Przeglądam weekendowe relacje z imprezy „Narodowe Czytanie” i po raz kolejny myślę sobie, że politycy (ci ze szczebla centralnego oraz samorządowi) wymyślili sobie całkiem ładną akcję, która im uspokoi sumienia i pokaże, że są zainteresowani kulturą.

Politycznie…

To taki czytelniczy odpowiednik obchodów dajmy na to… dnia żołnierzy wyklętych. Wykorzystajmy sobie jakiś fragment naszego (mniej lub bardziej ważnego) dziedzictwa i ukształtujmy go dla realnych korzyści politycznych i wciągnijmy w to naszych popleczników i podwładnych którzy nie mogą odmówić. Przy okazji zawsze dołączy się trochę ludzi. No i sprośmy „ludzi kultury”, zbratajmy się z nimi publicznie, żeby wyborcy widzieli jak dbamy o kulturę. To pierwszy z wkurzających mnie wątków.

Nawet grafika nudna…

 

Narodowe Czytanie Nudzenie

Drugi to taki, że narodowe czytanie od samego początku opiera się tylko na „klasyce” literatury, a więc na książkach, napisanych w innych czasach dla innego odbiorcy. Na dodatek przez dużą część społeczeństwa delikatnie ujmując są „znielubiane” (wiadomo że z przymuszania nie rodzi się miłość…). A mogłoby narodowe czytanie zamiast bezpiecznej (i moim zdaniem trochę nudnej) klasyki, poruszać bardziej bieżące problemy toczące nasze społeczeństwo. Konsumpcjonizm, nietolerancja czy sytuacja samotnych osób starszych. Albo wręcz coś pozytywnego dla odmiany (czy ktokolwiek próbował w naszym kraju świętować już kiedyś coś takiego!?) Nie wiem. Błagam, szanowni Państwo, cokolwiek tylko nie „klasyka literatury polskiej” jeśli chcemy kogoś do czytania zachęcić. Mamy naprawdę dobrych pisarzy, a niektórzy z nich nawet jeszcze żyją…

[Poniżej filmik z youtuba będący piękną ilustracją do całego tekstu… wojewoda i jego świta tacy oczytani… impreza taka pasjonująca… szaleństwo na widowni]

Trzecie Primo

Trzeci wątek do dyskusji to taki, że my, bibliotekarze musimy w to „grać”, niezależnie czy nam się to podoba czy nie. Bo po pierwsze nie wypada nie brać udziału w ogólnopolskiej akcji (niby) promującej naszą literaturę. Po drugie to polityczna impreza, którą zaangażowane są samorządy różnego szczebla i władze centralne, a więc w jeden dzień można zebrać baaardzo dużo „punktów” u ludzi, którzy zatwierdzają nasze budżety. Po trzecie to jesteśmy dobrymi ludźmi i jak coś robimy to zawsze się staramy.

Narodowe Czytanie
By Zorro2212 (Own work) [CC BY-SA 4.0 Narodowe Czytanie w Łodzi 2014, (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], via Wikimedia Commons

W całej tej „imprezie” w najlepszej sytuacji są biblioteki akademickie.  Nie dość, że we wrześniu jeszcze „nie działają” w pełnym wymiarze, to jeszcze są niezależne politycznie (w porównaniu z publicznymi). Tak więc tutaj organizacja „narodowego nudzenia czytaniem” jest całkowicie opcjonalna (ufff….).

***

I jeszcze „disclaimer”: nie mam nic do bibliotek, które to organizowały Narodowe Czytanie, bo wiem (i widziałem), że organizacyjnie wszystko było w najlepszym porządku. Co jak co, ale organizować imprezy to umiemy, ale czasem nie wszystko zależy od nas 🙂 Sztywni Panowie w garniturach potrafią wszystko zepsuć.

Na zakończenie lista kilku luźnych spostrzeżeń, które nie pojawiły się powyżej:

  • na zdjęciach z relacji w większości są starsze osoby (a te młodsze często wyglądają jakby były służbowo)
  • w tym roku bardziej niż w poprzednich wyczuwa się polityczne „napięcie” wokół imprezy (to najgorszy z możliwych kierunków rozwoju)
  • przeważająca ilość spotkań wygląda na fotoreacjach na „drętwe”
  • pogoda ma znaczenie, a imprezy w plenerze są zawsze fajniejsze
  • zwykłe czytanie tekstu scenicznego jest nudne, ale silenie się na „zagranie” tekstu czytając jest irytujące.

 

Zanim popędzisz dalej, mam do Ciebie prośbę :)

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, możesz wesprzeć niezależnego bibliotekarskiego blogera. Zajrzyj proszę na mój profil na Patronite.pl i postaw mi wirtualną kawę

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, przeczytaj tekst o tym dlaczego warto to zrobić

About the author

Nazywam się Maciej Rynarzewski. Jestem bibliotekarzem, ale takim trochę „inaczej”: mam zdecydowanie odmienne spojrzenie na biblioteki i bibliotekarstwo od urzędowo obowiązującego i nie boję się o tym mówić. Czasem ponoszę tego konsekwencje. Przeważnie piszę na wesoło i z dużą dawką ironii, momentami zdarza mi się zająć jakimś tematem całkiem na poważnie. Oprócz pracy w bibliotece prowadzę własną firmę (Mikroagencja Kreatywna), interesuję się science-fiction i chodzę na spacery z psem. Więcej o mnie znajdziecie tutaj.
Pulowerek na FB