Kabaret Strasznych Panów – Agata Widzowska Pasiak

red-curtain

Mini sztuka w jednym akcie – część 15

MIEJSCE: Biblioteka Publiczna w Swarzędzu
OSOBY:
Bibliotekarz 1
Bibliotekarz 2
Sprzątaczka Merytoryczna
Czytelniczka

SCENA 1

Do biblioteki wchodzi Czytelniczka. Za ladą siedzi Sprzątaczka Merytoryczna.
Cz: Dzień dobry. Ooo, jakie zmiany!
SM: Jestem zmuszona obsługiwać czytelników, ale to dla mnie ogromna przyjemność.
Cz: Panowie są na szkoleniu?
SM: Nie. Świętują Pierwszy Dzień Wiosny.
Cz: Jak to? Przecież dzisiaj jest 10 kwietnia.
SM: Tak, ale konsekwencje z 21 marca sięgają dnia dzisiejszego.
Cz: A cóż takiego się stało, jeśli mogę spytać?
SM: Jeden z panów przebrał się za Marzannę, a drugi go za bardzo podtopił.
Cz: Jak to, podtopił?
SM: To miał być happening wiosenny w plenerze. Teraz policja rozszyfrowuje „Rękopis znaleziony w wannie”.
Cz: Lema?
SM: Nie. Naszego kolegi Marzanny, który obecnie leży w śpiączce farmakologicznej.
Cz: Och!
SM: Proszę się nie martwić. Bibliotekarze są niezniszczalni. Przez lata funkcjonują w biedzie, kurzu i pleśniach, dokarmiani jedynie słowem pisanym. Są bardzo odporni.
Cz: Ale o co chodzi z tym rękopisem?
SM: Panom nie chciało się iść nad jezioro, więc na trawniku przed biblioteką ustawili wannę. W butelce, na dnie wanny znaleziono rękopis, który bibliotekarz tworzył spontanicznie tuż przed tragedią. Chwilę potem doszło do podtopienia w asyście dwóch klas Szkoły Podstawowej, Straży Pożarnej, trzech grup przedszkolaków i pani burmistrz.
Cz: Straszne!
SM: Bycie Marzanną zobowiązuje.
Cz: Czy on… noo… nie jest transwestytą?
SM: Raczej celebrytą. Od tygodni udzielał wywiadów, gadał do luster, do kamer monitoringu, do ubytków, a szczególnie do windy dla niepełnosprawnych.
Cz: Dlaczego akurat do niej?
SM: Bo wypowiadał się na temat barier, które w swej pracy przekraczają bibliotekarze.
Cz: No tak, bariery architektoniczne są bardzo ważne…
SM: Mówił też o barierach kulturowych, tylko nie rozumiem, dlaczego zwracał się z tym do mojego mopa.
Cz: Wie pani co, oni mi jednak imponują. Obaj panowie.
SM: Mówi pani poważnie?
Cz: Tak! Są tacy pomysłowi i nieprzewidywalni! Interesują się najnowszymi trendami: żywą książką, sprayami do określonych gatunków literackich, noszą tatuaże z ex librisów, czytają od końca, robią deratyzację księgozbioru, malują własną krwią godziny otwarcia biblioteki, zapraszają bezdomnych na czytanie „poezji monarowej”, a nawet oddają im swoje ciuchy. To bardzo odpowiedzialny i niebezpieczny zawód.
SM: Uważam, że w największym niebezpieczeństwie znajdują się czytelnicy, którzy tu przychodzą.
Cz: Ależ dlaczego?

SCENA 2

Wpada zdyszany Bibliotekarz 2.
B2 do Cz: Dobrze, że panią widzę! Ma pani kapelusz?
Cz: Kapelusz?
B2: Robię powtórkę z Pierwszego Dnia Wiosny.
Cz: Przecież dziś jest 10 kwietnia.
B2: Nie szkodzi, niektóre imprezy wypadają z opóźnieniem. Będzie pani Marzanną, a Marzanna zawsze ma kapelusz.
Cz: Nie mam kapelusza.
B2: W takim razie wystarczy jakiekolwiek nakrycie głowy. O! Może być ta różowa apaszka, proszę ją sobie zawiązać na głowie.
Cz: Nie jestem zainteresowana.
B2: Nie ma pani wyboru. W „Rękopisie znalezionym w wannie”, kolega wyraźnie napisał, że jeśli coś pójdzie nie tak, to ma go zastąpić właśnie pani. Jest pani w typie Marzanny, bo pani Bronia jest za szeroka w biodrach i niekompetentna. Obiecuję, że tym razem nie będę topił aż tak gorliwie.
SM: Ja?
Cz: To jakieś żarty.
B2: Niechże się pani poświęci dla dobra sprawy! Zszarga pani dobre imię biblioteki! To tylko drobna kąpiel.
Cz: Odmawiam!
B2: Przy okazji umyję pani głowę.
Cz: Nie!
B2: Położę odżywkę Loreal.
Cz: To jakiś absurd!
B2: Umyję pani plecy.
Cz: Phi!
B2: Zrobię pani peeling całego ciała, a potem panią nabalsamuję marokańskim olejkiem arganowym.
Cz: Oszalał pan?
B2: Jest pani to winna mojemu koledze, który poświęcił się dla tradycji i teraz leży w śpiączce! Ileż to razy wyszukiwał dla pani książki feministyczne? Ile razy kopał drukarkę, żeby wydrukować potrzebne dokumenty? Ile razy przedłużał? Ma pani w sobie choć trochę empatii?
Cz: Proszę mi dać spokój!
B2: Wiem, boi się pani, że spotka ją ten sam los, co tamtą Marzannę… Otóż, daję pani honorowe słowo bibliotekarza, że będę topił tylko do połowy i nie przekroczę granic. W razie czego zastosuję metodę cmok- cmok, to znaczy… usta- usta oraz masaż serca. Proszę, oto moje papiery ukończenia kursu pierwszej pomocy…
Cz: Wychodzę!

Bibliotekarz 2 chwyta Czytelniczkę w i wykręca jej ręce do tyłu.

Cz: Proszę mnie natychmiast puścić!
B2: Niech pani nie stawia oporu, bo tam już czeka delegacja z Biblioteki Wojewódzkiej! Imprezy biblioteczne muszą się odbywać zgodnie z harmonogramem, bo inaczej nie dostaniemy dotacji na nowości książkowe! I tak mamy już opóźnienie! Rozumie pani?
Cz (wyrywa się): Pomocy!

Sprzątaczka Merytoryczna powala Bibliotekarza 2 jednym ciosem.

SM: A nie mówiłam? Bibliotekarze bywają niebezpieczni.

Koniec

About the author

  • Alodia

    ach, co ta wiosna robi z bibliotekarzmi 🙂 cała nadzieja w przytomnych sprzątaczkach