Kim jest bibliotekarz? Czym musi się charakteryzować? Czy każdy może nim zostać? Jakie wymagania stawia ta praca? Jakie trudy czekają osoby chcące spróbować swoich sił w bibliotekarstwie?

Szukając odpowiedzi na pytanie kim jest bibliotekarz należy zebrać ogólnie dostępną wiedzę i dokonać jedynie jej syntezy. Punktem wyjściowym jest oczywiste stwierdzenie: bibliotekarze to ludzie. Co prawda niektórzy postulowali zatrudnianie do tych zadań małp z gatunku naczelnych, jednak jak okazało się do tej pracy potrzebne są jedynie dwie chwytne kończyny, a cztery to zbędna nadwyżka, a ludzkie związki zawodowe są mniej groźne od bojówek Greenpeace. Jedynie Terry Pratchett zdołał skutecznie umotywować (i przeprowadzić) zastąpienie bibliotekarza orangutanem, ale było to w bibliotece Uniwersytetu Magicznego, a na dodatek w książce, czyli nieprawda.

12085846755_46ccf9c28d_b

[Zdj. na li. CC: aussiegal @ Flickr]

Skoro mamy już ustalone że chodzi o człowieka, przejdźmy do jego wnętrza, czyli organów wewnętrznych. Na pewno trzeba mieć zdrowe nerki. Nie, nie dlatego że bibliotekarze lubią pochlać ( choć i tak bywa), ale z powodu konieczności odfiltrowania ogromnych ilości płynów – kawy lub herbaty. Musimy być świadomi że będą dni kiedy nasz organizm będzie musiał odfiltrować np. 4 litry herbaty w ciągu jednej zmiany. Żołądek bibliotekarza też musi swoje wytrzymać: nieregularne posiłki, produkty najgorszej jakości gatunkowej (bo na takie tylko bibliotekarzy stać z naszej pensji) i wspominana wyżej kawa. W co jeszcze natura powinna wyposażyć bibliotekarza? Z pewnością zdrowe zęby, ponieważ jest to zawód narażony na duże ilości ciasteczek, czekoladek i innych smakołyków pochłanianych spod lady (zarówno z nudów, jak i ze stresu). W połączeniu z absurdalnym systemem opieki dentystycznej w Polsce, prowadzi to w nieunikniony sposób do kosztownych wizyt w gabinecie dentystycznym (Wszak żyjemy w miejscu na mapie, gdzie pomimo istnienia publicznej służby stomatologicznej, 90% ludzi woli nie ryzykować i wybiera dla własnego bezpieczeństwa kosztowne leczenie w systemie prywatnym)

Z zewnętrznych predyspozycji, zdecydowanie premiowane będą osoby obdarzone wyższym wzrostem. Mali bibliotekarze, zwani także „niskopiennymi” bądź „tunelowymi” będą potrzebować zdecydowanie więcej czasu na wykonanie prostych zajęć wymagających sięgnięcia na wyższą półkę. Konieczny jest także niezwykle szeroki rozstaw palców żeby dało się wycisnąć różne skomplikowane skróty klawiszowe, które konieczne są przy opracowaniu i tworzeniu opisów w różnych supernowoczesnych systemach. Małe stopy przydają się do cichego chodzenia korytarzami uciekając przed kierownictwem i migając się od pracy. Szeroki rozstaw oczu, zbliżony do tego jaki posiadają niektóre gatunki niższych gatunków naczelnych pozwala obserwować środowisko dookoła i unikać biurowych drapieżników. Nie muszą chyba wspominać o atletycznej budowie ciała, dzięki czemu możliwe będzie udźwigniecie 250 kilogramów książek.

Przechodzimy w końcu do cech charakterologicznych. Po pierwsze ugodowość i wrodzone umiejętności negocjacyjne. Dzięki temu uda się uniknąć wielu konfliktów i zwiększyć szanse na przetrwanie na ciepłej posadce, a nawet pokorne zdobywanie kolejnych stołków. Po drugie trzeba umieć się zabawiać samym sobą. Hmm… bywa niestety, że trzeba zabić nudę, a dajmy na to nie działają komputery i akurat nie ma czytelnika, z którym można by porozmawiać o pogodzie i cenach zboża w skupie. Bez tej umiejętności możemy znaleźć się na skraju szaleństwa. Po trzecie cierpliwość. Jedna z największych cnót bibliotekarskich. Prawdziwym szczytem cierpliwości jest oczekiwanie na wypłatę przez około 30 dni. Mało który drapieżnik wśród dzikich zwierząt, potrafi wytrwać tyle w bezruchu. Bibliotekarze opanowali to prawie do perfekcji. Na koniec zaś pozostawiłem najważniejszą z bibliotekarskich cech, bez której nie radzę przekraczać bibliotecznych progów, czyli poczucie humoru. Bez niego długo nie wytrzymacie zbyt długo w krainie intryg i absurdu.

About the author

Założyciel portalu Pulowerek.pl. Bibliotekarz z łapanki, który jednak już się tutaj trochę zadomowił… Po kilku latach pracy nadal nie pojmuje idei MARC21, ale za to doskonale zrozumiał komiksy z Dilbertem i ma głowę pełną bibliotecznych absurdów. Oprócz pracy w bibliotece prowadzi własną firmę, kolekcjonuje filmy SF, a kiedy tylko może podróżuje po świecie.

Leave a Reply