Twarda oprawa oznacza wyższą cenę książki, a wyższa cena oznacza barierę w upowszechnianiu jej treści. Zatem dla Karola Jałochowskiego (o którym za chwilę) twarda okładka stała się symbolem ograniczonego dostępu do wiedzy w sferze publicznej. Idee, wyniki badań, nowe tezy powinny przenikać z jednej dziedziny nauki do drugiej oraz do umysłów wszystkich zainteresowanych. Ruch myśli powinien być swobodny, a uczestnictwo w nim możliwie tanie. Dlaczego?

Hardcover book gutter and pages[Zdj. na lic. CC: Horia Varlan @ Flickr]

Bo dziś wszyscy, chcą czy nie chcą, siłą rozpędu muszą posiadać informacje. Informacja jest cenniejsza od ropy, a jej niekontrolowany wyciek bardziej brzemienny w skutki niż wybuch wulkanu. Walczymy wciąż o otwarty dostęp do wiedzy, choć i tak żyjemy w akceleratorze newsów, które zderzają się ze sobą i uderzają rykoszetem w nasz mózg.

Przykład z lektury prasy. Dwa tytuły prasowe, których daty publikacji dzielą trzy dni. W „Magazynie Świątecznym” Gazety Wyborczej [4-6 kwietnia 2015 – „Nadciągają zbędni ludzie”] Yuval Noah Harari, młody historyk Uniwersytetu Hebrajskiego, nie rozmienia się na drobne w określaniu tematyki badań. Maksymalistycznie stwierdza: Obecnie głównym moim pytaniem jest to, jaki jest program ludzkości na XXI wiek. Dlaczego należy zadawać sobie tak brawurowe pytania?

Ponieważ Y.N. Harari przewiduje, iż za kilkadziesiąt lat większość ludzi z ekonomicznego punktu widzenia będzie zbędna. Rozwój gospodarki poradzi sobie bez nas. Historyk wskazuje na nowe konteksty ludzkiej egzystencji, których nie odnajdziemy w żadnych innych epokach. Nie demonizuje wcale tego, że komputery oprócz inteligencji zyskają świadomość i staną się nowym gatunkiem ludzi. Chodzi o to, że gospodarce wystarczają zyski z pożytkowania samej inteligencji skupionej choćby na jednym tylko zadaniu. Świadomość nie jest potrzebna. Tego dowiadujemy się w sobotę.

A w czekającej na nas od wtorkowego wieczoru „Polityce”[ nr 14/2015, 31 marca] czytamy, że świadomość może się narodzić w każdej materii. Zwłaszcza tej składającej się z układów scalonych, drucików i plastikowych wytworów drukarek 3D. Moduł sztucznej inteligencji wystarczy, by maszyna z czasem samoistnie nabrała cech ludzkiego umysłu i wykształciła wolną wolę. Jak? Wspomniany Karol Jałochowski z entuzjazmem przytacza założenia, filozofa umysłu, Daniela Dennetta w artykule „Rady wujka Dana”. Przekonanie o naszej niezwykłości zostaje podważone: Kompetencje wyższego rzędu rodzą się w bezmyślnej materii – organicznej lub syntetycznej, bez różnicy. Inteligencja nie potrzebuje do istnienia żadnego ducha. Znaczenie wydobywane jest w mózgach ze strumieni energii atakujących narządy zmysłowe w celu polepszenia perspektyw ciał, które te mózgi chronią i przenoszą. 

Jedno różni wybiegających w przyszłość naukowców. Przekonanie co do tempa i możliwości obdarzenia robota świadomością. Wspólna jest intuicja, że nie można liczyć na żadną precyzję przewidywań, lecz z pewną dozą prawdopodobieństwa wskazywać kierunki rozwoju. Harari mówi o konflikcie zwycięzców przemian, których będzie stać na udane przedłużanie walki ze śmiercią, z ludźmi usytuowanymi na z góry przegranej pozycji. Rozmiarów i przebiegu konfliktu nikt nie potrafi sobie wyobrazić. Ani wciąż pozbawione świadomości drony, ani celujący swoją świadomością w próżnię ludzie. Żaden z badaczy nie ujawnia, czy –skoro „polepszenie perspektyw ciał” przenoszących mózgi jest mocno wątpliwe – uaktywnił się już w nas gen samozniszczenia.

Kruche pocieszenie zasadza się na tym, iż dawniej w twardych okładkach zamykano treści gruntowniej przemyślane. Te swobodnie się przemieszczające bywają fałszywym alarmem. Zastanawiam się, czy tzw. ludzie bezużyteczni będą chcieli czytać? Skoro ekonomii potrzebna jest tylko inteligencja (Harari), a inteligencja obywa się bez ducha (Dennett), to …

Jednak bibliotekarka przegra z wyszukiwarką. A jeśli w programie ludzkości na XXI wiek pojawi się fanaberia zachowania bibliotek, sympatyczne i tańsze od ludzi robociki będą szybko obsługiwały czytelników i przecież nigdy n