Ebook vs. książka, to temat strasznie oklepany, ale jednocześnie wciąż aktualny. Na szczęście nie budzi on już tyle emocji co kilka lat temu. Zarówno w życiu codziennym, jak i w naszej branży elektroniczne książki zagościły się na stałe i znalazły sobie (całkiem sporą i rosnącą) niszę. Zwolennicy papierowych książek przestali „hejtować” ebookówców za zdradę „prawdziwych” książek, a ci przestali snobistycznie spoglądać na tych pierwszych jak na skamieliny. Nikogo nie dziwi osoba czytające książkę elektroniczną w komunikacji miejskiej, a papierowe książki nie zniknęły z rynku. Studenci chętnie korzystają z ebooków do nauki, a bardziej dojrzali czytelnicy doceniają możliwość powiększenia fontu w czytnikach. Dobrze radzą sobie w naszej branży takie usługi jak Ibuk libra oraz Legimi. Czy tego chcemy czy nie, biblioteki zaprzyjaźniły się z książką elektroniczną i tak już zapewne zostanie.

Dziś opowiem o swoich długoterminowych (ponad siedem lat!) prywatnych doświadczeniach z czytaniem ebooków na e-papierowych czytnikach.

Ebooki rządzą

Człowiek i jego ebook

Osobiście skłaniam się w życiu (na tyle na ile mogę) ku ideologii życiowego minimalizmu, czyli maksymalnemu ograniczeniu ilości przedmiotów w otaczającym mnie świecie. Nie muszę mieć trzydziestu par butów, trzech czajników i czterech szamponów. Jedną z pierwszych rzeczy jakie odciąłem były papierowe książki. Dlaczego? Bo mieszkając na stancji nie miałem na nie zbyt wiele miejsca, poza jednym wielofunkcyjnym regałem. Dwie i pół półki zajmowały książki, resztę inne „regałowe” rzeczy. Co jakiś czas wywoziłem więc do rodziców kolejne torby książek. Lądowały na regałach w moim dawnym pokoju i traciłem połowę przyjemności z obcowania z książką, czyli patrzenia na to jak pięknie stoi na półce.

biblioteczka
Frodo na straży rodzinnych skarbów

W nowym mieszkaniu od razu wiedzieliśmy, że chcemy mieć możliwie dużo książek. No ale ile może się ich zmieścić na 35m kw? Stanęło na  czterech regałach, na których musiała zmieścić się zarówno kolekcja muzyczna Moni, moja DVD z filmami SF, oraz nasze połączone zasoby papierowej kultury (w tym także komiksy, albumy etc.). Po raz kolejny przytłaczającą część naszych księgozbiorów zostawiliśmy w domach rodzinnych. Nie muszę Wam pisać, że było to po długiej i bolesnej selekcji. Tak jest zawsze.

Hardware

Życie bez książek jest niemożliwe, życie bez papierowych jak najbardziej. Pierwsze pseudo-książki elektroniczne zdarzyło mi się przeczytać jeszcze na laptopie (o zgrozo!). Na początku 2010 roku dostałem do testów jeden z pierwszych dystrybuowanych w Polsce czytników ebooków z firmy eClicto. Był to słaby sprzęt: brzydki, wolny, mało intuicyjny, ze słabym ekranem (który udało mi się połamać niosąc w torbie). Niemniej, było to moje pierwsze doświadczenie z e-czytnikiem i e-papierem.

Ebooki
Trzy oblicza czytnika ebooków

Mniej więcej w 2011 roku kupiłem swojego pierwszego Kindelka (Kindle Keyboard 3), służył mi jakieś cztery lata, potem odmówił mi współpracy, w międzyczasie kupiłem ipada air i przerzuciłem się na czytanie ebooków z aplikacji (m.in. Legimi). Błyszczący ekran (problemy z czytaniem pod chmurką) i mniejsza żywotność baterii trochę wkurzały, ale da się do tego przyzwyczaić. Tak „przepracowałem” dwa lata. Kilka miesięcy temu kupiłem nowego Kindle Paperwhite 3. iPad znowu stał się narzędziem do rysowania i okazjonalnego pogrania w proste gry. Czytnik ebooków rządzi, tym bardziej, kiedy jest podświetlany, a kosztuje jedynie tyle co 10 książek w księgarni 🙂

Z miłości do książek czytania

Naczelną motywacją była dla mnie zawsze wygoda czytania. Kiedy się dużo podróżuje, spędza kilka godzin na dworcach, w pociągach, komunikacji miejskiej, zdecydowanie docenia człowiek książkę. Jako że dojeżdżałem do szkoły średniej, potem na studia i kilka lat do pracy doskonale zgłębiłem czytanie książek w podróży. Próba czytania Millenium Stiega Larsson, czy Lodu Dukaja w przejściu wagonu drugiej klasy podmiejskiego pociągu to traumatyczne przeżycie. Papierowe książki w takiej sytuacji to przekleństwo. Ebooki sprawdzają się w takich warunkach idealnie: lekko i  wygodnie.

Dlatego od co najmniej 5 lat nie kupuję „zwykłych” książek do czytania. Korzystam głównie z ebooków. W papierze kupuję tylko takie, których nie zdobędę w wersji elektronicznej. Czasem dostaję też „papierowce” w prezencie na święta i urodziny. To tyle. O dziwo jest mi z tym bardzo dobrze: wygodnie, mobilnie i oszczędniej. Czytając kilkanaście książek rocznie, na półce przybywa mi „tylko” 3-4 książki papierowe. Dzięki temu udaje nam się utrzymywać w miarę stabilny ekosystem książkowy w naszej domowej biblioteczce. Ostatnio pojawia się jednak coraz więcej „poziomych” lokatorów – kto ma biblioteczkę, ten wie o co chodzi 🙂

Rachunek sumienia

Książki papierowe są bardzo fajne, ale ebooki są… po prostu lepsze. Poniżej dowiecie się dlaczego tak uważam i możecie się z tym nie zgodzić.

Bezsprzeczne zalety ebooków widzę tak:

  • mam czytnik Paperwhite z podświetleniem, więc mogę czytać dłużej w nocy, w łóżku, bez budzenia Moni światłem
  • nie muszę pamiętać o zgaszeniu lampki zasypiając z czytnikiem ebooków
  • w czytniku mam zawsze kilkanaście nieprzeczytanych książek pod ręką, an wypadek jakby mi zabrakło, albo zmienił się nastrój
  • czytnik jest mniejszy i lżejszy od przeciętnej książki
  • ebook nie zamyka się sam jak przestaję go trzymać ręką
  • po tym jak zasnę czytając ebook wie gdzie skończyłem, w papierowej książce nigdy nie zapamiętywałem strony i trwało chwilę zanim odnalazłem ostatni fragment (bo nie mam zwyczaju używania zakładek)
  • ebook zawiera wszystko to samo co książka
  • w czytniku mogę zmienić rozmiar czcionki w zależności od nastroju czy zmęczenia oczu.
  • oszczędza miejsce w otoczeniu i walizce
  • nie brakuje mi zapachu świeżej książki – jak chcę to mogę pójść do księgarni i się nawąchać. Książka z domowego regału przecież i tak wcale nie pachnie 🙂
  • nie umiałbym wyrzucić słabej książki ze swojej biblioteczki (stąd ten problem z nadmiarem książek), ale nie mam oporów przed skasowaniem z czytnika pliku cyfrowego ze słabą książka
  • ograniczyłem dzięki ebookom przypadkowe zakupy książkowe
  • czytniki dają łatwiejszy dostęp do literatury po angielsku – papierowe książki w oryginale są u nas drogie i trudno dostępne, a coraz więcej ich czytam.
  • ebook szybko pozwala mi wrócić do książek które już kiedyś czytałem, w dowolnym miejscy na ziemi.
  • czytniki są ekologiczne

Nieliczne minusy moim zdaniem to:

  • ebooki czynią okładkę niepotrzebną, a to piękny element książki
  • nie widać jakiego ebooka się czyta na pierwszy rzut oka
  • nie mam na regale wielu ulubionych książek bo pojawiły się już w erze czytnika, a więc trudniej mi się nimi pochwalić (taki książkowy snobizm)
  • po dwóch tygodniach nieprzerwanego czytania wyczerpie mi się bateria… 🙂

Tak wygląda moje nieobiektywne spojrzenie na ten temat. Coś byście dodali?

Lęk przed nieznanym

Uważam także, iż wiele z osób, które są zagorzałymi przeciwnikami książek elektronicznych nie miały styczności z porządnym czytnikiem ebooków. Nie zetknęły się z dobrze przygotowanymi pod tą technologię tekstami i możliwościami jakie to daje w praktyce. To jest prawdziwa rewolucja w czytaniu – ustawienie kontrastu i kolorów, wielkości fontu, odstępów między wierszami.

Nie mogę także zapomnieć o ostatecznym argumencie: w czytaniu liczy się przecież informacja/fabuła/treść którą „zasysamy” do mózgu, a nie forma w jakiej jest nam podana. Dlatego co innego „kochać książki” (i je kolekcjonować nie czytając), a co innego „kochać czytanie książek”. Ja zaliczam się bardziej do tych drugich, choć każdy z nas odrobinę z tych pierwszych. Ważne jednak, aby jasno określi co jest dla nas ważniejsze… i wybrać czytanie książek elektronicznych 🙂

Spróbujcie, to nie boli. Nikogo tym nie skrzywdzicie, a wasza przyjaciółka z księgarni i tak pewnie czyta ebooki 😛

Zanim popędzisz dalej, mam do Ciebie prośbę :)

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, możesz wesprzeć niezależnego bibliotekarskiego blogera. Zajrzyj proszę na mój profil na Patronite.pl i postaw mi wirtualną kawę

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, przeczytaj tekst o tym dlaczego warto to zrobić

About the author

Nazywam się Maciej Rynarzewski. Jestem bibliotekarzem, ale takim trochę „inaczej”: mam zdecydowanie odmienne spojrzenie na biblioteki i bibliotekarstwo od urzędowo obowiązującego i nie boję się o tym mówić. Czasem ponoszę tego konsekwencje. Przeważnie piszę na wesoło i z dużą dawką ironii, momentami zdarza mi się zająć jakimś tematem całkiem na poważnie. Oprócz pracy w bibliotece prowadzę własną firmę (Mikroagencja Kreatywna), interesuję się science-fiction i chodzę na spacery z psem. Więcej o mnie znajdziecie tutaj.
Pulowerek na FB