Atrakcyjnie o bibliotekarzu [Piątkową porą #47]

Nr 10 „Świerszczyka” z 15 maja tego roku jest w całości poświęcony bibliotece i bibliotekarzom. Fakt godny pochwały, bo bibliotekarskiej propagandy nigdy za wiele, a wiadomo, że indoktrynację najlepiej rozpoczynać od dziecka. Zatem czytelnicy zacnego dwutygodnika widzą w bibliotece Czarownicę Irenkę, szkolna wycieczka odwiedza Bibliotekę Narodową, Bajetan Hops przekonuje się do biblioteki po spędzeniu w niej „magicznej nocy z elfami”. Na tym nie koniec. Są jeszcze ćwiczenia pozwalające zrozumieć, czym jest katalogowanie, „Bajeczka matematyczna” dotyczy spotkania autorskiego, na stronach z opowiadaniem pojawia się bibliobus. No i w tych wszystkich dekoracjach wystąpić musi atrakcyjny bibliotekarz!

http://www.qlturka.pl/projects/qlturka/resources/cms/galleries/3960ec73d1b2b6ec08e34d3a952e7870.jpg

Jak w ciekawy sposób przedstawić dzieciakom bibliotekarza i kto to w ogóle jest? – Przede wszystkim powinnaś skończyć specjalny kierunek studiów, czyli bibliotekoznawstwo – tłumaczy pani bibliotekarka. Ciekawska Małgosia, bohaterka tekstu „Chcę wiedzieć więcej o… bibliotekach” wywołała ciekawy temat. Tu już odpadam, bo do branży wprowadziła mnie tylko podyplomówka. Słabo. Małgosia mogłaby się rozczarować. Ale dalej błyska nieśmiało światełko w tunelu.

Twoja praca polegałaby na przykład na tropieniu i zamawianiu nowości. Bibliotekarz w roli „książkowego detektywa”. Ok, punkt dla mnie, miłość do literatury jakoś uzasadnia moją egzystencję w bibliotece. Radość nie trwa długo, bo ten detektyw tropi też „zapominalskich”. Ta zabawa mniej mnie wciąga. Skojarzenia z szeryfem, „Strażnikiem Teksasu” albo precyzją zegarmistrza nie należą do mojej bajki. Dałabym radę, ale musiałabym wykorzystać całą swoją samodyscyplinę, a nie do tego jednego jest mi ona potrzebna… Zresztą, co się biedzić, koleżanki poproszę. One czytają przynajmniej kryminały. Czas jednak na kolejną metamorfozę.

Małgosia dowiaduje się, iż: Byłabyś też książkową krawcową… Ha! Metafora rozpalająca wyobraźnię rozwija się dalej: (…) umiałabyś tak dobrać odpowiednią pozycję, by pasowała do czytelnika jak ulał. Szczęściarzom ogarniętym już sobotnią gorączką letnich nocy przypomnę tylko, iż nie rozmawiamy teraz o książkach zakazanych czy alegorycznym znaczeniu nazwy niewinnego owada, której z oczywistych przyczyn nie wymienię. Dobry bibliotekarz dla każdego znajdzie coś ciekawego! Bez fałszywej skromności, kiedy słyszy się zdanie: świetna była ta książka, którą mi pani poleciła – jest moc! Mam to w CV! Jest cień nadziei, że nie wszyscy zauważą brak kierunkowych, jak w dobrych czasach bywało, pięcioletnich, stacjonarnych studiów.

Dalej rozprawiamy się z mitem, że praca bibliotekarza jest cicha i spokojna. Nie ma już co komentować. Inni zawsze wiedzą lepiej, ale chyba nie wiedzą, że we współczesnym świecie praca bezstresowa raczej nie istnieje. Mamy oczywiście przywołaną wzorcową Skandynawię – bibliotekarski raj! Tam jest nowocześnie i cudownie, u nas jeszcze nie do końca. Całe szczęście, przynajmniej jest co robić. Przemyślmy jednak, jak dalece chcemy się utożsamić ze szwedzkim obrazkiem: Bibliotekarze przypominają kelnerów, którzy krążą między klientami restauracji i pomagają wybrać z karty odpowiednie dania. Jeśli ktoś poszukuje książki, czasopisma czy audiobooka, którego nie ma na półce, to sprowadzają go z innej biblioteki. Skądinąd właśnie na studiach podyplomowych z bibliotekarstwa jeden z najbardziej lubianych przez wszystkich wykładowców mówił, że roli bibliotekarza nie można zredukować do roli „kelnera książki”.

Detektyw, krawcowa, kelner i w dodatku nierasowy bibliotekarz, jednakowoż osoba pracująca w bibliotece. Nietrudno przeżyć kryzys tożsamości. W naszej epoce każdy psycholog to guru i nie trzeba być Woody Allenem, by poleżeć na kozetce. Toteż pomna licznie rozsianych w prasie psychologicznych wskazówek, zapytałam samej siebie, co uważam za atrakcyjne w zawodzie bibliotekarza. Tylko psssst …………….., bo i tak nikt nie uwierzy. Jeżeli jakiś szaleniec chciałby mnie zatrudniać przez kolejnych trzydzieści lat, które mi zostały do ustawowego wieku emerytalnego, byłabym szczęśliwa pracując z przekonaniem, że tak opisuję źródła informacji, iż nawet po latach łatwo innym do nich trafić. Pozostawiam kawałek uporządkowanej rzeczywistości, a nim umrę na posterunku fachowo wskażę, gdzie i jak szukać odpowiedzi na nurtujące kogoś pytanie.

Tylko tyle i aż tyle. Dziś jednak trzeba nakładać wiele masek i dorabiać wiele ideologii, by wykonywać w zasadzie proste rzeczy. Podobno na tym polega atrakcyjność. Nie było moim celem maltretowanie tekstu z czasopisma dla dzieci, ale bywa, że czuję się zmaltretowana powszechnym imperatywem atrakcyjności wszystkiego. Przecież to strasznie nudne.

About the author