Wróciłam z kraju duchów i magii. Wróciłam z miejsca, w którym brakuje z rozmachem przygotowanych turystycznych atrakcji, a każde doświadczenie jest na wskroś autentyczne i emocjonujące. Wróciłam z Papui Nowej Gwinei – pełna wrażeń i chyba trochę odmieniona, na nowo rozkochana w ludziach, świecie i… książkach. Trwająca blisko ponad miesiąc wyprawa w ten intrygujący kulturowo rejon to najprawdziwsza, najlepsza z możliwych przygoda. Zafascynowały mnie tamtejsza kultura, bogactwo flory i fauny, prostota życia, niecodzienne obrzędy.

P1000659

DSC01891

Poza stolicą wyspy, Portem Moresby, odwiedziłam Wewak, Madank, Gorokę, Kundiawę. Dotarłam na wyspy – Karkar, Mushu, Kairiru. Jednak znaczną część czasu w spędziłam w wioskach (Sengo, Marui, Palimbe, Kamanimbit) usytuowanych nad wielką rzeką Sepik.

Obserwacja poczynań plemion na poziomie epoki kamienia, dla których jeszcze nie tak dawno temu kanibalizm był praktyką dozwoloną (prawnie został on zakazany w latach 60-tych XX wieku), zadziwiała, fascynowała, skłaniała do refleksji. Z jednej strony dzika przyroda, zmagania z terenem i klimatem, obrzędy i widowiska sing sing, z drugiej nowe znajomości, wizyty w szkołach, a nawet zajęcia z młodzieżą – jednym słowem różnorodność. To trudne do zdefiniowania zderzenie pierwotności z postępem.

W tę egzotyczną podróż zabrałam również książki. Tak, proszę państwa, zabrałam książki. Miały przecież swój szczytny cel – dotrzeć tam, gdzie wcześniej nikt jakoś specjalnie nie pałał do nich sympatią, gdzie może nawet nikt jeszcze o nich nie słyszał. Chciały dać się poznać, dać się polubić. Była to literatura dla dzieci, młodzieży i dorosłych – albumy, przewodniki w jęz. angielskim (Polska, Warszawa, Bydgoszcz), komiksy, bajki, książki przygodowe, obyczajowe. Przejechały w plecaku tysiące kilometrów, dzielnie znosiły trudy podróży, wspierane dumnie moimi plecami dojechały do celu. Mój podróżny bagaż dopełniały także kredki, kolorowanki i inne szkolne gadżety.

DSC01365

Najsympatyczniej wspominam pobyt w wioskach nad Sepikiem. Właśnie tam, w jednej z nich – w Palimbe, spotkałam się z dziećmi i młodzieżą pod liśćmi bananowca. Tłumaczem na język pingin był misjonarz, werbista. Rozmawialiśmy o Polsce. Wiedzieli, że leży gdzieś tam… w Europie, że Jan Paweł II był Polakiem… Rozmawialiśmy o miastach – stolicach: Porcie Moresby i Warszawie; o największych rzekach: Wiśle i Sepiku. Pokazałam im polską flagę. Moi rozmówcy dopatrzyli się wielu podobieństw. Spostrzegli, że czerwień jest naszym wspólnym kolorem, a ich rajski ptak to symbol na miarę naszego orła. Nie ukrywam, że zainteresowanie młodych ludzi wzbudziły albumy, które ze sobą przywiozłam. Rozmawialiśmy również o książkach i czytaniu. Wiem już, że dzieci z Palimbe tak naprawdę nie obcują ze słowem pisanym. A szkoda… bo mogłyby być wielkimi sympatykami książek, jednak nie mają do nich dostępu.

DSC01382

Warto dodać, iż szkolnictwo jest tu płatne i nieobowiązkowe, również szkoła podstawowa. W konsekwencji chodzi do niej tylko niewiele ponad 10% dzieci, analfabetyzm sięga 35,4%. Odpowiedzialność za edukację dzieci i młodzieży, a zarazem ciężar finansowy spada na rodziców, a czasami na cały szczep (najbliższa rodzina). Nie są to duże kwoty, ale ludzie żyjący w Papui nie mają stałych dochodów, w związku z powyższym nie mają pieniędzy na opłacenie szkoły, szczególnie, gdy rodzina jest wielodzietna. Częste są przypadki przerywania szkoły z powodu braku finansów (źródło: Stanisław Koszuta, SVD 32 lata pracy w szkolnictwie, „Misjonarz” nr 6/2011).

W szkole są tylko zeszyty i podręczniki, te same rok po roku. Kiedy rozłożyłam przywiezione książki, kolorowanki i kredki, a nieco później zaczęłam czytać „Smoka ze smoczej jamy” Wandy Chotomskiej w wersji angielskiej, żywe zainteresowanie szybko zmieniło się w jakiś rodzaj nieco patetycznego wyciszenia, jakby oczywistą prawdą było, że obecność książek zobowiązuje do powagi i szacunku. Wspomniałam o wymianie literatury, krótko przedstawiłam ideę bookcrossingu. Taka forma popularyzacji czytelnictwa przypadła im do gustu. Trafnie zauważyli bowiem, że misja uwalniania książek dałaby im szansę na – po prostu – na czytanie. Podpowiedzieli, że szkoła będzie najlepszym miejscem dla półki bookcrossingowej. I tam właśnie znalazło się miejsce dla książek, które już ze mną nie powróciły, a pozostały z misją pozyskiwania entuzjastów czytania.

DSC02008

DSC01419

Dziękuję autorom, Paniom: Wandzie Chotomskiej, Barbarze Kosmowskiej, Ewie Chotomskiej, Annie Janko, Małgorzacie Karolinie Piekarskiej, Barbarze Jendrzejewskiej, bydgoskiej poetce za piękne dedykacje i autografy. Książki pozostawiłam w Papui dzieciom i młodzieży w szkołach, niektóre zaś uwolniłam w Australii, w Sydney. Dodam, że kilka egzemplarzy (na życzenie) pozostawiłam misjonarzom.

Dysponuję kilkoma adresami szkół, zachęcam polskich nauczycieli do nawiązania współpracy, np. realizacji projektów edukacyjnych.

About the author

Założyciel portalu Pulowerek.pl. Bibliotekarz z łapanki, który jednak już się tutaj trochę zadomowił… Po kilku latach pracy nadal nie pojmuje idei MARC21, ale za to doskonale zrozumiał komiksy z Dilbertem i ma głowę pełną bibliotecznych absurdów. Oprócz pracy w bibliotece prowadzi własną firmę, kolekcjonuje filmy SF, a kiedy tylko może podróżuje po świecie.