową. Słuchają, czytają, nie śpią po nocach, próbując wygenerować z siebie projekt biblioteki przyszłości. Ale uwaga, użytkownicy też jeszcze nie podjęli ostatecznej decyzji. Testowane są wersje hybrydowe: czytnik w podróż, do wanny szeleszczący papier. Najważniejsze umieć porozmawiać o tym. Szacunek dla bibliotekarza wynika także z tego, że ma dla użytkownika czas i chce odpowiadać na pytania.

Prelegenci mówią też, że choć biblioteka 3.0 nie zakłada już pośrednictwa bibliotekarza między czytelnikiem a książką, to nawet w zaawansowanych technologicznie krajach, w których odnotowuje się wysoki poziom czytelnictwa, bibliotekarzy jeszcze zostawiają. Prorokuje się, iż bezpośredni kontakt z czytelnikiem nie zniknie. Opcja ask a librarian musi być również dostępna offline. Dr Grzegorz Gmiterek posłużył się przykładem z życia wziętym, podając link do ciekawego dokumentu. To dokument wciąż z naszych czasów. Mówi o tym, jak odnieść sukces bez PR-u, jakiejkolwiek formy promocji, bez etykietowania się i odliczania kolejnych cyberepok: 1.0, 2.0, 3.0 itd. Na dodatek zniechęcając do siebie klientów. Pan Krzysztof istnieje naprawdę. Nadal można zaryzykować i do niego zajrzeć. Filmu „Antykwariat” nie należy oglądać w pracy. Żeby nie cytować pana Krzysia, w chwili gdy przeszkodzi nam jakiś realny czytający osobnik, który na dodatek czegoś chce. I czasem zwyczajnie bibliotekarz ma ochotę powtórzyć za antykwariuszem: Panie gdzieś jest [„Ferdydurke”], ale nie mam teraz czasu szukać. Dla zdrowia psychicznego warto jednak znaleźć niecałe 30 minut i wejść do antykwariatu na Żoliborzu.

Wszystkie inspiracje wykorzystane w tekście pochodzą z wypowiedzi prelegentów: dra Grzegorza Gmiterka, Pawła Brauna, Michała Mielniczuka prowadzących szkolenie Biblioteka cyfrowych możliwości zorganizowane przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu. Prowadzący ani organizatorzy nie ponoszą odpowiedzialności za skojarzenia autorki.

About the author