Co tam słychać w nowym roku w bibliotekach? Jeszcze niewiele. Cały czas rezonują mi w głowie wydarzenia z poprzedniego, obfitego w bibliotekarskie wydarzenia, ale już czekam na to co przyniesie ten nowy, nowiutki, jeszcze praktycznie nie zepsuty rok. Póki co jednak chciałbym podzielić się kilkoma luźnymi spostrzeżeniami: zarówno radosnymi jak i smutniejszymi, czy raczej skłaniającymi do głębokiej refleksji. Bo zanim zabiorę się na serio za bieżące wydarzenia, muszę trochę ponarzekać na to co było i minęło. Zapraszam więc na felietonowy gulasz przemyśleń. Postaram się dla dobra czytelników, przedstawić moje wywody zwięźle i skrótowo. Może tematy rozwiniemy w dyskusji jeśli dopiszą czytelnicy 🙂

w bibliotekach
Gdzieś tam na horyzoncie regałów, czeka nas bibliotekarski raj…

Biblioteki się zmieniają

Zmienia się także bibliotekarskie towarzystwo. Albo po prostu się starzeje. Był taki moment kiedy w „branży” roiło się od młodych i zdolnych, a co najważniejsze chcących zmieniać bibliotekarstwo. Te czas już minęły, część z nas nadal niesie sztandary zmian, część osiadła i oklapła, a większość zmieniła branżę na coś bardziej dochodowego i rozwojowego. Taka kolej rzeczy. Zasadniczym pytaniem jest jednak: „czy po nas pojawili się kolejni?” (wiem, że brzmię jak stary biblioteczny ramol choć mam dopiero 33 lata, ale ostatnio faktycznie często zadaję sobie to egzystencjalne pytanie). Na bibliotekarskich mediach społecznościowych wciąż te same znane od lat osoby, na bibliotecznych imprezach wciąż te same znane od lat osoby. Może czegoś nie ogarniam, nie widzę „młodzieżowego” pulsu bibliotekarstwa, albo przestałem obracać się w odpowiednich kręgach? Nie wiem – proszę o podpowiedź.

Demografia nie wybacza, biblioteki się starzeją

Dla przykładu: pracuję w bibliotece zatrudniającej 140 osób, w której nie ma w niej zatrudnionej ani jednej osoby młodszej niż 30lat (sic!). Wszyscy „młodzi” zbliżają się mniej lub bardziej do czterdziestki. To już nie jest wiek w których chce się kwestionować autorytety, burzyć porządek i konstruować ideologiczne barykady do walki z bibliotekarskim betonem. Tę fazę mamy już za sobą. Wapniejemy, tworząc zalążki „nowego” betonu. To dotyczy wielu innych bibliotekarskich przybytków w mniejszym lub większym stopniu. Starzejemy się, a młodość ze wszystkimi swoimi przywarami, ma energię, bunt i chęć zmiany (o ile to pamiętam) tak potrzebną, żeby (r)ewoluować. Po 10-15 latach pracy człowiek chcąc-nie-chcąc traci te cechy (zyskuje co prawda inne, ale to akurat nie dotyczy mojego wywodu).

Co więc z tymi młodymi? Są czy ich nie ma? Zmienią bibliotekarstwo czy nie? Moje skromne obserwacje studentów kierunków bibliotecznych nie są może zbyt dogłębne, ale to co widziałem nie napawa mnie nadzieją (Jeśli to czytacie młodzi przyszli bibliotekarze, to wkurzcie się, zagrajcie mi na nosie i pokażcie że jesteście w stanie COŚ zrobić, zamieszać w branży w taki czy inny sposób).

Rewolucji nie będzie…

A tu znowu cios w zmiany w bibliotekarstwie zadano w zeszłym roku w moim ulubionym Stowarzyszeniu Bibliotekarzy Polskich. Wybory nowej Przewodniczącej SBP mimo sporych nadziei i wielkich oczekiwań części „branży” skończyły się gładkim przejęciem władzy przez opcję delikatnie mówiąc… „zachowawczą”. Rewolucji nie będzie, a kolejnej zmiany na stanowisku przewodniczącego pewnie nie dotrwam przed emeryturą (a mam 33 lata…). Stracona szansa na zmianę? Pewnie tak, bo nowa przewodnicząca póki co nie ogłosiła manifesto, który dałby nadzieję wszystkim tym zagubionym owieczkom. Wypuściła tylko film na 100lecie SBP, który chyba sam w sobie jest najlepszą metaforą wizji, która przyświeca „nowej” kadencji…

Mimo usilnych starań z filmu wieje głębokimi latami PRLu, nawet lektor ten sam co wtedy… Choć w sumie to oddaje klimat organizacji o której opowiada. A nawet przez krótką, taką bardzo króciutką chwilę planowałem się zaciągnąć do „nowego” SBP pod jakimś sensownym „nowym” kierownictwem. Niestety.

Z tego wszystkiego padło nawet coroczne „Forum Młodych Bibliotekarzy”, które w 2017 roku się nie odbyło i nie słyszałem jeszcze o żadnych planach odnośnie edycji 2018. Albo zaczęło im brakować bibliotekarzy łapiących się na kategorię under-35, albo zabrakło instytucji chętnych do organizacji. Tak czy inaczej wielka szkoda. Żeby nie kopać leżącego nie będę już za wiele wspominał o „czarnym tygodniu bibliotek”.

W bibliotekach od Bałtyku do Podkarpacia

Dla odmiany od tych smuteczków, to bardzo fajnie było spotykać się z bibliotekarzami z całej Polski podczas szkoleń, które prowadziłem praktycznie od Bałtyku do Podkarpacia. W trakcie jednego takiego tournee zrobiłem prawie dwa tysiące kilometrów! To niesamowita energia i olbrzymia radość dla odmiany od konferencji naukowych, szkolić, rozmawiać i cieszyć się kreatywnością „szeregowych” bibliotekarzy, na których spoczywa cały ciężar „bibliotekarzenia”.  Miło spotykać było przy różnych okazjach „fanów” Pulowerka i widzieć, że te kilka lat pracy w tworzenie „niezależnych mediów bibliotekarskich” (jakże wielkie i puste słowa!) opłaciło się 😀

[uwaga autopromocja!]

W tym roku także liczę na odrobinę sławy, wiec jeśli planujecie szkolenia w bibliotekach to polecam się z całego serca: infografiki, gry planszowe, otwarte zasoby, zrób to sam dla kreatywnych bibliotekarzy…  Pod tym linkiem [pdf – 5mb] znajdziecie moją ofertę szkoleniową na 2018 rok (zapraszam też do kontaktu bezpośredniego).

[i tutaj następuje koniec autopromocji!]

Jest jeszcze wiele bibliotek, których nie odwiedziłem, a to zawsze miłe doświadczenie spotykać i dzielić się wiedzą z fajnymi ludźmi 😀

***

Co więc ciekawego czeka nas w bibliotekach w tym roku? Zobaczymy co się wydarzy… ale ja to z pewnością opiszę 🙂

A co słychać u Was?

 

Zanim popędzisz dalej, mam do Ciebie prośbę :)

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, możesz wesprzeć niezależnego bibliotekarskiego blogera. Zajrzyj proszę na mój profil na Patronite.pl i postaw mi wirtualną kawę

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, przeczytaj tekst o tym dlaczego warto to zrobić

About the author

Nazywam się Maciej Rynarzewski. Jestem bibliotekarzem, ale takim trochę „inaczej”: mam zdecydowanie odmienne spojrzenie na biblioteki i bibliotekarstwo od urzędowo obowiązującego i nie boję się o tym mówić. Czasem ponoszę tego konsekwencje. Przeważnie piszę na wesoło i z dużą dawką ironii, momentami zdarza mi się zająć jakimś tematem całkiem na poważnie. Oprócz pracy w bibliotece prowadzę własną firmę (Mikroagencja Kreatywna), interesuję się science-fiction i chodzę na spacery z psem. Więcej o mnie znajdziecie tutaj.