Making of… kolejna choinka! Tym razem lokalna i historyczna

W 2011 roku zrobiliśmy w naszej bibliotece niecodzienne drzewko świąteczne. Taka tam choinka z książek. Od tego się zaczęło coroczne szaleństwo, które jest zarazem najciekawszym okresem roku, jak i jednocześnie najbardziej stresującym. Co roku „musimy” bowiem zrobić nową, ciekawą i oryginalną choinkę, która powinna zachwycić włodarzy, media i bibliotekarzy w całym kraju. A tak w ogóle to najlepiej, żeby mówili o niej na całym świecie. Dlaczego? Bo w zeszłym roku, chwaląc się, trafiliśmy do papierowego wydania brytyjskiej gazety The Guardian 😛

Aktualna chronologia choinkowa przedstawia się następująco:

Właśnie o naszej najnowszej choince opowiem Wam dzisiaj. O tym jak się rodził pomysł, koncepcja i realizacja. Jak w dobrej sensacyjnej opowieści czeka Was historia pełna dramatyzmu, szalonych zwrotów akcji, ale zakończona happy endem – jak możecie zobaczyć na filmie „making of”:

Pomysł, a raczej jego brak

Bycie kreatywnym na zamówienie to najtrudniejsza rzecz z jaką borykam się w swojej pracy. Człowiek popada w rutynę, grzęźnie w codziennych mikro-zadaniach. To wszystko przerywane jest okresami bardziej radosnej twórczości, która wykracza poza standardowe zadania. Tak mieliśmy dotychczas z choinkami. Wymyślamy coś spontanicznie, ciężko pracujemy, dobrze się bawimy, zgarniamy zasłużone brawa. Kurtyna. Inaczej wygląda jednak, kiedy taką sztuczkę trzeba wykonać kilak razy pod rząd. To przestaje być tak spontaniczne, tak zabawne, a i ręce już nie klaszczą tak głośno. Jedyne co się nie zmienia to ciężka praca bez przerwy przez 2-3 tygodnie przed montażem.

Jak co roku koleżankami z sekcji promocji, zaczęliśmy rozmawiać o nowej choince już w wakacje. „Masz pomysł” „nie mam pomysłu”, „może coś się wymyśli” i tak przez dłuższy czas. W czym tkwił problem? Wszystkie oczywiste pomysły, każdy dostępny „budulec”, zostały już przez nas wykorzystane. Przemierzyliśmy wzdłuż i wszerz przepastne magazyny i podziemne garaże w poszukiwaniu inspiracji. Zero efektu. Trwało to miesiącami. W okolicach października zmusiliśmy się do choinkowej burzy mózgów i zapisywaliśmy wszystkie nawet najbardziej szalone pomysły. Każdy z nich niestety wykraczał poza nasze zasoby finansowe lub możliwości techniczne. Pracujemy w bibliotece i takie są nasze realia: „macie tu 500zł zróbcie coś o czym będą mówić w całym kraju”.

choinka
Tak wygląda nasza choinka tuż po zamontowaniu
Szkodliwe warunki pracy

Kolejny demotywator los rzucił nam pod nogi to wspominany już przeze mnie w poprzednim artykule szwindel związków zawodowych z likwidacją premii uznaniowych. Dlaczego to miałoby w jakiś szczególny sposób wpłynąć na powstanie choinki? Otóż zazwyczaj wymaga on zaangażowania kilku lub kilkunastu dodatkowych osób, która pomagają w tworzeniu elementów, komponentów i montażu. Nie ma co się oszukiwać, w trzy osoby nie zrobi się tego ani szybko, ani sprawnie. Do tego potrzebni są ludzie i sprzęt ludzie. Zawsze staraliśmy się, aby osoby, które angażowały się nam w pomoc, były symbolicznie doceniane premią. Oczywiście nikt nie pomagał nam dla kasy, ale to bardzo miły i uczciwy gest.

O tym, że nie możemy podziękować w tym roku naszym pomocnikom, dowiedzieliśmy się w tym samym tygodniu, kiedy pojawił się w końcu pomysł na choinkę 🙂

Kiedyś w końcu musi się nie udać!

Narodziny tegorocznej choinki (jak już wiecie) były bardzo trudnym procesem. Odrzuciliśmy wszystkie pomysły jakie się w bólach i zostaliśmy z niczym. Presja zarówno z góry jak i z dołu coraz bardziej rosła. Starałem się, kiedy tylko mogłem delikatnie sugeorować, że nie zawsze wszystko się przecież udaje. Czasem jest klapa, porażka i też trzeba z tym żyć. A choinkę zawsze można zrobić tradycyjną dla odmiany. Tym też byśmy wszystkich zaskoczyli 🙂

Ostatecznie presja wygrała. Burza mózgu goniła burzę i w końcu wyłoniło się jedno kluczowe słowo: RECYKLING. To jednak nie było w żadnym wypadku zbawieniem. To tylko inne tory, na które wprowadziliśmy nasze zmęczone bibliotekarskie umysły. Ostatecznie tymi torami dojechaliśmy do celu i jak zawsze było to połączenie przypadku oraz desperacji. Kiedy po raz kolejny odrzucaliśmy pomysły banalne, niewykonalne, dziwne i niebiblioteczne, „nadejszło” przeładowanie mózgu. Dzięki niemu znowu zostaliśmy uratowani.

trudno
Trudna sprawa z tą choinką…
Choinka na miarę naszych czasów

Miałem już serdecznie dosyć tego tematu, więc sięgnąłem po najlepsze narzędzie kreatywne jakie znam: białą kartkę A4 i ołówek. Skoro umysł-mózgowy nic nie wymyślił, może umysł manualny przełamie impas. Najpierw wziąłem na warsztat to co wymyśliliśmy z koleżankami z Sekcji Promocji: czyli „recykling”. Bo po co robić coś od zera, jeśli mamy już gotowe różne elementy – czekające na przerobienie, wykorzystanie w innym kontekście. W 2016 roku w wielkich trudach stworzyliśmy wielki wiszący stelaż składający się z 20 drucianych okręgów połączonych ze sobą żyłką. Nawet nie wiecie jaką męczarnią było tworzenie tego cudactwa. Ostatecznie stało się to podstawą przepięknej choinki z kart katalogowych. W tym roku pomyśleliśmy, że może dałoby się zrecyglingować naszą ciężką pracę i powiesić na tym coś „innego”. Jednak co? Wszystko wydawało się banalne i poniżej naszych standardów. Odpowiedź znalazłem na białej kartce, na której narysowałem stożek z kreskami około 20 okręgów i zacząłem się bawić ołówkiem. W której-nastej z wersji narysowałem na nim duże romboidalne panele ułożone naprzemiennie w kolejnych rzędach stykające się rogami. Tworzyły one ażurową konstrukcję z dużych regularnie ułożonych elementów. Jak to czasem bywa, że forma sama dyktuje treść i tak też było w tym wypadku.

Na merytoryczną warstwę wpłynęły dwa czynniki. Pierwszy: że naciskami przez opinię publiczną, robimy to, żeby ją zadowolić i żeby władze mogły się pochwalić po razo kolejny dziwnym drzewkiem. Drugi: cały uniwersytet (oprócz Ustawy 2.0) żyje dwudziestą rocznicą powstania uczelni. Dlatego kiedy tylko zobaczyłem te „panele” od razu wpadłem na pomysł, żeby zrobić choinkę „dla władz”. Taka, która mimo marnej formy fizycznej (jak to bywa z recyklingu), będzie miała niezaprzeczalne walory merytoryczne, których nikt nie odważy się zanegować. Szach i mat!

Gol w 91 minucie!

Tak oto powstał pomysł na choinkę, która: na pewno spodoba się władzom (a nawet jak się nie spodoba to nie będą mogli tego przyznać), nie musi być specjalnie piękna, nie będzie wymagać tyle pracy co w poprzednich latach. Od razu wiedzieliśmy, że kolejny raz nam się upiekło 😀

Zwycięzcą konkursu na choinkę 2018 została wisząca konstrukcja z drucianym stelażem i dużymi papierowymi panelami z historią Uniwersytetu wykonanymi w technice dekupażu.

Zostaliśmy uratowani tuż przed dzwonkiem. Strzeliliśmy zwycięskiego gola tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego.

Jubileuszowa choinka na XXlecie UWM w Olsztynie

Do produkcji wykorzystaliśmy m.in:

  • Jeden zrecyklingowany stelaż z drutu i żyłki o wysokości 3,5m.
  • 40 arkuszy B1 metalizowanego srebrnego papieru
  • 15 klejów w sztyfcie
  • 100kg/kilkaset sztuk starych wydawnictw (Wiadomości Uniwersyteckie, albumy, informatory -wszystko w nieprzebranych)
  • 7 osób
  • nitka, żyłka, cienki drucik

Posiadanie ogólnej koncepcji uradowało (uratowało) nas niesamowicie – zostało jak zawsze przerobić pomysł na prototyp. Tym razem czuliśmy jednak najtrudniejszą pracę, czyli wymyślenie tego cholerstwa, mieliśmy już za sobą. Reszta prototypowania poszła dość gładko. Przynieśliśmy z zakurzonego magazynu stelaż, zamontowaliśmy go w podręcznym magazynku i mogliśmy metodą prób i błędów zacząć dobierać kształt i rozmiar paneli.

Do prototypu wykorzystaliśmy białe kartki A3 z których wycinaliśmy elementy, dobieraliśmy kształt, przyczepialiśmy i debatowaliśmy nad układem. Choć mój pierwotny projekt zakładał, iż wszystkie panele będą jednakowe to geometria układu choinki w praktyce nie pozwoliła na to. Pierwszy okręg 0 najmniejszy, musiał mieć 4 węższe panele, aby zachować równomierne przerwy. Kolejny rząd mógł mieć także cztery, ale większe. Przy trzecim okręgu okazało się, że znowu musimy zmienić rozmiar na większy, aby zachować symetrię. Potem mogliśmy użyć znowu dwóch „standardowych” ale kolejny musiał być większy, żeby utrzymać ładny, symetryczny układ. Trochę się z tym borykaliśmy, ale ostatecznie udało nam się stworzyć symetryczny i ładny układ, w którym co trzeci rząd musiał mieć większe panele, aby skorygować estetykę naszej tegorocznej choinki. Do tego przetestowaliśmy jeszcze podświetlenie całości od spodu. Dzięki temu uzyskaliśmy jeszcze dodatkowy efekt „fajności”.

Merytoryka

Mając ogarniętą techniczną stronę, mogliśmy zająć się dokładnym określeniem merytorycznej zawartości. Wiedzieliśmy, że ogólnie chcemy skupić się na historii uczelni, mieliśmy wybrane z kontenerów na makulaturę całe kartony naszej uczelnianej gazety i sporo innych materiałów. Trzeba było jakoś wybrać co zasługuje na umieszczenia, a co nie, w jaki sposób to podzielić i jak właściwie miałby to w praktyce wyglądać. Do dyspozycji mieliśmy około 120 paneli różnej wielkości w rzędach od 4szt na szczycie do 32 na samym dole. Dzięki temu, że mieliśmy różnej wielkości panele postanowiliśmy podzielić treści na kategorie.

Z 10 rzędów, dwa pierwsze poświęciliśmy na historię uczelni, które połączone utworzyły 1999 roku uniwersytet (ART, WSP i Warmiński Instytut Teologiczny). Trzeci rząd i wszystkie pozostałe szersze plansze poświęciliśmy konkretnym datom-wydarzeniom. Łącznie było to 4+8+16, czyli 28 paneli z datami. Resztę „średnich”, czyli większość choinki poświęciliśmy na dwa tematy: prezentację naszego przepięknego kampusu pełnego przyrody oraz na prezentację klubów, organizacji i instytucji działających na UWM (media, kluby studenckie, imprezy etc.)

Brzydkie słowo na K

Technika i merytoryka zostały dograne, więc zostało nam jedynie wykonać wszystkie elementy. Tutaj dochodzimy do słowa na K, czyli do „kolażu”. Wybraliśmy tę technikę, ponieważ na to pozwalałby nam bardzo bogate materiały zdjęciowe jakie zebraliśmy w rożnego rodzaju śmietnikach i magazynach. Poza tym było to dość łatwe manualnie i dodawało całemu przedsięwzięciu styl „handmade” – coś osobistego. Nożyczki, klej i jazda.

Samo klejenie materiałów na panelach zajęło nam jedynie tydzień, przy mniej więcej siedmioosobowej ekipie (2-3 na stałe, 3-4 osoby dorywczo). Jak przy każdej tego typu pracy, najważniejsze było złapać rozpęd i rytm. Na zmianę więc: szukaliśmy, wycinaliśmy, kleiliśmy, szukaliśmy, wycinaliśmy, kleiliśmy. Można się było naprawdę poczuć jak na zajęciach z plastyki w szkole podstawowej 🙂

plany
tajne plany
pokoj1
tak wyglądał nasz pokój przez ponad tydzień
praca
Praca wre!

 

plansze
plansze posortowane w rzędy
Montaż

Całą procedurę zaczęliśmy o 8 rano od testowego zawieszenia stelażu i sprawdzeniu czy wszystko jest całe i stabilne. Woleliśmy upewnić się, że nie czeka nas przykra niespodzianka i cała choinka nie „rypnie” w połowie „obarczania” historią.

Na początku planowaliśmy przyszywać plansze w narożnikach do obręczy, jednak już na samym początku montażu za radą naszego supportu technicznego zmieniliśmy nitkę na cienkie druciki, które przewlekaliśmy przez dwie dziurki w roku planszy i zakręcaliśmy na stelażu. O wiele szybsze i równie trwałe jak żmudne przyszywanie igła i nićmi.

Sama praca poszła dość sprawnie w zgranym i sprawdzonym przy poprzednich choinkach zespole. Stopniowo zaczepialiśmy kolejne warstwy, korygowaliśmy układ i tak warstwa za warstwą. Z okazji montowania całości drucikami, zostawiłem na tegorocznej choince nawet trochę swojego DNA z poranionych palców 🙂

Jedyną niespodzianką w trakcie finalnych pracy było jedynie to, że źle wyliczyliśmy szerokość ostatniej warstwy z wydarzeniami. Zrobiłem za szerokie panele, które po rozmieszczeniu nie miały prawie przerwy pomiędzy sobą, przez co zaburzona była symetria. Skończyło się na docinaniu całości i drobnych przetasowaniach.

 

praca 2
już tylko zostało podziwiać swoją pracę
Efekt końcowy

Ostateczny efekt choinki po zakończonym montażu, umieszczeniu podświetlenia i uprzątnięciu był dość ciekawy. Dyplomatycznie rzecz ujmując nie przyćmiła ona urodą naszych wcześniejszych konstrukcji. Nie taki był cel. Ma bogatszy przekaz i wyraźniejszą „misję” niż wszystkie wcześniejsze. Przy takiej choince można spędzić sporo czasu, oglądając poszczególne plansze, podziwiając widoki i wspominając minione dzieje.

O wiele ładniej całość prezentuje się z pewnością w ciemnościach, kiedy wyraźnie widoczne jest podświetlenie i gra skierowanych ku górze świateł w przerwach między panelami. Za to mało wtedy widać z merytoryki, nad którą tak się napracowaliśmy.

Tegoroczny projekt mogę uznać za udany. Odrobinę wymuszony, ale ostatecznie zrealizowany z sercem i zaangażowaniem równym wszystkim wcześniejszym niestandardowym choinkom. Jest ona dowodem na to, że jak się zaweźmiemy, to jesteśmy w stanie zrobić wszystko jak należy i w terminie.

I tutaj kończę ten przydługi tekst. Już boję się co czeka nas za rok…

Zanim popędzisz dalej, mam do Ciebie prośbę :)

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, możesz wesprzeć niezależnego bibliotekarskiego blogera. Zajrzyj proszę na mój profil na Patronite.pl i postaw mi wirtualną kawę

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, przeczytaj tekst o tym dlaczego warto to zrobić

About the author

Nazywam się Maciej Rynarzewski. Jestem bibliotekarzem, ale takim trochę „inaczej”: mam zdecydowanie odmienne spojrzenie na biblioteki i bibliotekarstwo od urzędowo obowiązującego i nie boję się o tym mówić. Czasem ponoszę tego konsekwencje. Przeważnie piszę na wesoło i z dużą dawką ironii, momentami zdarza mi się zająć jakimś tematem całkiem na poważnie. Oprócz pracy w bibliotece prowadzę własną firmę (Mikroagencja Kreatywna), interesuję się science-fiction i chodzę na spacery z psem. Więcej o mnie znajdziecie tutaj.
Pulowerek na FB