Nienaruszalne prawa czytelnika [Felieton Evy Scriby #55]

Jeśli jeszcze nie czytaliście eseju Daniela Pennac’a Jak powieść, to koniecznie przeczytajcie. Porzućcie jednak w takim razie czytanie tego felietonu, gdyż w dużej mierze właśnie na tym tytule jest oparty. Pennac – twórca książek dla dzieci, ale i nauczyciel opisuje, w jaki sposób przekonał swoich podopiecznych do samodzielnego czytania książek. Jak to zrobił? Po prostu czytał im głośno. Niechęć stopniowo ustępowała zaciekawieniu, by przejść w prawdziwy głód lektur.

http://farm3.staticflickr.com/2473/3814734273_d5286f8b4f_b.jpg

[Zdj. na lic. CC: theirhistory @ Flickr]

W najnowszej odsłonie kampanii społecznej Cała Polska czyta dzieciom podkreśla się właśnie rolę głośnego czytania. Hasło nowej akcji to Mądra szkoła czyta dzieciom, ja jednak zamieniłabym je na Mądry człowiek czyta dzieciom albo jeszcze inaczej Mądry człowiek czyta głośno. Czyta – ale nie komentuje, nie rozbija na czynniki pierwsze, nie podkreśla tego, co daje czytanie – umiejętności językowych, społecznych, intelektualnych. Wydobywa z lektury czystą przyjemność czytania – jak podkreśla to w swoim eseju Pennac.

Ponadto formułuje on swoisty dekalog dotyczący czytania (wprawdzie w odniesieniu do swoich wychowanków, ale ma on dla mnie jednak bardzo uniwersalną wymowę), który pokrótce tutaj streszczę (nie chcę Wam odbierać przyjemności samodzielnej ich lektury, ale zobowiązałam się przed szanownym redaktorem tego portalu do dostarczenia mu felietonu, który jednak muszę czymś wypełnić). Po pierwsze więc Prawo do nieczytania. Pennac mówi o tym, że okresy lekturowej żarłoczności przeplatają się z długimi przerwami na przeczytanych stronic trawienie. I że nie ma w tym nic złego, podobnie jak w zaniechaniu lektury. Ważne, by nie traktować czytania jako moralnego obowiązku, a z góry tych, którzy nie czytają.

Ortodoksyjnym czytelnikom francuski pisarz daje także Prawo do przeskakiwania stron. Chodzi o to, by mieć w rękach żywy tekst, wybierać z niego, co najciekawsze, a nie posiłkować się streszczeniami. Nie uważam, by wtedy można było zaznaczyć na portalu Lubimy Czytać, że się daną książkę rzeczywiście przeczytało, ale Pennac opowiada o swoich zmaganiach z powieścią Wojna i pokój, gdzie przeskakiwał sceny polityczne i dyplomatyczne, bo interesowały go tylko wątki miłosne. Gdyby w ten sam sposób przeskakiwać opisy w powieści Nad Niemnem Orzeszkowej, to zostałoby pewnie dwadzieścia stron do przeczytania.

Mamy też Prawo do nieskończenia książki. Bo zaistniało wrażenie, że gdzieś to już czytaliśmy. Historia nas nie wciąga. Styl nam nie odpowiada, albo wręcz brak w danej powieści stylu. Rzuciłam (oczywiście nie w sposób dosłowny) tak ostatnio w kąt książkę Ofiarowana. Bo wbrew zapewnieniom wydawcy, że jest to opowieść wstrząsająca, nie wywołała u mnie żadnych uczuć poza bezbrzeżną nudą. Porzućmy lekturę, jeśli nachodzi nas poczucie porażki – książka wydaje nam się obca, nie do przyswojenia. Z czytaniem tak jak z zakochaniem – potrzebna jest chemia między książką a czytelnikiem.

Na drugim biegunie sytuuje  się Prawo do czytania jeszcze raz. Nie tylko po to, by zmierzyć się z dziełem odrzuconym wcześniej, spojrzeć na daną pozycję pod innym kątem, ale również dla czystej przyjemności, wywołania stanu zachwytu po raz kolejny. Ostatnio wróciłam do Godziny pąsowej róży po kilkunastu latach. Co za przyjemność!

Prawo do czytania byle czego, czyli czytania – jak to ujmuje Pennac – literatury natychmiastowego użytku, literatury przemysłowej. Jest ważne w momencie określania preferencji czytelniczych, w drodze do wyrobienia sobie gustu. Podobnie jak Prawo do bovaryzmu – czyli oczekiwania od książki natychmiastowego zaspokojenia emocji, dostarczenia wzruszeń.

Mamy też Prawo do czytania byle gdzie. Za takie miejsce uznaję toaletę, choć ma ono swoich zagorzałych fanów. Ostatnio nawet Owsiak pokazywał swoją świątynię dumania, przystosowaną do czytania. Dalej Prawdo czytania na wyrywki. Tu felieton ze zbioru, ulubione opowiadanie, czy wiersz. Głównie dla tych, którzy twierdzą, że na czytanie czasu nie mają, choć Pennac uważa, że stoi za tym tak naprawdę brak ochoty na czytanie. Nie może też zabraknąć Prawa do czytania na głos. Słowo wypowiadane na głos ożywa. Łatwiej je zrozumieć. Nasze książki pragną życia! – krzyczy Pennac. Ale daje też czytelnikom Prawo do milczenia. Do zostawienia dla siebie refleksji po przeczytanej opowieści. A to w dobie społecznościowych portali i blogów książkowych i wzrastającej sile internetowych recenzentów brzmi jak anachronizm.

Zanim popędzisz dalej, mam do Ciebie prośbę :)

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, możesz wesprzeć niezależnego bibliotekarskiego blogera. Zajrzyj proszę na mój profil na Patronite.pl i postaw mi wirtualną kawę

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, przeczytaj tekst o tym dlaczego warto to zrobić

About the author

Pulowerek na FB