Biografia Żwirka i Muchomorka [Felieton Evy Scriby #45]

Zamierzam napisać biografię Żwirka i Muchomorka. Śmiem twierdzić, że ich wkład w dorobek cywilizacyjny jest większy niż chociażby takiego Justina Biebera, którego życiorys ukazał się już w kilku wersjach. Do dziś pamiętam, jak w odcinku o zasadzaniu nasionka moi bohaterowie śpiewali Wypuść zielone listeczki, fiołeczku pachnący, natomiast nie jestem w stanie przywołać żadnego gniota, pardon, hitu młodego piosenkarza.

http://pulowerek.pl/wp-content/uploads/2012/11/rutowicz_jolanta_inna_2_121112.jpg

[Biografia „artystki” Jolanty Rutowicz]

Biografia staje się wszak najbardziej popularną formą wyrazu ludzi pióra. Można przeczytać już o bogatym życiu Maryli Rodowicz, Sereny Williams czy Liroy’a. Mnie najbardziej urzekł tytuł biografii znanego piłkarza: Carles Puyol – kapitan o sercu w kolorze blaugrana. (Podejrzewam, że ten ostatni wyraz będzie najczęściej wyszukiwanym pojęciem w Google). Można podejrzeć, jak żyje Janusz Gajos czy Tymon Tymański i dowiedzieć się, kogo kochała Ewa Kasprzyk.

Pamiętam, gdy po tragicznej śmierci księżnej Diany czytelniczki zapisywały się w kolejce po jej biografię (pamiętam to w zasadzie złe słowo, bo wtedy nawet nie myślałam o pracy w bibliotece, no ale niech będzie, że odwołuję się do pamięci zbiorowej). Kate też ma już swoją biografię, ale jakoś nie wróżę tej książce zapełnienia zeszytu z rezerwacjami w jakiejkolwiek bibliotece, chociaż mogę się mylić. Te wszystkie życiorysy wypełniające strony książek czemuś służą. I komuś. Może tym, którym własne życie wydaje się niezbyt atrakcyjne.

Coś jest jednak dziwnego w pisaniu biografii osób żyjących, tak jak w filmowaniu ich życia czy stawianiu pomników. Być może kryzys dotknął też pisarzy. Wszak bardziej to ekonomiczne napisać biografię, gdy jeszcze bohater żyje. Gdy – przepraszam za wyrażenie – kopnie w kalendarz, wystarczy dopisać kilka rozdziałów do już wydanej książki, opublikować ją jako drugie wydanie lub pod zmienionym tytułem i zgarnąć pieniądze po raz kolejny.

A może w czasach ekstremalnego ekshibicjonizmu tylko biografia jako gatunek jest w stanie przetrwać, a więc się sprzedać? Czy czekają nas czasy rzadko występujących, dobrych (wiem, to pojęcie względne) powieści i wysypu całej rzeszy marnych czytadeł o postaciach wcale lub wybitnych? Czy to co robią ludzie na całym świecie, odpalając serwisy plotkarskie, dotknęło też literaturę? Podglądactwo? Dziurka bez literackiego klucza? A może czarna dziura?

Zanim popędzisz dalej, mam do Ciebie prośbę :)

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, możesz wesprzeć niezależnego bibliotekarskiego blogera. Zajrzyj proszę na mój profil na Patronite.pl i postaw mi wirtualną kawę

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, przeczytaj tekst o tym dlaczego warto to zrobić

About the author

Pulowerek na FB