Po raz kolejny przyszło świętować 1 marca – Dzień Przytulania Bibliotekarzy. Choć jest święto, co do którego mam ogólnie mówiąc ambiwalentne podejście (uważam moją przestrzeń prywatną za świętość, nie znoszę kiedy obce osoby w nią sobie bez pozwolenia wkraczają), to doceniam ten dzień jako spontaniczną i nieszkodliwą okazję do okazania bibliotekarzom, że są ważni w życiu swoich czytelników.

Dzień Przytulania Bibliotekarzy

Świętujmy Dzień Przytulania Bibliotekarzy!

Hug a Librarian Day wywodzi się znikąd czyli z internetu. Niby jest obchodzony z pompą należną świętu międzynarodowemu, a jednak to bardziej taka spontaniczna akcja z mediów społecznościowych niż coś utartego w tradycji i praktyce bibliotekarskiej. Ludzie-nie-bibliotekarze lubią (a raczej lajkują) takie rzeczy, bo to coś pozytywnego, niezobowiązującego i dodatkowo pozwalającego przylansować „na inteligenta”. Nie doszukujmy się więc w tym nic głębokiego, poza tym że to dobra okazja aby mówić o bibliotekarzach, o naszej pracy, naszych problemach i tym co wnosimy do społeczeństwa. Od tej strony to bardzo dobra pijarowska podkładka do zwiększenia naszej widoczności w otaczającym nas świecie.

Nie każdy „przytulas” musi być jednak miłym doznaniem. Szczególnie dużo mogliby o tym powiedzieć bibliotekarze pracujący w czytelniach bibliotek publicznych… W zamierzchłych czasach kiedy internet pełen był bibliotekarskiego blogowania trafnie pisała o tym Dominika Paleczna:

Wszystko OK. Przynajmniej do czasu kiedy będziemy przytulani przez rodzinę, bliskich znajomych, może nawet tych mniej bliskich – czemu nie, może być miło. Przytulanie się bibliotekarzy w pracy może nawet stworzyć nieco cukierkową atmosferę (byle bez przesady).

Ale co zrobicie, jeżeli podejdzie do Was zupełnie obca osoba (taki czytelnik) i zechce Was przytulić? :> Uciekniecie, przytulicie go, a może naślecie go na kolegę/koleżankę po fachu? 😉

I pamiętajcie, że Dzień Przytulania Bibliotekarzy to najważniejsze i najradośniejsze z dzisiejszych świąt…  a nie jakiś tam Światowy Dzień Obrony Cywilnej, czy Dzień św. Suitberta z Kaiserswerth 🙂 A więc z uśmiechem przygotujcie się na zmechacenie swoich pulowerków, na liczne siniaki w górnych częściach torsu, połamane żebra, zgruchotane kości – oto nadeszło święto!

Zanim popędzisz dalej, mam do Ciebie prośbę :)

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, możesz wesprzeć niezależnego bibliotekarskiego blogera. Zajrzyj proszę na mój profil na Patronite.pl i postaw mi wirtualną kawę

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, przeczytaj tekst o tym dlaczego warto to zrobić

About the author

Nazywam się Maciej Rynarzewski. Jestem bibliotekarzem, ale takim trochę „inaczej”: mam zdecydowanie odmienne spojrzenie na biblioteki i bibliotekarstwo od urzędowo obowiązującego i nie boję się o tym mówić. Czasem ponoszę tego konsekwencje. Przeważnie piszę na wesoło i z dużą dawką ironii, momentami zdarza mi się zająć jakimś tematem całkiem na poważnie. Oprócz pracy w bibliotece prowadzę własną firmę (Mikroagencja Kreatywna), interesuję się science-fiction i chodzę na spacery z psem. Więcej o mnie znajdziecie tutaj.
Pulowerek na FB