Brele, czyli bryle [Felieton Evy Scriby #54]

Zastanawiam się, jaki wpływ na pasję czytania miały uwagi ze strony rodziców w stylu: Nie siedź tyle nad tymi książkami! Nie czytaj do późna, bo popsujesz sobie wzrok! Czy to na zasadzie buntu młody człowiek męczył oczy, czytając z latarką pod kołdrą? Po czasie okazało się, że trochę jednak racji było w tych rodzicielskich uwagach – mi wzrok osłabł niczym Lance Armstrong bez dopingu. Nie znam też chyba ani jednego bibliotekarza, który nie posiłkowałby się okularami.

http://farm3.staticflickr.com/2306/2145691194_0d52c9ba83_b.jpg

[Zdj. na lic. CC: 2create @Flickr]

Podobno pierwsze okulary pojawiły się już w X wieku w Chinach. Wcześniej osoby słabo widzące – za to dobrze urodzone – korzystały z usług lektorów lub oszlifowanych kamieni szlachetnych. Do Europy okulary dotarły w wieku XIV. W 1306 roku w jednym z florenckich kościołów wygłoszono nawet kazanie chwalące okulary jako jeden z najbardziej użytecznych przyrządów pod słońcem. Zaś z 1352 roku pochodzi pierwszy znany obraz na którym przedstawiono okulary. To portret kardynała Hugona z Saint-Cher autorstwa Tommasa da Modeny. Wtedy też zaczęły symbolizować mądrość i zamiłowanie do nauki.

Okuliści są zgodni – wada wzroku postępuje, niemal nigdy się nie cofa. No, może nie wszyscy okuliści. Zmarły w 1931 roku amerykański lekarz William Horatio Bates opracował metodę leczenia wad wzroku, wychodząc z założenia, że oko tak jak każdy inny narząd podlega rehabilitacji i readaptacji. Połączył w swojej metodzie techniki pracy z umysłem, wyobraźnią i pamięcią, a wyniki swoich badań opublikował po raz pierwszy w 1919 roku – po blisko trzydziestu latach pracy badawczej i udokumentowanych przypadków wyzdrowienia. Wychodził z założenia, że przepisując okulary, lekarz zachowuje się tak jakby pacjentowi ze złamaną nogą dał wózek inwalidzki i tabletki przeciwbólowe, by ten mógł się poruszać, zamiast złożyć mu nogę i ją zagipsować.

Dość, że wysiłkom doktora Bates’a pośrednio zawdzięczamy jedną z najwspanialszych antyutopii – powieść Nowy wspaniały świat. Jego autor Aldous Huxley cierpiał z powodu długotrwałej i stale postępującej wady wzroku. Stosował coraz mocniejsze szkła. Mimo to, jedno jego oko było w stanie rozróżnić jedynie światło i ciemność, drugie zaś – tylko pod wpływem atropiny – rozróżniało znaki wielkości 25 centymetrów z odległości niecałych trzech metrów. Nie mógł czytać czy pisać, bo widzenie – coś tak dla człowieka naturalnego, że nawet nie zastanawia się nad podejmowanym przez oko wysiłkiem – powodowało bezustanne zmęczenie i napięcie. Pomogła mu właśnie opisywana metoda, dzięki której odzyskał pełnię wzroku. Jednym z jego ulubionych ćwiczeń było kilkakrotne oglądanie (bez okularów) tego samego filmu na dużym ekranie – za każdym razem zmieniał jednak rząd na dalszy, by pobudzić zmysł wzroku. Jaki to był film – nie wiem, ale ja bym pewnie do ćwiczeń wybrała sobie film Młyn i krzyż albo The Time Being, które to szczerze polecam – niekoniecznie do wzrokowych ćwiczeń, ale wrażeń i owszem.

Doktor Bates twierdził też, że czytanie w jakiejkolwiek pozycji nie powoduje pogorszenia wzroku a nawet – odradzane przez współczesnych okulistów – czytanie w pozycji leżącej wpływa na wzrok bardzo pozytywnie, co mnie bardzo do tej postaci przekonuje. Pewnie nie do końca zgodziłby się z Kartezjuszem głoszącym, że cała organizacja naszego życia zależy od zmysłów, a ponieważ wzrok jest z nich najbardziej wszechstronny i najszlachetniejszy, wynalazki służące wzmocnieniu jego siły należą bez wątpienia do najbardziej użytecznych.

Zanim popędzisz dalej, mam do Ciebie prośbę :)

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, możesz wesprzeć niezależnego bibliotekarskiego blogera. Zajrzyj proszę na mój profil na Patronite.pl i postaw mi wirtualną kawę

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, przeczytaj tekst o tym dlaczego warto to zrobić

About the author

Pulowerek na FB