Romana poznałem dawno dawno temu, na jednej z pierwszych konferencji bibliotekarskich na jakie się wybrałem. Myślę że mogło to być któreś Forum Młodych Bibliotekarzy, albo Kongres Bibliotek. Energiczny facet w średnim wieku z brodą i uśmiechem na twarzy. Pierwsze co zauważyłem, to że jak na swój wiek zachowujący się „odmiennie”… czyli normalnie. A o tym, że Roman jest wieloletnim dyrektorem Biblioteki Miejskiej w Sopocie dowiedziałem się długo potem, bowiem nie roztacza wokół siebie nikomu niepotrzebnej aury władzy w stylu „Ja! Dyręktor”. Nie nosi zakurzonych garniturów z lat 90tych, a nowe technologie ogarnia lepiej niż niejeden nastolatek (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu – zerknijcie tylko na jego instagrama!). Nie zamyka się wyłącznie w światku bibliotek publicznych – czerpie inspiracje i dzieli się wiedzą z pracownikami różnych instytucji kultury w całej Polsce. A dodatkowo oprócz bycia dobrym szefem biblioteki…  jest normalnych facetem, z którym można usiąść przy kawie lub piwie i zwyczajnie porozmawiać.

 za biurkiem biblioteki w Naevsted (miasto partnerskie Sopotu)
za biurkiem biblioteki w Naevsted (miasto partnerskie Sopotu)

 

***

Niniejszy tekst jest inauguracją cyklu wywiadów na pulowerku. Jeśli spodoba Wam się i chcielibyście spotkać z kolejnymi ciekawymi osobami z naszej branży, możecie wesprzeć mnie na portalu Patronite. Dzięki waszemu wsparciu będę mógł (oprócz zwykłych wpisów) regularnie, raz w miesiącu przedstawić Wam nowy wywiad (a przy okazji możecie zgarnąć dużo fajnych rzeczy dostępnych tylko dla Patronów). Więcej informacji na moim profilu Patronite. Koniec przerwy reklamowej…

***

Zapraszam czytelników Pulowerka na spotkanie z Romanem Wojciechowskim:

Maciek Rynarzewski: Wymyśliłem sobie, że naszą rozmowę zaczniemy od ustalenia pewnych pryncypiów, które mogą interesować moich Czytelników: Kot czy pies? Kawa czy herbata? Zakładka czy zaginanie rogów? Papier czy ebook?

Roman Wojciechowski: Ach te stereotypy! I tylko dwie odpowiedzi? Ich wybór to zaszufladkowanie przepytywanego. Lubię zwierzęta. Zgodnie z dyrektywą Boba Dylana “One more cup of coffee” powinna być tylko kawa ale dobra herbata też nie jest do pogardzenia. Trochę te pytania, które są wykluczające, nie za bardzo mi się podobają 😉 np. ten słynny podział papier czy e-book? Jestem fanem tekstu, z którym obcuję czytając go. Nie można zapytać wielbiciela muzyki, co woli: streaming czy winyle, bo przecież kocha muzykę. Czyli lubię zwierzęta i książki na różnych nośnikach i preferuję kawę. Cóż, wyznam grzech młodości: owszem zaginałem rogi. Dziś pamiętam, gdzie skończyłem. Teraz posiadając czytnik scedowuję to na niego.

MR: Ok, czyli jednak częściej sięgasz teraz po czytnik – wygoda wygrywa 🙂 A czy masz jakieś sensowne wytłumaczenie, dlaczego zostałeś bibliotekarzem?

RW: Nie napiszę, że z poczucia misji. Kiedyś było to, obok muzeów, jakieś miejsce pracy, w którym można się było przechować. Kiedy już tam trafisz, to widzisz (to oczywiście moja perspektywa) tu użyję filmowego tytułu – “Świat, który zaginął”. I taki osobnik jak ja widzi, że można to miejsce zmienić, nadać mu jakiejś dynamiki i myślę, że mi się to udało.

Czyli gdzieś tam w tyle głowy wiedziałeś, że chcesz mieć wpływ na to jak wyglądają i działają biblioteki. Muszę Cię zmartwić, ale niektórzy nazwaliby to poczuciem misji 🙂 To jeszcze powiedz nam, czym dokładnie zajmujesz się jako bibliotekarz-dyrektor? Oczywiście nie chodzi tu o zakres obowiązków, ale o to co tak naprawdę robisz – opisz „cywilnymi” słowami, tak jak wytłumaczyłbyś to np. swojej córce.

Mógłbym zacząć tak, jak myślą inni, czyli przychodzę piję kawę i czytam książki. Nie jest tak.

Lena: No więc jak?

Ja: Co robię? Telefonuję i do mnie telefonują. Podpisuję masę papierów, bo procedur i zadań coraz więcej. Odpowiadam na szereg pytań, tworzę procedury i je wdrażam…

Lena: No ale to nie jest praca…

Ja: Tak, to jest administrowanie. Prócz tego wymyślanie nowych koncepcji pracy, szukanie urządzeń technologicznych do zastosowanie w bibliotekach, promocja naszej placówki, czytanie literatury fachowej, kontrola placówek, bywanie na różnych bibliotecznych imprezach, nadzorowanie pracy innych bibliotekarzy, szukanie finansów na różne dodatkowe działania biblioteki, bywanie na komisjach …itd. itd.

Lena: Tata, no ale robisz przecież Instagrama i Twittera…

Ja: No tak, to też…Także reprezentuję bibliotekę na różnych konferencjach i spotkaniach, nawiązuję współpracę z innymi bibliotekami…

Lena: Oj dosyć, wolę iść do Sopoteki i nauczyć się obsługiwać roboty, a ty umiesz?

Ja: Tak, takie rzeczy też muszę umieć, bo szef, który nie umie posłużyć się narzędziami używanymi w pracy bibliotecznej, to żaden szef.

Lena: A ty wcześniej też pracowałeś w bibliotece?

Ja: Tak, przeszedłem wszystkie działy jako szeregowy bibliotekarz.

Lena: Ale z dziećmi, tak jak Pani Asia z Miniteki, to już ci tak nie pójdzie…

Ja: Oj Lena jasne, z Panią Asią nie mam szans…

A tak ogólnie to bibliotekarstwo to bardziej misja czy praca?

Na tak postawione pytanie mogę jedynie wybuchnąć śmiechem. W życiu nauczono mnie jednego, dobrze wykonuj swoją pracę. Tu mogę polecić “Traktat o dobrej robocie” Tadeusza Kotarbińskiego, bo np. misja w ustach polityka, oznacza chwalebną darmochę lub wynagrodzenie w postaci miski ryżu. Możemy posłużyć się także nomenklaturą filmową: “Misja na Marsa”, a w przypadku płac organizatorzy zawsze nam mówią “Mission Impossible”. To normalna praca, wymagająca wiedzy ogólnej, znajomości technologii, to praca dla ludzi świetnie zorganizowanych… Zagalopowałem się, przez pryzmat naszych płac, które przegrywają z płacami w Lidlu czy Biedronce, jasno widać, jak nas widzą decydenci…

Jeśli nie bibliotekarstwo to co? Jaki inny zawód mógłbyś/chciałbyś wykonywać?

Ha! Mogę napisać tak, żadnej pracy się nie boję. Jestem wykwalifikowanym mechanikiem automatyki przemysłowej i pracowałem ciężko zanim zostałem praktykiem bibliotecznym. Poza biblioteką pracowałem także w muzeum, ale to bardzo zamknięty świat. Kiedyś marzyłem o karierze archeologa, później historyka, co skończyło się na ukończeniu historii, ale dziś? Może praca w mediach społecznościowych, może praca we własnej, małej księgarni, a może praca testera nowych gadżetów technologicznych. To wbrew pozorom trudne pytanie…

Jakie jest Twoje nastawienie do stowarzyszeń branżowych? Czy są dziś potrzebne, czy dobrze spełniają swoją rolę w reprezentowaniu obecnego bibliotekarstwa?

Myślę, że są potrzebne i ważne, ale czy spełniają swoją rolę? Tu już jest trudniej, bo kiedy mówimy o prestiżu tego zawodu, który dostrzegamy w USA, Wlk. Brytanii czy w Skandynawii, to zastanawiam się, gdzie były te organizacje po 1989, kiedy zmieniło się wszystko? Jedna ustawa z 1997 (z lekkim liftem), to wszystko, co w ramach sformalizowanego bibliotekarstwa osiągnęliśmy. Zamiast tego, cała energia poszła w rozbudowę ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, czyli ustawy o wszystkim dla wszystkich z branży kultura. Wiem, że jest konieczna, ale mamy swoją. Uważam, że istniejące organizacje muszą zmienić swój trochę letargiczny status, na aktywnego uczestnika działań legislacyjno – organizacyjnych i stać się liczącym głosem. Rzekłbym z głosem donośnym i mającym cechy „głosu” Bene Gesserit.

Ha! To może kontynuując metaforę z “Diuny” – potrzebni są jacyś Fremeni, którzy zniszczą “system” i zmienią zasady gry?

Zagrać w grę Muad Diba? Ale to było powstanie o bardzo niedemokratycznym charakterze, a ja nie aspiruję do roli Kwisatz Haderach. I drugie smutne stwierdzenie, że u nas nie ma Fremenów, niestety.

Co najbardziej kochasz w bibliotekach/bibliotekarstwie?

Myślę, że takie miejsca jak Sopoteka, ze swobodnym dostępem do różnorakich zbiorów i bardzo dużą i zróżnicowaną ofertą. I tu już powinieneś dopisać „audycja zawiera lokowanie produktu”. W bibliotekarstwie lubię to, czym może się stać na bazie doświadczeń z Sopoteką.

Co z kolei wkurza cię w naszej branży?

Najbardziej w tej branży nie podoba mi się to, że jest tak nędznie opłacana, a tak wiele trzeba umieć. Czasem myślę sobie, że mamy stawki chińskich kulisów budujących amerykańskie trakty kolejowe.

Inną rzeczą, ale to anegdotycznie: jest taki film „Asterix i Kleopatra” i tam architekt Marny Popis na uwagę Kleopatry, że mógłby coś zrobić, żeby nie śmierdziało (klatka z krokodylami) odpowiada dosyć lekceważąco „no przecież jest odpływ, zawsze tak robiliśmy i było dobrze”.

Myślenie konserwujące, rutynowe i przestarzałe działania, nastawienie tylko na produkty powstałe w epoce Gutenberga, sentymentalizm rodem z Levinsona. To najbardziej mi się nie podoba, ale brak podstawowego narzędzia, jakim jest sensowna polityka płacowa z elementami awansu finansowego, niestety ogranicza chętnych do zmian, bo „po co mam się wyginać za 2200 brutto”. Przepraszam, może od stycznia za 2300…

Na pewno nie lubię w tym zawodzie słabej otwartości na dynamiczny świat: „u nas to nie wyjdzie, nie mamy na to środków” i wiele podobnych sformułowań. Świat się zmienia i nastawienie na szczęście pomału też. Może polityczne kręgi kiedyś zrozumieją, że to biblioteki z dostępem do bram wiedzy, są ostoja wolnej i nieskrępowanej myśli, i że do tego potrzeba ludzi otwartych na świat i elastycznych, nie tylko w naszym zawodzie.

Wróćmy do tego drażliwego i smutnego tematu niskich uposażeń w branży. Twoja perspektywa jako pracodawcy/dyrektora jest inna niż bibliotekarzy stojących za ladą – czy masz pomysł co z tym zrobić, że niedługo wszyscy oprzemy się o najniższą krajową. Jak w takich warunkach pozyskać na stałe nowych energicznych pracowników, którym się „będzie chciało”.

Zmienić ludzi/polityków, decydujących często po amatorsku o świecie kultury. Tu kluczem jest sensowny układ płacowy, na który ludzie kultury będą mieli wpływ, a nie że dostaną od polityków to, co oni uważają. Dobrze opłacana kultura i jej kadry z dalekosiężną strategią, mogą być podstawą sukcesu. Jasne, że nie generujemy zysków bezpośrednich jako biblioteki, ale ponieważ dysponujemy szerokim wachlarzem ofertowym, możemy być poważnym graczem na rynku wartości dodanej. Tutaj właśnie musi zmienić się umysłowość decydentów. Czy stawiamy na szybki zysk, w postaci mieszka dukatów? Czy może na rozwój człowieka, na jego zaktywizowanie w świecie obojętności i nauczenie go wielu rzeczy, które uczynią go przedmiotem a nie podmiotem rozgrywek politycznych? Biblioteki zawsze były pomocą w kształtowaniu postaw zaangażowanych i aktywnych, a tego chyba najbardziej nam brakuje. Może to idealizm, lecz kiedy patrzę na pomnik stulecia Finlandii, czyli Bibliotekę, a u nas widzę patriotyczne igrzyska, to zastanawiam się, kto postawił na obywatela, który jest zawsze siłą sprawczą danego kraju? To była odrobina patetyczności.

Środkiem na takie zmiany jest wybranie pozytywistycznej, ciężkiej pracy na każdym szczeblu, a nie romantyczny lot w przeszłość. To jest klucz do sukcesu.

Rozważając taką całkowicie hipotetyczną sytuację: gdyby ktoś zaproponował ci „redukcję zatrudnienia” i rozdzielenie zaoszczędzonych środków między pozostałych pracowników? Uważasz, że to sensowne rozwiązanie?

Nie, bo w dalszej perspektywie owe zaoszczędzone środki giną. Natomiast przywołując Małopolskie Forum Kultury, zacytuję dyrektora Tomasza Makowskiego “jest was za dużo”.

Oczywiście możemy dyskutować, czy ma rację czy nie, ale problem pozostaje do rozstrzygnięcia. Na to pytanie można odpowiedzieć tak: można po solidnej analizie lokalnej struktury (nie tylko bibliotek) instytucji kultury, możemy zaproponować zmiany i to takie, które pozwolą zaoszczędzone środki wykorzystać efektywniej. I to za każdym razem jest prawda. Musimy sobie jasno powiedzieć, że stawiamy na jakość, a nie na ilość. Jak teatr, to jeden a dobry. To samo dotyczy galerii, bibliotek itd.

Każdy nowy twór kulturalny, a z zasady są non profit, to konkretne wydatki budżetowe i nie można tworzyć takich bytów w nieskończoność. Rozumiem, że każdy chce widzieć za rogiem bibliotekę, teatr, galerię, ale to myślenie egoistyczne, nakierowane tylko na potrzeby indywidualne. Nie jest to już myślenie w skali organizmu gminnego czy miejskiego, który ma konkretne zasoby.

Jako dyrektor oczywiście zatrudniasz bibliotekarzy. Ciekaw jestem, czy masz jakieś sprawdzone sposoby na wyłowienie najlepszych z najlepszych, jakieś pytanie które zawsze zadajesz podczas rekrutacji? A może masz jakieś psychologiczne sztuczki, które pozwalają Ci rozeznać się, czy dana osoba będzie pasować do zespołu?

Od długiego czasu nie zatrudniam bibliotekarzy, a raczej fajnych i ogarniętych ludzi. Niektórzy to doktorzy, a inni ludzie po maturze. Czasem dziennikarze, czasem ludzie po różnych kierunkach studiów… Hmm, człowiek wbrew tym wszystkim procedurom rekrutacyjnym, jest najbardziej wrażliwą i jednocześnie nieodgadnioną częścią struktury biblioteki. Cenię otwartość, pracowitość, elastyczność i umiejętność dostosowania się do zmian. Nie zawsze dobrze wybieramy, ale cóż, błądzić jest rzeczą ludzką. Jednego tylko nie rozumiem – tej powszechnej fascynacji dyplomami uczelni, które są warunkiem wielu rekrutacji. Nadmiar dyplomów, to ich deprecjacja. Potrzebni są świetni praktycy, ludzie znający swoją robotę lub ludzie, którzy przed ciężką pracą nie zasłaniają się dyplomem wyższej uczelni i przekonaniem o własnej wyższości. Jak w każdym zakładzie, zatrudnienie powinno być zróżnicowane.

Co chciałbyś osiągnąć jako bibliotekarz?

Hmm? Najgorszym ze scenariuszy jest spełnienie wszystkich marzeń, bo to oznacza kres. Mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia, ale nie będę o tym mówił. Nie chcę zapeszyć. Muszę powiedzieć, że sporo już osiągnąłem, ale będę zawsze podkreślał w tych osiągnięciach rolę całego naszego zespołu – tych, którzy już z nami nie pracują i tych, którzy tworzą Bibliotekę Sopocką dzisiaj.

Może jednak zdradzisz naszym czytelnikom jakiś drobny cel zawodowy, nad którym pracujesz lub planujesz w najbliższej przyszłości?

Obecnie pracujemy nad strategią rozwoju naszej biblioteki. Musimy określić jej rolę na nowo. Nie ukrywam, że inspirującym przykładem jest biblioteka z miasta partnerskiego Naevsted w Danii. Pierwszy cel inwestycyjny, to nieduża biblioteka familijna, która będzie realizowana razem z Art Inkubatorem w kompleksie parkowym przy ulicy Goyki w Sopocie.

Masz jakieś hobby- sposób na odreagowanie trudów pracy w bibliotece?

Jasne – życie rodzinne! No i oczywiście książki, książki… i jeszcze trochę książek – bez względu na ich nośnik, nowe media, rower i Godzille.

Godzille?! Chodzi Ci o tego wielkiego potwora z Japonii, który depcze miasta?

Dokładnie. Można to nazwać sentymentalizmem z czasów kina mojego dzieciństwa, którym obecnie zarażam swoją drugą córkę 🙂 Pierwsza została wierna „wszczepionemu” Marvelowi i DC.

Czy możesz dokończyć zdanie: eBooki i czytniki książek są…?

Kolejnym przejawem szybko postępujących zmian w otaczającym świecie i są kolejnym narzędziem, które używamy. Nie wiemy co je zastąpi za parę lat. Nie są wrogiem książek, które tak samo są narzędziem do poznania myśli ludzkiej jak przedtem były rękopisy, manuskrypty czy gliniane tabliczki. Jako człowieka zawsze interesował mnie przekaz, niekoniecznie forma.

Moja ulubiona książka/pisarz to…?

To bardzo trudne, bo percepcja i upodobania zmieniają się z upływem lat. Fakt, że w chwili obecnej raczej czytam książki non-fiction, ale moją słabością jest i będzie cykl Diuna Franka Herberta.

Mój największy jak dotąd sukces zawodowy to…?

Chcesz ze mnie zrobić samochwałę? Nie mogę oceniać sam siebie w tych kategoriach. To nie moja rola:)

No dobrze, rozumiem, że ciężko samemu się chwalić. To zapytam może inaczej: którą z nagród i wyróżnień otrzymanych przez Bibliotekę Sopocką (a jest ich sporo) darzysz największym sentymentem?

Banalnie każdą, bo z każdą mam jakieś wspomnienia, ale na pewno pierwsza nagroda w konkursie „Biblioteka – lokalne centrum informacji, kultury i edukacji” zorganizowanym przez Bibliotekę Narodową, SBP i Tygodnik “Przegląd” w 2004 roku otrzymana z rąk dyrektora BN Jagiełły i tegoroczna nagroda Ikar otrzymana na Targach Książki w Warszawie.

Jak twoim zdaniem będzie wyglądało bibliotekarstwo/branża za 10 lat?

Temu poświęcone było Małopolskie Forum Kultury i nie padły przekonujące odpowiedzi, bo nie wiadomo jak będzie wyglądał świat za 10 lat w świetle różnych prognoz. Wystarczy jeden przełom w stylu, kiedy telefon zastąpił smartfon. Kiedy technologia dokona następnego dynamicznego kroku? A jeśli to będzie bezpośredni kontakt mózgu z inteligentnym interfejsem komputerowym lub czymś innym co będzie pełniło tę rolę, to…? No właśnie, to biblioteki w dzisiejszym kształcie znikną. Na pewno nie zniknie zapotrzebowanie na dane. Myślę, że teraz powinniśmy mocno zająć się zdefiniowaniem na nowo pojęć biblioteka i bibliotekarz, co sygnalizowałem w swoim wystąpieniu w Zielonej Górze (Biblioteka Multimożliwości).

Jeśli już jesteśmy w temacie przedefiniowywania kształtu i roli biblioteki to nie sięgając specjalnie w odległą przyszłość: jakie jest Twoje zdanie w temacie łączenia bibliotek z domami/centrami kultury.

A nie uważasz, że biblioteki, oczywiście publiczne, już są tymi centrami kultury?

Oczywiście że tak. My to wiemy, nasi czytelnicy to wiedzą, ale dla “czynników decyzyjnych” tym bardziej oznacza to dublowanie się funkcji dwóch instytucji. Gdybyś miał się np. połączyć z MDK w Sopocie – jak byś na to zareagował – za? przeciw? … i dlaczego?

Ze względów formalnych nie widzę przeciwwskazań, ale organizacyjnie trzeba by było pomyśleć, by żadna funkcjonalność nie była potraktowana po macoszemu. Połączenie odbyłoby się pod egidą Biblioteki. Nie bałbym się takiego rozwiązania.

I ostatnie pytanie naszego wywiadu. Jako że jesteś bardzo mobilny – często można spotkać Cię i usłyszeć na ważnych branżowych konferencjach, nie tylko w środowisku bibliotek publicznych. Chce Ci się włóczyć tyle po kraju?

Wiesz, że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju i może stąd chęć przekazania tego, o czym staram się mówić od lat ludziom, którzy chcą tego słuchać i sensownie polemizować. Trudniej na własnych śmieciach przekonywać do własnych podyktowanych praktyką racji. No ale to znany mi problem z opowieści innych dyrektorów, których racje merytoryczne często przegrywają z tak zwanymi innymi względami. I jeszcze jedno – często gorsze rozwiązania są wdrażane kosztem lepszych. Gorszy pieniądz wypiera lepszy. Gorsza technologia, acz masowa, wypiera lepszą. I tak w kółko. Stąd może to włóczenie się, ot misja niczym w utworze SBB – Ze słowem biegnę do Ciebie.

Kiedyś usłyszałem od swojego zwierzchnika (fakt, było to dawno) coś takiego: nie bądźcie przylepieni do stołków, podrózujcie, nawiązujcie kontakty, uczcie się. Wiem, biblijnie to brzmi, ale takie spotkania, to włóczenie, przynoszą obustronne inspiracje i pozwalaja modyfikować dalekosiężne plany oraz konfrontować z innymi swoje poglądy.

Dziękuję Ci za to, że poświęciłeś swój cenny czas na udzielenie mi wywiadu. To może jeszcze jakaś końcowa odezwa do bibliotekarzy na całym świecie?

To może zakończę cytatem z Nawigatorów Diuny: „Są tacy, którzy postrzegają wpływy i władzę raczej jako nagrodę niż odpowiedzialność. Tacy ludzie nie będą dobrymi przywódcami”. I tyle.

Zanim popędzisz dalej, mam do Ciebie prośbę :)

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, możesz wesprzeć niezależnego bibliotekarskiego blogera. Zajrzyj proszę na mój profil na Patronite.pl i postaw mi wirtualną kawę

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, przeczytaj tekst o tym dlaczego warto to zrobić

About the author

Nazywam się Maciej Rynarzewski. Jestem bibliotekarzem, ale takim trochę „inaczej”: mam zdecydowanie odmienne spojrzenie na biblioteki i bibliotekarstwo od urzędowo obowiązującego i nie boję się o tym mówić. Czasem ponoszę tego konsekwencje. Przeważnie piszę na wesoło i z dużą dawką ironii, momentami zdarza mi się zająć jakimś tematem całkiem na poważnie. Oprócz pracy w bibliotece prowadzę własną firmę (Mikroagencja Kreatywna), interesuję się science-fiction i chodzę na spacery z psem. Więcej o mnie znajdziecie tutaj.
Pulowerek na FB