Od kilku lat, kilka razy w roku podróżuje po naszym uroczym kraju i szkolę bibliotekarzy. Dla przykładu, od dwóch dni jestem w Trzciance, w Wielkopolsce. Wczoraj spędziłem pół dnia prowadząc szkolenie, na którym pokazywałem kilkunastu bibliotekarkom jak fajne są gry planszowe i jak ciekawe prototypy gier są one w stanie same zaprojektować w zaledwie dwie godziny. Dziś będziemy poznawać temat infografik – najpierw teoretycznie, potem praktycznie: zarówno na papierze, jak i w przeglądarkowej aplikacji do tworzenia prostych projektów.

Siedząc tak sobie rano w hotelu zacząłem się zastanawiać, co ja właściwie z tego całego „szkoleniowania” mam.

Na co to komu?

Prowadzenie szkolenia to bardzo męczące zajęcie. Mówisz, chodzisz, pokazujesz, wymyślasz, rozwiązujesz na bieżąco problemy i starasz się przy tym być zrozumiałym i uprzejmym. I tak przez 5-6 godzin. Sporo tego. Zazwyczaj po takim dniu jestem wypompowany i padam na przysłowiowy pysk. Pewnie dlatego nigdy nie chciałem zostać nauczycielem. Jednocześnie jest to ogromnie satysfakcjonujące uczucie, kiedy widzę w oczach osób do których mówię zaciekawienie, a projekty które robią, szczerze mi się podobają. Coś wspaniałego 🙂

szkolenie zaraz się zacznie
Szkolenie – cisza przed burzą!

Podróżuję już tak od kilku lat, zazwyczaj wiosną i jesienią (chyba że ministerstwo coś pomiesza i za późno ogłosi wyniki dofinansowania). Zwiedzam nasz kraj wzdłuż i wszerz: morze, góry, Śląsk, centralna i wschodnia Polska. Byłem już w kilkunastu miastach, w tym kilku mniejszych, których w innym wypadku nigdy bym pewnie nie odwiedził. Najdłuższe z moich dotychczasowych „tourné” szkoleniowych, liczyło jednorazowo ponad 2000km po drogach i bezdrożach naszego pięknego kraju. Łącznie przez ten czas spędziłem kilkadziesiąt nocy w hotelach, pewnie z kilkaset godzin za kółkiem i wysłuchałem kilkunastu audiobooków. To bardzo ciekawe doświadczenie – takie małe kształcące podróże, dzięki którym uczę się jak wygląda życie w innych miejscach i innych bibliotekach.

szkolenie
Podczas szkolenia sporo się dzieje

Próba statystyczna

Podczas szkoleń poznaję bibliotekarzy z całego kraju. Z różnych rodzajów bibliotek i różnych środowisk. Dla mnie, pracującego w specyficznym środowisku bibliotek akademickich, to duża odmiana. Myślę, że tych kilkuset bibliotekarzy z bibliotek publicznych, pedagogicznych i fachowych, z którymi miałem styczność w przeciągu ostatnich kilku lat to bardzo reprezentatywna socjologiczna „próba” naszej branży: zróżnicowana geograficznie i „gatunkowo”. Jak wynika z moich dotychczasowych obserwacji, bibliotekarze to dość jednorodna grupa społeczno-zawodowa. Od Pomorza, aż do Podkarpacia jako bibliotekarze mamy jednak takie same radości i problemy. Jesteśmy kreatywni, wytrwali, zawzięci, pomysłowi i otwarci. Czasem narzekamy, bywamy przytłoczeni obowiązkami. W przytłaczającej większości jesteśmy kobietami w wieku 40+. Ze wszystkimi przedstawicielami tej grupy świetnie mi się pracuje. Na palcach jednej ręki mógłbym policzyć osoby, które nie zaangażowały się w szkolenie i nie nauczyły się choć odrobiny czegoś nowego.

szkolenie materiały
podstawowe narzędzia pracy na moich warsztatach 🙂

 

Zaskakujące jest to, że wszędzie gdzie pojechałem ludzie słyszeli o Pulowerku i (zakładam, że z grzeczności) pochlebnie się o nim wypowiadali. To bardzo miłe uczucie 🙂

Niecierpię niecierpieć

Czego zaś nie lubią w szkoleniach? Najbardziej to nie lubię nocować w hotelach. Wszystkie są tak samo nijakie. Nie lubię też, tego że szkolenia są krótkie, często chciałbym kontynuować rozwijanie pomysłów i projektów moich kursantów dalej, bo bywają rzeczy unikalne. Marzy mi się kiedyś taki cykl szkoleń typu masterclass: najpierw robimy podstawowy program, a potem wspólnie rozwijamy najciekawsze i najlepsze projekty pogłębiając wiedzę. Raz miałem taką możliwość szkoląc w Gdańsku – powstała wówczas na warsztatach ciekawa gra planszowa (zaprojektowana przez bibliotekarzy), którą dziś można kupić w bibliotecznym sklepiku. Fajnie gdyby było więcej takich możliwości.

Nie lubię jeszcze: być długo poza domem, jedzenia „w drodze”, targać podróżnych kosmetyków, używać hotelowych pryszniców, tego że nie mam z kim porozmawiać na żywo przez całe popołudnie.

… i co z tego mam?

Podsumowując: co mam z tego, że tak sobie jeżdżę i szkolę? Mam ogromną satysfakcję, że dziele się swoją wiedzą. W zamian dostaję dużo dobrej energii, która napędza mnie w mojej własnej pracy. Uczę się także o tym kim są bibliotekarze w ujęciu regionalnym, ogólnopolskim, a nie tylko moim – lokalnym. To bezcenna wiedza. Jednocześnie „cierpię” te wszystkie znoje rozłąki i niewygody podróży. Hotelowe życie jest zdecydowanie nie dla mnie 🙂

Mam więc mieszane uczucia, ale jednak z przewagą tych pozytywnych 😀

Przy okazji pozdrawiam wszystkich moich kursantów z którymi miałem przyjemność prowadzić warsztaty. Mam nadzieję, że bawiliście się tak dobrze jak ja i „coś” Wam zostało z naszych zajęć. Do zobaczenia na kolejnych warsztatach!

***

…a jeśli Was interesuje moja oferta szkoleniowa to mam przygotowany specjalny pdf, z którego dowiecie się wszystkiego co chcecie (możecie też do mnie napisać lub zadzwonić)

Zanim popędzisz dalej, mam do Ciebie prośbę :)

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, możesz wesprzeć niezależnego bibliotekarskiego blogera. Zajrzyj proszę na mój profil na Patronite.pl i postaw mi wirtualną kawę

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, przeczytaj tekst o tym dlaczego warto to zrobić

About the author

Nazywam się Maciej Rynarzewski. Jestem bibliotekarzem, ale takim trochę „inaczej”: mam zdecydowanie odmienne spojrzenie na biblioteki i bibliotekarstwo od urzędowo obowiązującego i nie boję się o tym mówić. Czasem ponoszę tego konsekwencje. Przeważnie piszę na wesoło i z dużą dawką ironii, momentami zdarza mi się zająć jakimś tematem całkiem na poważnie. Oprócz pracy w bibliotece prowadzę własną firmę (Mikroagencja Kreatywna), interesuję się science-fiction i chodzę na spacery z psem. Więcej o mnie znajdziecie tutaj.
Pulowerek na FB