Biblioteki 2020 – czy jest jeszcze o czym pisać?

Bibliotekarstwo –  jesień 2020. Po dziwnej wiośnie i w miarę normalnym lecie, weszliśmy z niezłym rozmachem w (być może) najdziwniejszą jesień jaką dane nam będzie przeżyć. Obyśmy przeżyli jeszcze dziesiątki jesieni, ale niech będą one zwykłe i nudne niczym nowe numery Bibliotekarza.

Co więc słychać w branży? Jak ja to widzę ze swojego miejsca? Czy jest jeszcze o czym pisać?

1

W ciągu ostatnich dwóch tygodni trzy cztery razy zmieniali mi system i godziny pracy w związku z covidowym zagrożeniem. Człowiek ani do lekarza, ani do fryzjera się nie umówi bo nie wie co będzie robił za dwa dni. Nie tego typu adrenaliny szukałem wybierając karierę bibliotekarza :D. To wszystko sprawia wrażenie czegoś pomiędzy pożarem w przedszkolu, a kurczakiem biegającym po odcięciu głowy. Całkowicie bez sensu, o tym nie warto pisać. Teraz. O zarządzaniu (ludźmi) w bibliotekach może innym razem. Warto pomyśleć jednak o czytelnikach, którzy w większości bibliotek muszą obecnie co chwila uczyć się nowego „rozkładu jazdy” biblioteki i szkolić się w nowych, wymyślnych sposobach interakcji z nią. Ci najwytrwalsi i ci co naprawdę muszą przyjdą i pokonają minotaura w labiryncie. Pozostali kupią/ukradną ebooka, zamówią sobie książę z allegro do paczkomatu pod domem, albo po prostu włączą telewizję.

2

Minister nauki zlikwidował bibliotekarstwo naukowe. Nie ma już bibliotekarzy dyplomowanych. Nie żeby dźwigali oni w szczególny sposób naszą profesję na wyżyny intelektu, ale zawsze była to jakaś opcja dla tych ambitniejszych. Od teraz teoretyczne podstawy dla praktycznej pracy bibliotekarzy będą ekskluzywnie tworzyli bibliotekoznawcy, czyli (w większości) ludzie którzy nie przepracowali w bibliotece ani miesiąca (pozdrawiam nieliczne wyjątki!).

3

SBP niby jest, ale praktycznie nie istnieje w przestrzeni publicznej – już dawniej wydawało się że nie można mieć mniej aktywnej działającej organizacji branżowej, ale jak widać myliłem się. SBP zareklamowało się samo, lepiej niż wszyscy hejterzy i zawistnicy sobie to wymarzyli. W żadnej z kluczowych kwestii nie usłyszeliśmy stanowczego głosu ze stolicy i pewnie już nie usłyszymy. Bardzo sprawnie udostępniają za to wszystko co ogłosi Narodowa 🙂

4

Druga organizacja branżowa, która miała powstać jako odpowiedz na zaniedbanie bibliotek naukowych i ich pracowników przez samo SBP chyba niestety nie złapie odpowiedniego rozpędu, żeby realnie się ukonstytuować. Po całkiem udanym, choć niedecyzyjnym zjeździe w minionym roku, planowane były kolejne kroki, zjazd założycielski etc etc. Pojawił się COVID i plany wzięły w łeb. Ci którzy nadawali ton dyskusji zaraz odejdą na emeryturę, a młodzi muszą zająć się życiem i zapewnieniem sobie bytu (bo już nie mają pensji naukowców-bibliotekarzy). Wpisuję w wyszukiwarkę „Stowarzyszenie Bibliotek Instytucji Naukowych” i nie wyskakuje nic ciekawego. I tak już niestety pewnie zostanie.

5

Konferencji, szkoleń i spotkań na żywo nie ma i nie będzie… pewnie przez kilka(naście) kolejnych miesięcy. Za chwilę okaże się że nie były potrzebne – i w wielu wypadkach tak już zostanie. już od dawna tematyka konferencji bibliotekarskich była w dużej mierze miałka i wtórna. A może w tym wszystkim oswoimy się przymusowo na tyle z „onlajnem”, że wyjdzie z tego coś dobrego. Szkoda tylko tych okazji żeby spotkać się i pogadać w kuluarach – przecież o to tak naprawdę chodziło w wielu imprezach 🙂

6

Książki są nam potrzebne, żeby oderwać się od rzeczywistości i spędzić miło trochę czasu, ale w sumie to najbezpieczniej czytać ebooki, bo nie trzeba zbliżać się do skupisk ludzkich. A swoją drogą zaraz minie rok odkąd mamy niższy – 5% VAT na książki elektroniczne – analogiczny jak na te papierowe. Niestety nie spowodowało to jednak obniżki cen ebooków. Bo czemu by miało, kilak złotych różnicy nie spowoduje że ktoś nagle zacznie szuflować tytuły dziesiątkami na swojego kindla. Z drugiej strony mam wrażenie, że to właśnie książki papierowe są sprzedawane w cenie dużo poniżej swojej wartości. Ostatnio zamawiałem dwie nowości wydawnicze (nic wielkiego – ot zwykłe czytadła, ale znanych i cenionych osób ze świata muzyki i radia) po 20zł sztuka! 200-300 stron – pełen kolor, dobry papier, rozsądny format, uznane wydawnictwa. Zgroza.

7

Rząd szykuje zwolnienia w budżetówce, ale tylko w tych ważnych sektorach. Biblioteki prawdopodobnie nie dostaną po kadrach, bo ich lwia część to problem samorządów. Dodatkowo większość z nas zarabia tak marnie, że w przeciwieństwie do pracowników ministerstw i urzędów centralnych, nasze pensje nie zrujnują budżetów. Jeden dyrektor departamentu jest pewnie wart tyle co średniej wielkości biblioteka powiatowa 🙂

Czy jest jeszcze o czym pisać? Czy komuś chce się jeszcze pisać? Czy komuś chce się jeszcze czytać?

Komentarze

About the author

Pracuję w bibliotece i od 2009 roku, przez 10 lat pisałem o tym na blogu Pulowerek.pl. Razem ze współpracownikami napisaliśmy ponad 1600 tekstów i narobiliśmy sporo hałasu w branży. Ta formuła wyczerpała się jednak już jakiś czas temu. Teraz szukam nowego sposobu na znalezienie ujścia codziennym przemyśleniom, frustracjom i zachwytom. Stąd pomysł aby Pulowerek dotychczas traktujący głównie o bibliotekach, poszerzyć o inne tematy które mnie interesują jako konsumenta i uczestnika popkultury. Bo oprócz bycia bibliotekarzem, prowadzę firmę, oglądam seriale, czytam książki, nie jem mięsa i podziwiam świat. Jest o czym myśleć i pisać.

Leave a Reply