Za co kocham książki [Felieton na Światowy Dzień Książki]

Obchodzony dziś Światowy Dzień Książki to medialne święto, w czasie którego liczni bibliofile oraz biblio-celebryci wyznają swoje uczucia wobec papierowego klocka. Kto i mi zabroni wypowiedzieć się w tej kwestii? Wszak jak każdy inny mam prawo pałać uczuciem nie tylko do pięknej kobiety, ale i do pięknej literatury ubranej w formę papierowej książki… a poza tym wszystko mogę na Pulowerku, bo jestem sam sobie redaktorem naczelnym 😀

ksiazki_01

Pozdrowienia przesyłają książki z mojej półki. Z braku miejsca trochę poupychane, ale wszystkie bardzo kochane (czyli czytane)

Pomimo, że podobno kocha się bezwarunkowo, to zawsze jest jednak kilka powodów, które możemy wymienić jako „przyczynę”. Tak samo mam w stosunku do książek. Większość tego co można napisać to straszne banały, ale przyznajcie jak tu być oryginalnym pośród kilku miliardów czytelników. No nie da się niby, ale spróbuję…

Kocham książki ponieważ:

  • dzięki nim nie nudzę się w żadnej sytuacji. Niezależnie czy jest to przystanek, kolejka z Urzędzie Skarbowym czy podróż metrem, zawsze mam pod ręką mój czytnik ebooków i przeczytać kilka stron.
  • budują mój wewnętrzny świat, całkowicie niepowtarzalny, ponieważ pomimo, że wiele osób czyta jedną książkę to wiem, że mój świat jest niepowtarzalny. Miło mieć coś całkiem unikalnego w dzisiejszym świecie.
  • kumulują się we mnie powodując, że z każdą przeczytaną książką odrobinę inaczej patrzę na otaczający mnie świat. Zmieniają w niezauważalny sposób mój światopogląd.
  • ktoś wymyślił ebooki, które więcej dają niż odbierają w obcowaniu z książką. Nigdy więcej nie będę już miał dylematów czy w podróż zabrać ze sobą Lód Dukaja, czy kanapki z pasztetem domowej roboty i dwa pomidory.
  • stoją u znajomych na półkach i dzięki nim zawsze mogę rozpocząć wizytę od ocenienia ich oczytania, światopoglądu i zainteresowań bez długiej rozmowy.
  • zawsze są lepsze od ekranizacji. Nie znam książki, która okazałaby się lepsza po ekranizacji i nie wiem czemu, ale to bardzo podnosi mnie na duchu.
  • są demokratyczne i dostępne (choćby w bibliotekach) niezależnie od grubości naszego portfel.
  • nigdy nie uda mi się przeczytać wszystkich, a nawet jednego procenta tych wydanych dotychczas.
  • mogę spotkać kogoś kto uwielbia te same książki co ja i nigdy nie skończą nam się tematy do rozmów.
  • cała zabawa tkwi w ich czytaniu a nie posiadaniu. Nieważne ile bym posiadał ich na półce, najbardziej cieszą te przeczytanie po wielokroć.

To tyle co mi przyszło do głowy w kwestii miłości do książek. Pewnie jeszcze sporo można by tego typu przykładów nazbierać, jednak najlepiej jest miłość okazywać a tylko o niej mówić… więc idę poczytać 🙂

Zanim popędzisz dalej, mam do Ciebie prośbę :)

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, możesz wesprzeć niezależnego bibliotekarskiego blogera. Zajrzyj proszę na mój profil na Patronite.pl i postaw mi wirtualną kawę

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, przeczytaj tekst o tym dlaczego warto to zrobić

About the author

Nazywam się Maciej Rynarzewski. Jestem bibliotekarzem, ale takim trochę „inaczej”: mam zdecydowanie odmienne spojrzenie na biblioteki i bibliotekarstwo od urzędowo obowiązującego i nie boję się o tym mówić. Czasem ponoszę tego konsekwencje. Przeważnie piszę na wesoło i z dużą dawką ironii, momentami zdarza mi się zająć jakimś tematem całkiem na poważnie. Oprócz pracy w bibliotece prowadzę własną firmę (Mikroagencja Kreatywna), interesuję się science-fiction i chodzę na spacery z psem. Więcej o mnie znajdziecie tutaj.
Pulowerek na FB