Kabaret Strasznych Panów – Agata Widzowska Pasiak

red-curtain

Mini sztuka w jednym akcie – część 17

MIEJSCE: Biblioteka Publiczna w Swarzędzu
OSOBY:
Bibliotekarz 1
Bibliotekarz 2
Sprzątaczka Merytoryczna
Czytelniczka

SCENA 1

Biblioteka zastawiona jest skrzynkami pełnymi jabłek. Bibliotekarze opróżniają regały z książek. Wchodzi Czytelniczka.

Cz: Ojej, czyżby targ w bibliotece?
B1: Uprawiamy putting.
Cz: Co takiego?
B1: Wykonujemy czynności, które należą do obowiązków każdego bibliotekarza.
Cz: Czy może pan mówić jaśniej?
B2 (pod nosem): Jaśnie pani się znalazła…
B1: Odputinniamy księgozbiór. Usuwamy całą literaturę rosyjską wraz z przydatkami, a na jej miejscu układamy polskie jabłka. Zamiast Dostojewskiego w papierowym wydaniu będą papierówki, a zamiast Antoniego Czechowa, antonówki.
B2 (na cały głos): „To najlepsza dziś przekąska, polskie jabłka, polska książka!”
Cz: A jeśli ktoś musi przeczytać zadaną lekturę, na przykład „Zbrodnię i karę”?
B1: Wtedy otrzyma streszczenie. Putting też ma swoje granice i nie może być traktowany ortodoksyjnie.
B2: Na pocieszenie częstujemy także szarlotką. Chce pani?
Cz: Dziękuję, odchudzam się.
B1 (szeptem do kolegi): Skocz po jabola, wygląda na taką, co lubi…

Bibliotekarz 2 wychodzi na zaplecze.

Cz: To przecież niemożliwe, żeby panowie usunęli z biblioteki „Wojnę i pokój”. „Annę Kareninę” albo „Doktora Żywago”!
B1: Zostanie „Idiota”.
SM (zza lady): Nawet dwóch…
Cz: A dlaczego akurat „Idiota”?
B1: Będzie stał tuż obok biografii Putina jako nasza drobna sugestia światopoglądowa.
Cz: Moim zdaniem bibliotekarze powinni być apolityczni, przynajmniej w pracy!
B1: Szanowna pani, bibliotekarz powinien być przede wszystkim patriotą. Lokalnym i globalnym. Patriotyzm lokalny opiera się na uwielbieniu władz samorządowych, sąsiadów i czytelników, natomiast patriotyzm globalny polega na wybieraniu polskich jabłek spośród wszelkich owoców zakazanych na świecie. Nawet robaki z tych biednych owoców zostają w kraju, więc są większymi patriotami od niejednego Polaka!

Wraca Bibliotekarz 2 z butelką jabola.

B2 (na cały głos): „Polskie jabłka – zakazany owoc Europy”. A my mówimy VETO!
Cz: A co NATO na wasze VETO?
B2: Jeszcze o nas nie wiedzą, a szkoda. Napije się pani? (otwiera jabola)
Cz: Nie, dziękuję.
B1: Chyba nie jest pani po ich stronie?
Cz: Wybaczą panowie, ale nie można niszczyć klasyki literatury rosyjskiej ze względów politycznych. To zabijanie kultury!
B1: My nie niszczymy tych książek, jeśli to panią martwi.
Cz: A co? Będą trzymane pod kluczem?
B1: Ześlemy je na Sybir.
Cz: Co??
B2: Pierwszy transport pojechał już wczoraj.
Cz: O, matko! A kto za to płaci?
B1: Biblioteka Wojewódzka w porozumieniu ze Stowarzyszeniem Bibliotekarzy Polskich.
Cz: Przecież to wymaga ogromnych nakładów finansowych!
B1: Po godzinach zbieramy dodatkowe pieniądze na ten cel. Ja wypiekam szarlotki i wstawiam je do kawiarni pani Gessler, a kolega robi na drutach wełniane okładki.
Cz: Okładki?
B1: Przecież na Syberii jest potwornie zimno. Przy całej naszej niechęci do literatury rosyjskiej, jesteśmy przecież bibliotekarzami i szacunek dla książek mamy we krwi.
Cz: To jest bez sensu. Nie widzę w tym żadnej logiki!
SM: Bo jej nie ma…
B1: Bez urazy, ale widać, że panie nie mają zielonego pojęcia o logice, jak to kobiety. Podam paniom prosty przykład:

1. Wszyscy bibliotekarze są patriotami.
2. Świnie nie są patriotami.
3. Żaden bibliotekarz nie jest świnią.
I co panie na to? Logiczne?

Cz: Hm, no niby racja, ale…
B1: Żadne „ale”! Niech pani bierze trzy kilo jabłek i upiecze na jutro dwie szarlotki. Przyjedzie telewizja lokalna, żeby sfilmować nasz putting.

Dzwoni telefon. Sprzątaczka Merytoryczna podnosi słuchawkę i słucha przez chwilę.

SM: Da. Ja uże gawariła, no ani nie panimajut. Oczień trudno. Da…da… Ja poniała. Charaszo. Spasiba. (odkłada słuchawkę)
SM (do bibliotekarzy): Dzwonili z rosyjskiej granicy. Powiedzieli, że za taką zbrodnię będzie kara. Jutro przyślą tu pułk wojska, żeby zrobić z panami porządek.
B1: Wszyscy na barykady! Okopywać się jabłkami!
B2: Przyniosę więcej antonówek, są najtwardsze!
B1: Precz z rosyjską dyktaturą!
B2: Dostojewski do lamusa!
B1: Pasternak na szafot!

Bibliotekarze zaczynają układać fortyfikacje z jabłek.

Cz do SM: Naprawdę dzwonili z granicy?
SM: Ależ skąd! Biblioteka Wojewódzka postanowiła poddać tych panów badaniom lekarskim. Jutro przyjedzie tu rosyjski specjalista od zaburzeń typu paranolibreria.
Cz: Myśli pani, że to coś da?
SM: Da… da…
Cz: Charaszo!

Koniec

About the author

Leave a Reply