<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>pulowerek.pl &#187; felieton</title>
	<atom:link href="http://pulowerek.pl/tag/felieton/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://pulowerek.pl</link>
	<description>Just another WordPress weblog</description>
	<lastBuildDate>Fri, 03 Feb 2012 09:40:33 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Biblioteka kuźnią pomysłów… nie zawsze mądrych.</title>
		<link>http://pulowerek.pl/2010/08/biblioteka-kuznia-pomyslow-nie-zawsze-madrych/</link>
		<comments>http://pulowerek.pl/2010/08/biblioteka-kuznia-pomyslow-nie-zawsze-madrych/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 05 Aug 2010 07:53:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[O nas Bibliotekarzach]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<category><![CDATA[pomysł]]></category>
		<category><![CDATA[wynalazek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pulowerek.pl/?p=6832</guid>
		<description><![CDATA[Praca w bibliotece to dla mnie wciąż i na nowo niesamowicie stymulujące intelektualnie zajęcie. Nie chodzi już nawet o wyzierające na człowieka z każdego kąta książki. Przed tym jeszcze można się obronić. Biblioteka to jednak także współpracownicy, czytelnicy i rozmowy z nimi przy rytualnej herbacie/kawie (a ostatnio także yerba mate…). A z tego to już [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Praca w bibliotece to dla mnie wciąż i na nowo niesamowicie stymulujące intelektualnie zajęcie. Nie chodzi już nawet o wyzierające na człowieka z każdego kąta książki. Przed tym jeszcze można się obronić. Biblioteka to jednak także współpracownicy, czytelnicy i rozmowy z nimi przy rytualnej herbacie/kawie (a ostatnio także yerba mate…). A z tego to już może naprawdę wyniknąć COŚ.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="cursor: -moz-zoom-in;" src="http://www.sitesplus.co.uk/user_docs/118/Image/People%20around%20lightbulb%20from%20clipart%20j0433057.jpg" alt="http://www.sitesplus.co.uk/user_docs/118/Image/People%20around%20lightbulb%20from%20clipart%20j0433057.jpg" width="400" height="320" /></p>
<p>Nie wiem czy wy też tak macie, ale czasem w pracy nagle uderza mnie jakiś niesamowity i nieoczekiwany pomysł. Wtedy kiedy muszę przejść kilkadziesiąt metrów do centralnej drukarki. Od razu zapala mi się żarówka, że może warto byłoby zaprojektować samobieżną robo-drukarkę, która korzystając z gps sama podjeżdżałaby do komputera z którego wysłany został do niej plik. W sumie nic trudnego, skoro mamy już <a href="http://www.roomek.pl/" target="_blank">robo-odkurzaczy</a> czy też <a href="http://www.robokosiarki.info/kosiarka-robot-Wiper-Blitz" target="_blank">robo-kosiarki</a>.  Moim zdaniem rzecz warta opatentowania… pewnie zrobi to za mnie ktoś inny, ale mniej więcej o to chodzi mi w kwestii stymulującej intelektualne pracy w bibliotece. Albo inny pomysł. Czajnik na wodę z wbudowanym timerem pozwalającym na to by woda była w sam raz gorąca na wasze przyjście do pracy. Autobus do pracy przyjeżdża o godzinie 7.30? nie ma problemu, wystarczy ustawić by czajnik włączył się o 7.25 i już zaraz po wejściu do pracy możecie sobie zalewać herbatkę. Proste, a można podobny efekt uzyskać montując np w gniazdu urządzenie z timerem. Ale czajnik byłby niezłym bajerem. A może już taki jest? Nieważne.</p>
<p>Podobnie sprawa ma się z życiem społecznym w bibliotece. Nie mogę się opędzić od patrzenia na nie jak na jakąś telenowele, jak na gotowy scenopis dla serialu komediowego. Oglądaliście kiedyś<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Technicy-magicy" target="_blank"> IT Crowd (pol. Technicy-magicy)</a>? Jeśli tak to doskonale rozumiecie. Jeśli nie to proszę koniecznie nadrobić ta niedoskonałość w rozwoju kulturalnym. Z kolegami od pracy i herbaty mamy już nawet gotowy zarys scenariusza, tytuł i pomysł kilku odcinków. Murowany hicior! Tylko jeszcze znaleźć producent i ludzi którzy będą to oglądać. Znacie produkcje typu<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Camera_Caf%C3%A9" target="_blank"> Camera Cafe</a>? Widzieliście australijski serial<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/The_Librarians_%28TV_series%29" target="_blank"> The Librarians</a>? Dałoby się coś takiego bez problemu zrobić w naszym kraju. Wystarczy przejrzeć blogosferę. Gagów i skeczy na kilka serii nie zabraknie na pewno! Echh. Jak na razie musi wam wystarczyć  (jakże zacny!) nasz pulowerkowy komiks. Ale kto wie czy za jakiś czas nie zajmiemy się produkcją serialu, który zawojuje umysły zarówno bibliotekarzy jak i niewiernych.</p>
<p>Zdarza się jednak, że duża ilość czasu w pracy może stać się naszym najgorszym wrogiem. Proca ze spinaczy może stać się naprawdę groźnym  twórca jednookich bibliotekarzy. Zabawa w kręgle z wykorzystaniem XIXwiecznych książek to także pomysł z kategorii tych bardziej ryzykownych. Podobnie jak berek w magazynie, wyścigi na wózkach i wspinaczka wyskoregałowa…</p>
<p>Niemniej trenujcie kreatywne myślenie w pracy. Dzięki temu zachowacie sprawność umysłu na długie lata i może dorobicie się wielkiego bogactwa, dzięki któremu będziecie mogli traktować pracę w bibliotece jako przyjemne hobby. W najgorszym wypadku łatwiej będzie wam zachować… zdrowe zmysły.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pulowerek.pl/2010/08/biblioteka-kuznia-pomyslow-nie-zawsze-madrych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pracownik rotacyjny</title>
		<link>http://pulowerek.pl/2010/03/pracownik-rotacyjny/</link>
		<comments>http://pulowerek.pl/2010/03/pracownik-rotacyjny/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Mar 2010 06:38:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[O nas Bibliotekarzach]]></category>
		<category><![CDATA[biblioteka]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<category><![CDATA[magazyn]]></category>
		<category><![CDATA[obserwacje]]></category>
		<category><![CDATA[student]]></category>
		<category><![CDATA[zlecenie]]></category>
		<category><![CDATA[zwyczaje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pulowerek.pl/?p=5201</guid>
		<description><![CDATA[Biblioteka. Instytucja złożona. W sensie metafizycznym jak i fizycznym po prostu. Wielki budynek, którego poszczególne poziomy skrywają niezliczone ilości książek oraz nieco mniejsze ilości pracowników, którzy zajmują się czynnościami, o których przeciętny czytelnik nie ma pojęcia. Bo który student (oprócz studentów bibliotekoznawstwa i archiwistyki) wie co to jest skontrum albo znak proweniencyjny, który wie, iż przyjęcie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Biblioteka.  Instytucja złożona. W sensie metafizycznym jak i fizycznym po prostu.  Wielki budynek, którego poszczególne poziomy skrywają niezliczone  ilości książek oraz nieco mniejsze ilości pracowników, którzy  zajmują się czynnościami, o których przeciętny czytelnik nie ma  pojęcia. Bo który student (oprócz studentów bibliotekoznawstwa i  archiwistyki) wie co to jest skontrum albo znak proweniencyjny, który  wie, iż przyjęcie książki do biblioteki fachowo zowie się akcesem.  Na pewno nieliczni. Zróżnicowana i mająca swój bogaty koloryt grupa  bibliotekarzy dzieli się na kilka podgrup. Na samym dole drabinki  rozwoju  zawodowego stoi młodszy bibliotekarz, a obok tej drabinki stoi jeszcze  jeden typ pracownika. Mowa tu o bibliotekarzu, który wykonuje prace  zlecone. Ma on obowiązek odpracować określoną ilość godzin na  rzecz biblioteki za określoną stawkę. Uczciwa transakcja. Pracownicy  tacy najczęściej są kierowani do komórek, w których aktualnie jest  dużo pracy (na przykład przy przeprowadzce, albo przy akcesji dużej  kolekcji), albo zlecane są im prace, które podlegają jakiemuś działowi,  ale nie jest on w stanie ich wykonać ze względu na małą ilość  pracowników i natłok pracy. Wymyśliłem nawet nazwę (mało oryginalną)  takiego bibliotekarza – pracownik rotacyjny. Krąży on między działami  zdobywając bezcenne doświadczenie oraz wiele nowych znajomości. Bardzo  szybko potrafi również zorientować się w niepisanych zasadach rządzących   biblioteką. A to właśnie takie zasady rzutują na to jaki w bibliotece  panuje klimat oraz to jaka biblioteka w rzeczywistości jest.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="reflect aligncenter" src="http://farm3.static.flickr.com/2793/4441868196_f8968fe800.jpg" alt="Fascykuł by pulowerek." width="400" height="265" /></p>
<p>Stary  komunał i banał mówi, że to ludzie kształtują instytucje.  Z punktu widzenia człowieka z zewnątrz, ale już nasiąkniętego  „biblioteką” pewne zależności rysują się dość ciekawie.  Na pewno istnieje pewien dysonans pomiędzy młodymi a starymi (oczywiście   z wieloma wyjątkami, ale to wyjątki kształtują reguły). Młodzi  chcieliby zmian, większego otwarcia na czytelnika, uwolnienia książek  spod władzy wszechmocnego systemu zarządzania biblioteką na literę  A. Student, czy też czytelnik globalnie, chciałby dotknąć, obejrzeć  książkę przed jej wypożyczeniem w sposób ocierający się o głęboko  prywatne przeżycie, o pewną ludzko-książkową intymność omijając  pośrednictwo Bibliotekarki bądź Bibliotekarza realizującego zamówienie.  Człowiek (przynajmniej ja) ma skłonność do nadawania przedmiotom,  a w szczególności bliskim mu książkom, charakteru innego niż mogłyby  na to zasługiwać przez swoją „gatunkową przynależność”. Krótko  mówiąc, człowiek przyzwyczaja się do książki tak jak do człowieka  czy zwierzęcia. Nie do każdej oczywiście, ale do tych, które mają  dla niego jakąś wartość, czy to sentymentalną, czy to zawodową.  Czytałem kiedyś artykuł o pewnym profesorze fizyki, którego całą  biblioteczkę w gabinecie na uczelni kształtował jeden, stary i wytarty  podręcznik, w który zaglądał zawsze kiedy przychodziła mu do głowy  jakaś innowacyjna i odkrywcza myśl. Ta jedna książka stanowiła  dla niego taką samą wartość jaką dla ludzkości stanowi Biblioteka  Kongresu bądź Biblioteka Watykańska.  Dlatego też im mniej  pośredników na drodze książki z półki w ręce chętnego czytelnika  tym lepiej. Ktoś mógłby mi zarzucić, że przesadzam, że dorabiam  filozofię do systemu wypożyczania książek z biblioteki. Być może  tak jest, ale z drugiej strony dehumanizacja czytelnictwa,  technokratyzacja  bibliotek na pewno nie wpływa dobrze na poziom czytelnictwa. Gdzie  się podziały kameralne, nieco zakurzone i trochę zbyt ciemne biblioteki,   w których za biurkami siedziały srogie, ale skore do pomocy panie?  To się już nie wróci.</p>
<p>Pracownik  rotacyjny, którym bez wątpienia również i ja jestem, przygląda  się całej tej strukturze od środka, ale zachowując jeszcze  pewien poziom postrzegania „z zewnątrz”. Praca bibliotekarza jest  z całą pewnością słabo doceniana i nie wiedzieć czemu nie  cieszy się dużą estymą co jest bardzo dla mnie niezrozumiałe. Pomimo  tego wszystkiego rzadko można spotkać młodego pracownika biblioteki,  który byłby smutny czy zgorzkniały i to jest piękne, że pomimo  niezbyt dużych wynagrodzeń potrafimy śmiać się sami z siebie i  zachowywać dystans do spraw nieprzyjemnych czy po prostu dziwnych,  które dzieją się w naszych bibliotekach.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="reflect  aligncenter" src="http://farm5.static.flickr.com/4023/4441870854_4f20b13925.jpg" alt="Africana by pulowerek." width="400" height="265" /></p>
<p style="text-align: justify;">Miałem  napisać felieton, który byłby ironiczny i z humorem. Chyba nie  do końca wyszło tak jak chciałem, ale z drugiej strony pracując  w ciasnym magazynku patrzy się na bibliotekę inaczej niż spod  przeszklonej  kopuły, na pewno bardziej klaustrofobicznie. Jeżeli ktoś będzie  czytał te moje westchnienia, które niektórzy określą bez wątpienia  mianem „smętów”, to będę dalej stukał w klawisze dzieląc się  spostrzeżeniami człowieka stojącego obok drabiny.</p>
<p style="text-align: right;">Wasz Pracownik Rotacyjny<br />
Piotr</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pulowerek.pl/2010/03/pracownik-rotacyjny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bibliotekarz celebrytą?</title>
		<link>http://pulowerek.pl/2009/11/bibliotekarz-celebryta/</link>
		<comments>http://pulowerek.pl/2009/11/bibliotekarz-celebryta/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Nov 2009 23:23:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[O nas Bibliotekarzach]]></category>
		<category><![CDATA[bibliotekarz]]></category>
		<category><![CDATA[celebryta]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<category><![CDATA[sława]]></category>
		<category><![CDATA[tydzień z życia bibliotekarza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pulowerek.pl/?p=3705</guid>
		<description><![CDATA[Czy potrafilibyście wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś taki jak my – zwyczajny z pozoru bibliotekarz – zostałby obdarzony przyjemnością bycia celebrytą (lub celebrytem – wyrażenie to występuje w obu odmianach gramatycznych)? Po pierwsze z pomocą jakiego poparcia miałby ów pracownik biblioteki zostać osobą znaną z tego, że jest znana? Musiałby co najmniej: uratować życie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czy potrafilibyście wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś taki jak my – zwyczajny z pozoru bibliotekarz – zostałby obdarzony przyjemnością bycia celebrytą (lub celebrytem – wyrażenie to występuje w obu odmianach gramatycznych)? Po pierwsze z pomocą jakiego poparcia miałby ów pracownik biblioteki zostać osobą znaną z tego, że jest znana? Musiałby co najmniej:</p>
<ul>
<li> uratować życie użytkownikowi, którego przygniotły regały</li>
<li> zostać żoną prezydenta dużego państwa (patrz –  Laura Bush)</li>
<li> być redaktorem znanego portalu bibliotekarskiego</li>
<li> nagrać skandaliczną sex-taśmę z udziałem swoim i gwiazdy polskiego kina</li>
<li> w drodze do pracy zostać potrąconym przez samochód pijanego posła na sejm RP</li>
</ul>
<p>Prawdopodobieństwo zostania celebrytą niezależnie od sytuacji jaka by nas spotkała, a którą byśmy raczej wytworzyli (celebryta jest gatunkiem aktywnym) pozostaje jednak smutno mikroskopijne. Niestety nie zmieni tego nawet fakt, że jest się redaktorką, lub redaktorem znanego portalu bibliotekarskiego.</p>
<p>W tym też momencie teoretycznie należałoby zakończyć wszelkie rozważania i powrócić  do pracy w naszym intelektualnym biedaszybie. Załóżmy jednak w laboratoryjnych warunkach, że sytuacja taka zaistnieć może i jest wysoce prawdopodobna. Bibliotekarz zostaje celebrytą. I kropka.</p>
<p><a href="http://pulowerek.pl/wp-content/uploads/2009/11/celebryta.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3706" title="celebryta" src="http://pulowerek.pl/wp-content/uploads/2009/11/celebryta.jpg" alt="celebryta" width="600" height="399" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Tydzień z życia bibliotecznego celebryty:</p>
<p><strong>Poniedziałek: </strong>Kiedy udaje się na zakupy do Biedronki ludzie rozpoznając go (tego celebrytę), przepuszczają go w kolejce, a nawet za niego odstawią koszyk. Kierownik sklepu chce sobie zrobić z celebrytą zdjęcie przy stoisku „Biblioteczka Biedronki” (wszystko za 11.99 pln).</p>
<p><strong>Wtorek:</strong> Kuba Wojewódzki zaprasza go do programu razem z Januszem Gajosem i to Gajos jest gościem drugim w kolejności. Na dodatek celebryta nie musi się przesiadać, kiedy w końcu znajdzie się trochę czasu na przepytanie tego.. no, jak mu tam… Gajosa.</p>
<p><strong>Środa:</strong> Lokalny ośrodek kultury wraz z burmistrzem gminy organizują – w ramach uznania za zasługi (nikt jednak nie wie do końca za jakie) – specjalną nagrodę jego imienia, dla wybitnie uzdolnionych dzieci. Niestety, z powodu wczorajszej wizyty u Kuby Wojewódzkiego (wiadomo!), możemy tylko zgodzić się na telekonferencję… i to bez wizji.</p>
<p><strong>Czwartek: </strong>Dyrektor naszej biblioteki z powodu bycia przez nas celebrytą wyrozumiale daje nam dzień wolny pomimo, że wykorzystaliśmy już wszelkie formy urlopu. Musimy się tylko zgodzić, żeby opowiedzieć nazajutrz naszym współ-bibliotekarzom kilka słów o tym, jak to jest być sławnym. Jak już jesteśmy u niego w gabinecie, żeby to omówić, to my siadamy po jego stronie biurka, a on na zydelku po przeciwnej stronie. Tegoż samego dnia podczas kolejnej wizyty w Biedronce (celebryci też muszą przecież jeść) musimy uciekać z siatkami pełnymi pokarmów przed tłumem ludzi, którzy widzieli nas w telewizji i chcieliby dostać od nas autograf. Na szczęście trafiamy na znajomego (znajomego od czasu wczorajszego afterparty u Kuby) senatora RP, który oferuje nam azyl, immunitet i enklawę w swoim służbowym samochodzie. A siatki z zakupami na 4 piętro wnoszą nam do samej kuchni oficerowie BORu.</p>
<p><strong>Piątek: </strong>Chcąc pokazać, że wciąż przecież jesteśmy tak jak inni: zwyczajnymi wszak ludźmi, dla niepoznaki udajemy się do pracy. Ale nie za wcześnie. Tak około 9.30. Zgodnie z uprzejmością, jaką obiecaliśmy wyrządzić naszemu dyrektorowi, pojawiamy się na spotkaniu z niedawnymi kolegami, a obecnie właściwie już naszymi fanami. Opowiadamy o tym, jak to jest być znanymi z tego że jesteśmy znani, jak to osiągnęliśmy i jak ciężko musieliśmy na to pracować. Na koniec wysuwamy konkluzję, że naszą sławę zawdzięczamy rodzicom oraz w dużej mierze współpracownikom. Otrzymujemy oklaski na stojąco. Potem przez cały dzień odwiedzają celebrytę dyskretne delegacje. Wszyscy proszą żebyśmy mówili im per „ty”. Biblioteczna królowa piękności, czy też biblioteczny Romeo nagle chcą z nami wyjść na buszowanie w nowo otwartej księgarni.</p>
<p><strong>Sobota:</strong> Odpuszczamy sobie zaplanowany wcześniej sobotni dyżur (popołudniowy). Zamiast tego udajemy się na premierę najnowszej sztuki teatralnej. Pomimo, że nie mamy zaproszenia, to wchodzimy razem z zaprzyjaźnionym na wspominanym afterparty reżyserem filmowym. Fotoreporterzy cykają nam kilka fotek, które po 15 minutach lądują na plotkarskiej stronie internetowej, w dziale: kronika towarzyska.</p>
<p><strong>Niedziela: </strong>Zaczyna się artystyczną niemocą (wiadomo) i próbujemy ogarnąć co działo się poprzedniego wieczora. Niewiele świta nam w głowie. Otoczenie mówi, że jednak się działo. Kura w łazience i trzy pary majtek w zlewie to wyraźne dowody. Lewą ręką włączamy telewizję by dowiedzieć się co właściwie robiliśmy w nocy – media mają przecież prawie że ustawowy obowiązek informować naród o losach największego narodowego skarbu. Tutaj jednak, gdzie nie klikniemy, przewijają się czerwone, żółte i tęczowe paski, na których grubym fontem wytrawiona podróżuje z prawej do lewej wiadomość z ostatniej chwili… I niezależnie czy będzie to samobójczy zamach w katowickim oddziale ZUSu, czy złoty medal na mistrzostwach Eurazji w wyścigach gołębi, to gdzieś w głębi mózgu zaczyna nam kiełkować przerażająca myśl… że może ludzie przestaną o nas mówić. Spędzamy pół dnia siedząc na kanapie, wlepiając wzrok w Te-Fał i okazuje się, że poza gołębiami i zamachem samobójczym w ZUSie (co ciekawe: ofiar nie zanotowano, jednak oddział wymaga gruntownego remontu – premier zapowiedział uruchomienie rezerw budżetowych), ani razu nie widzieliśmy swojej twarzy. No może prawie ani razu, bo w którejś z telewizji pomylili taśmę z obrazem i pod materiałem o epidemii pryszczycy w Bieszczadach nadano relację z premiery teatralnej. Widać nas w odbiciu lustra w „fułaje” teatru, gdzie znany polski pijak (który grał aktora) udziela wywiadu. Desperacko dzwonimy do gazety bulwarowej by zaproponować relację z tego, co wyprawialiśmy w toalecie podczas premiery z drugoplanowym aktorem/aktorką, jednak redakcja odpowiada, że nie mają miejsca, robią numer specjalny o sukcesach polskiego gołębiarstwa sportowego. Dalej już tylko równia pochyła. Nawet szkoda słów żeby to opisywać…</p>
<p>I tak, w kolejny poniedziałek nagle przestajemy być znani z tego że jesteśmy znani. Media otrzymują nową maskotkę do wymiętolenia. Społeczeństwo niczym trzylatek potrafi skupić się na jednej „rzeczy”przez nie więcej, niż kilka dni, potem chwyta za nową zabawkę. Bibliotekarz celebryta wraca do szarej rzeczywistości. Dane mu było polizać życie pozabiblioteczne, po czym siłą mu je zabrano. Można pokusić się o metaforę, że życie w splendorze i blasku trwało tylko tydzień, bo celebryta jest jak motyl, żyje pięknie, ale za to bardzo krótko. I na koniec należy stwierdzić, że taka metafora jest zdecydowanie zbyt rozbudowana i chyba jednak niezbyt adekwatna.</p>
<p style="text-align: right;">MR</p>
<p><span style="color: #888888;">[Ile razy właściwie użyłem w tekście wyrazu “celebryta” w rożnych odmianach? Sporo. Może komuś będzie się chciało policzyć.]</span></p>
<p><span style="color: #888888;">korekta: Brybuk<br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pulowerek.pl/2009/11/bibliotekarz-celebryta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wielka draka w małej czytelni</title>
		<link>http://pulowerek.pl/2009/11/wielka-draka-w-malej-czytelni/</link>
		<comments>http://pulowerek.pl/2009/11/wielka-draka-w-malej-czytelni/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 05 Nov 2009 03:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[O nas Bibliotekarzach]]></category>
		<category><![CDATA[antropologia]]></category>
		<category><![CDATA[czytelnia]]></category>
		<category><![CDATA[draka]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<category><![CDATA[obserwacje]]></category>
		<category><![CDATA[śmieszne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pulowerek.pl/?p=3451</guid>
		<description><![CDATA[To życie przynosi najbardziej trafne obserwacje i nic nie pisze lepszej fabuły niż bezpośrednie odniesienie do otaczającej nas rzeczywistości. Z kolei jeśli mówimy o realizmie w wydaniu życia bibliotecznego, to zauważyłem, że często jest to realizm magiczno-komiczny. *** Czasem warto przejść na drugą stronę barykady, żeby spojrzeć innym okiem na Bibliotekę. Kiedy czynię tak i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>To życie przynosi najbardziej trafne obserwacje i nic nie pisze lepszej fabuły niż bezpośrednie odniesienie do otaczającej nas rzeczywistości. Z kolei jeśli mówimy o realizmie w wydaniu życia bibliotecznego, to zauważyłem, że często jest to realizm magiczno-komiczny.</p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p>Czasem warto przejść na drugą stronę barykady, żeby spojrzeć innym okiem na Bibliotekę. Kiedy czynię tak i przeobrażam się w czytelnika, kiedy udaję się do czytelni innej biblioteki, zawsze czuję się niczym Bronisław Malinowski. Jestem jak antropolog, który wkracza na teren egzotycznego plemienia. Z drugiej jednak strony, jako członek bibliotekarskiej społeczności znam jej funkcjonowanie w ogólnych, uniwersalnych ramach. Klasyczny przykład, który w antropologi zwykło nazywać się z angielskiego „insider-outsider”. Jak to mówiono w niezastąpionym źródle wszelkiego rodzaju cytatów - filmie „Rejs” - jestem jednocześnie twórcą i tworzywem.</p>
<p style="text-align: center;">httpv://www.youtube.com/watch?v=2n8nkACTF8Q</p>
<p>W takich jak opisywana poniżej sytuacja, niezmiennie bawi mnie odkrywanie „rytuałów”, „zachowań” oraz próba odcyfrowania ich plemiennego znaczenia w danym kontekście. Cieszy odnajdowanie i odszyfrowywanie małych rzeczy, znajdowanie analogii i prawidłowości do życia mojego własnego plemienia bibliotekarskiego. Jednym słowem, intelektualna zabawa pierwszej jakości. Z radością odkrywam różne odmiany i różnice między zachowaniami mojego stada i stada poddawanego obserwacji. Z drugiej strony prawie całkowicie uniemożliwia mi to w danym momencie skupienie się na pracy nad książką.</p>
<p>Gdybym miął więcej czasu to z pewnością zacząłbym studiować antropologię i na poważnie rozkminił jakieś bibliotekarskie plemię. Obecnie zajmuję się tym jednak wyłącznie w wymiarze amatorskim.</p>
<p>Ad Rem! Czyli przechodzę do tytułowej wielkiej draki w małej czytelni. Kierowany poszukiwaniami bibliograficznymi udałem się na żer do zaprzyjaźnionej biblioteki, gdzie zasiadłem nad trudną książką z równie trudnym zamiarem skupienia się nad jej treścią. Wtem jednak mój zamiar łupnął niczym wazon o podłogę i ciekawość zniweczyła jakiekolwiek możliwości skupienia się nad lekturą. Otóż w małej czytelni wydarzyła się wielka draka! Kryzys!</p>
<p>Przestało grać radyjko.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><span style="color: #888888;">[Radyjko – magiczny artefakt służący za plemienny totem wokół którego skupia się w odpowiednich momentach całe plemię, a którego strażnikiem zostaje kolejno każdy członek plemienia. W plemionach przedinternetowych stanowi centralny punkt ich kultury. Członkowie plemienia pełniący straż doglądają radyjka by nigdy nie przestało grać. Stanowi ono o ciągłości plemiennej.]</span></p>
<p>Bibliotekarze zebrali się na naradę. Zapada konsternacja, trzeba było jakoś temu poważnemu kryzysowi [<em>należy pamiętać, że wielkość kryzysu dana społeczność mierzy miarą przeciętnej amplitudy zdarzeń losowych w zakresie ich kontinuum</em>]. Zrobił się charakterystyczny szum i poruszenie. Pomrukiwania, ciche rozmowy przechodzą w głośne acz krótkie, jakby urywane, zdania. Powoli, kierowana jakimś rodzajem instynktu zbiera się cała załoga czytelni. Sześć osób otacza półkolistą ladę i siedzącą za nią bibliotekarkę. Mi tymczasem kolejne zdania, po których tylko już przebiegam wzrokiem, uciekają z głowy. Dyskretnie skupiony jestem już tylko na wielkiej drace w małej czytelni.</p>
<p>Uradzili. Wysyłają najmłodszego pracownika po baterie, jednak safanduła po kilku minutach powraca bowiem jak można było się spodziewać zapomniał pieniędzy. W międzyczasie spośród starszyzny wyłania się Samiec Alfa, jedyny mężczyzna w plemieniu, który ma otworzyć Radyjko i wyjąć baterie. Jednocześnie ma to stanowić rytuał potwierdzający jego męskość i dominację. Ale… groza! Samiec Alfa zawodzi - nie może klapki nijak otworzyć! Na pomoc wyciąga jeszcze w akcie desperacji, niezawodny [jak się okazało niezawodny tylko dotychczas] scyzoryk wielofunkcyjny, w którym znajdują się różne magiczne ostrza, wiertła i śrubokręty. I tym sposobem też nie daje rady. Radyjko, niczym miecz z legendy o królu Arturze, pozostaje niewzruszone. Na dodatek podczas kolejnej próby Samcowi Alfa cudowny scyzoryk obsuwa się z niewzruszonego wieka Radyjka i na zranionej dłoni Samca pojawia się krew! To ostatecznie pieczętuje jego klęskę… Porzuca Radyjko ze stwierdzeniem że to na pewno złóg solny i nic się już pewnie z tym nie da zrobić. Stara się zminimalizować rozmiar klęski swoim nadwątlonym wszak już autorytetem plemiennym.</p>
<p>Dalej historia rozgrywa się niczym z prawdziwego <em>res geste</em>. Kolejne śmiałkinie [<em>w bibliotekach niestety trudniej o śmiałków niż o śmiałkinie z racji braku parytety płciowego w strukturze zatrudnienia</em>] starają się dokonać niedokonywalnego. Zmagania trwają dopóki wszystkie złe siostry nie przymierzą kryształowego pantofelka i wszystkie rycerzyce nie zostaną pożarte przez smoka. Nijak jednak w żaden sposób. W końcu biedny safanduła, a jak okazuje się po bliższych oględzinach, lady safandułka, która zdążyła już wrócić z odległego miasta z dwoma bateriami, jako ostatnia w kolejce bierze w dłonie wymęczone i wyściskane nieskutecznie Radyjko. I nagle zdarza się cud. Klapka w radyjku pod lekkim dotknięciem delikatnych rąk najmłodszej w rodzinie, odskakuje delikatnie i zręcznie. Pstryk i ujawniają się dwie pękate, cylindryczne baterie wyczerpane do cna. Gotowe na zmianę, której dokonuje safandułka, jednocześnie przejmując rolę plemiennego szamana, samicy Alfa i Matki plemienia. Victoria.</p>
<p>Nie dali rady zbrojni rycerze, zręczne damy, potrzebny był archetypiczny szewczyk Dratewka, plemienny kopciuszek. Joanna D’Arc, która wyciągnęła miecz króla Artura ze skały. Brawo! Dobro zwyciężyło. Byt plemienia został zapewniony, przedłużony do czasu kolejnego kryzysu. Tak oto zakończyła się wielka draka w małej czytelni.</p>
<p>Tak też, raz na jakiś czas, zmiana perspektywy pozwala nabrać sporo dystansu do samego siebie i tego co się dzieje u nas w pracy. Dlatego czasem warto zostać antropologiem, kulturoznawcą lub innym obserwatorem naszej społecznej rzeczywistości. Polecam. Na zdrowie.</p>
<p style="text-align: right;">MR</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pulowerek.pl/2009/11/wielka-draka-w-malej-czytelni/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zbędna wiedza niezbędna</title>
		<link>http://pulowerek.pl/2009/10/zbedna-wiedza-niezbedna/</link>
		<comments>http://pulowerek.pl/2009/10/zbedna-wiedza-niezbedna/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Oct 2009 05:55:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[O nas Bibliotekarzach]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<category><![CDATA[pseudowiedza]]></category>
		<category><![CDATA[wiedza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pulowerek.pl/?p=2999</guid>
		<description><![CDATA[Człowiek od człowieka różni się oprócz wszystkiego, jeszcze dodatkowo zasobem specyficznej wiedzy, którą nazwać możemy wiedzą niezbędnie zbędną. Nabywamy taką wiedzę w procesie nieświadomej socjalizacji (i degeneracji) towarzyszącej procesowi rozwoju. Oto kilka przykładów takiej właśnie pseudowiedzy z różnorodnych dziedzin życia: Czy pokrzywy parzą. Jaki kolor włosów ma brunetka a jaki szatynka. Czy stalaktyt to ten [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Człowiek od człowieka różni się oprócz wszystkiego, jeszcze dodatkowo zasobem specyficznej wiedzy, którą nazwać możemy wiedzą niezbędnie zbędną. Nabywamy taką wiedzę w procesie nieświadomej socjalizacji (i degeneracji) towarzyszącej procesowi rozwoju.</p>
<ul>
<li>Oto kilka przykładów takiej właśnie pseudowiedzy z różnorodnych dziedzin życia:</li>
<li>Czy pokrzywy parzą.</li>
<li>Jaki kolor włosów ma brunetka a jaki szatynka.</li>
<li>Czy stalaktyt to ten z góry czy z dołu.</li>
<li>Co odpowiedzieć na pytanie „Wolisz być tankiem czy healerem”</li>
<li>Co to jest USS Enterprise.</li>
<li>Jak oni liczą te punkty w tenisie.</li>
<li>Jak żywi się kangur.</li>
<li>Jak się czyta wyraz „zombie”.</li>
<li>Która spośród 3000 książek w czytelni ma zieloną okładkę</li>
<li>Gdzie znajduje się gildia hunterów w Ogrimarze.</li>
<li>Która to szatynka, a która brunetka.</li>
<li>Ile kur można trzymać w domu</li>
</ul>
<p>I takich przykładów możemy mnożyć, każdy ze swojej głowy, tysiące.…</p>
<p><a href="http://pulowerek.pl/wp-content/uploads/2009/10/wiedza.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3006" title="wiedza" src="http://pulowerek.pl/wp-content/uploads/2009/10/wiedza.jpg" alt="wiedza" width="599" height="279" /></a></p>
<p style="text-align: center;"><span style="color: #888888;">[źródeł i rodzajów wiedzy jest wiele]</span></p>
<p>Głównymi źródłami pseudowiedzy, tak jak wszystkiego innego, jest otaczający nas świat, a zasadniczo jego pokłady podskórne. Najczęściej nasiąkamy nią, bądź to marnując czas na oglądanie telewizji, grając do rana na kompie, włócząc się z kolegami po podwórku lub podglądając sąsiadki. Kardynalną zasadą jest tutaj jednak, że pewne partie wiedzy przyswajalne są tylko na danym etapie naszego życia. Potem możemy jedynie, wtórnie, mocą dużego wysiłku i jeszcze większego wstydu starać się je posiąść za pomocą rówieśników. Z drugiej strony nie jest możliwe poznanie wszystkich pakietów pseudowiedzy jakie na danym etapie rozwoju są nam dostępne. Najczęściej jeden wyklucza drugi lub odcina drogę do rozwoju kolejnych etapów. Jednym słowem, albo nauczysz się na pamięć składu mistrzowskiej drużyny piłkarzy z 1972 roku, albo będziesz umiał wyrecytować listę płac z drugiej serii Star-Treku.</p>
<p>I te wszystkie szczegóły, szczególiki, drobnostki, ciekawostki zajmują nasze bezcenne szare komórki, zapychają autostrady neuronów, które nasi rodzice najchętniej przeznaczyliby na wiedzę z zakresu prawa lub medycyny… albo teologii. W rozumieniu rodziców te godziny spędzone oglądając Discovery, Eurosport czy zabijając dziki w Elwynn Forest, to godziny zmarnowane.</p>
<p>Pseudo wiedza, pomimo ze jest zbędna to stanowi niezbędny element naszego egzystowania w społeczeństwie podobnych jak my ludzi. Oni też mają swoją zbędną wiedzę i może bardziej niż poprzez pisaną z wielkiej litery Wiedzę, w podniosłym jej znaczeniu, to właśnie przez pseudowiedzę budujemy pomost z „innym” Kapuścińskiego. Stąd już krok do uznania wiedzy zbędnej za esencję kultury i jeden z głównych wyznaczników tożsamości. Zasadniczo bowiem nie będziemy się różnić od afrykańskiego absolwenta, dajmy na to fizyki, pod względem Wiedzy, jeśli i my ukończymy ten arcytrudny kierunek. Będziemy z jednakową zręcznością operowali równaniami, prawami i cytować będziemy jednoznacznie brzmiące definicje twierdzeń. To właśnie w pseudowiedzy będzie tkwiła zasadnicza różnica tożsamości kulturowej.</p>
<p>Wiedzy zbędnej-niezbędnej należy się kilka słów rehabilitacji. Cywilizacja zmienia się szybciej niż możemy te zmiany nazwać i kiedyś w decydującym momencie naszego życia, niezależnie czy będzie to ostatnie pytanie w milionerach czy katastrofa samolotu w amazońskiej dżungli, te pozornie zbędne skrawki informacji mogą zadecydować o naszych losach. Nie deprecjonujcie więc nigdy wartości żadnej informacji którą chłoniecie.</p>
<p><strong>Na koniec kilka słów pocieszenia.</strong> Ten kto nazbiera najwięcej takie wiedzy zostanie za karę bibliotekarzem, będzie musiał pracować w informacji naukowej do końca swych dni i służyć innym, tym którzy nie zdążyli zmagazynować takiej ilości pseudowiedzy.</p>
<p>Bibliotekarze są mistrzami wiedzy zbędno-niezbędnej!</p>
<p style="text-align: right;">MR</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pulowerek.pl/2009/10/zbedna-wiedza-niezbedna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Starzy kontra Młodzi?</title>
		<link>http://pulowerek.pl/2009/08/starzy-kontra-mlodzi-czy-stare-kontra-nowe/</link>
		<comments>http://pulowerek.pl/2009/08/starzy-kontra-mlodzi-czy-stare-kontra-nowe/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 18 Aug 2009 02:00:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[O nas Bibliotekarzach]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<category><![CDATA[konflikt pokoleń]]></category>
		<category><![CDATA[starzy kontra młodzi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pulowerek.pl/?p=2002</guid>
		<description><![CDATA[Swego czasu grupka aktorów (z Łodzi czy Poznania) zorganizowała “akcję”. Rzecz normalna w światku artystycznym. W tym jednak sprawa cała, że aktorzy byli młodzi, a akcję podsumować można hasłem „Precz ze starymi”. Wywołało to obyczajową burzę i pan Olbrychski czy pan Majchrzak, deklarował podobno nawet, iż on tym Młodym gęby obić może w imieniu owych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Swego czasu grupka aktorów (z Łodzi czy Poznania) zorganizowała “<em>akcję</em>”. Rzecz normalna w światku artystycznym. W tym jednak sprawa cała, że aktorzy byli młodzi, a akcję podsumować można hasłem „<em>Precz ze starymi</em>”. Wywołało to obyczajową burzę i pan Olbrychski czy pan Majchrzak, deklarował podobno nawet, iż on tym Młodym gęby obić może w imieniu owych Starych, żeby pokazać w jakim poważaniu ma ich akcję i ich Młodość. Sytuacja ta jest typowym przykładem konfliktu pokoleń. Starzy kontra Młodzi, Młodzi kontra Starzy.</p>
<p>Na forum EBIBu w toczonej na pulowerkowym wątku dyskusji (która popłynęła już na nieznane wody offtopicu) pojawił się nagle dość mocno zaakcentowany motyw Starzy kontra Młodzi. Po raz pierwszy wywołał go <a href="http://ebib.oss.wroc.pl/phpBB/viewtopic.php?t=5245&amp;postdays=0&amp;postorder=asc&amp;start=75" target="_blank">któryś z anonimów</a>:</p>
<blockquote>
<p style="padding-left: 30px;"><span>Czasami mam wrażenie że każde “starcie” tu na Ebibie przypomina walkę “starych” z “młodymi”. Każda nowość, humor, autoironia, świeżość (no tu się dopiero dowiem..) traktowana jest protekcjonalnie, z wyższością. A nie można współistnieć?</span></p>
</blockquote>
<p>Potem ponownie odkryłem go w wypowiedzi skierowanej do mnie przez Admina:</p>
<blockquote>
<p style="padding-left: 30px;"><span>Jestem starej daty i za moich czasów nie dyskutowało się z adminem</span></p>
</blockquote>
<p>Nie mogłem powstrzymać się i może w sposób zbyt wpisujący się w schemat Starzy vs. Młodzi odpowiedziałem Adminowi. Tak to właśnie schemat jest powielany nawet jeśli tego nie chcemy i tak toczy się ta zimna wojna.</p>
<p>Biblioteki przeżyły już chyba swój okres eskalacji konfliktu Starych z Młodymi. Chyba. Wydaje mi się że gdzieniegdzie była to druga połowa lat 90tych, przeważnie jednak mowa tutaj o pierwszych latach XXI wieku. Powód, wiadomo: komputeryzacja, ucyfrowienie, konieczność przeskoczenia z technologii analogowych do cyfrowych. Ktoś powie, że żadnego konfliktu nie było, że wszystko przeszło gładko, starzy się dostosowali, młodzi poczekali. Zależy pewnie gdzie i kiedy, bardziej odczuwalne było to na pewno w dużych bibliotekach akademickich, gdzie całe działy (np. opracowania) musiały przesiąść się z wypisywania karteczek na maszynie na skomplikowane systemy jak np.: VIRTUA. Tutaj niestety wymiana była konieczna. Signum temporis.</p>
<p>Podobnie wydaje mi się dziś z całym społeczeństwem informacyjnym. Nie uwłaczając nikomu, jest pewna granica wieku, poza którą pokolenia, nie licząc naturalnie pewnych jednostek, nie ma szans stania się elementem społeczeństwa informacyjnego. To, że ktoś ma konto na Naszej-Klasie, pisze na różnych forach i umie zrobić wpis na blogu nie znaczy wcale, że jest jego elementem. Sorry, ale taka prawda. Czemu? Odsyłam do literatury tematu, choćby takiego Castellsa.</p>
<p>Każdy wiek ma swoje prawa. Młodości prawem jest bunt, przejawiający się choćby w pytaniu „dlaczego tak ma być jak jest”. Starości prawem jest ogarnianie szerokim spojrzeniem życia, próba oceniania i przymuszania do własnych “sprawdzonych” wzorców. Młodość się szybciej uczy, Starość ma doświadczenie. Dwie zdawałoby się uzupełniające struktury, prowadzą jednak ze sobą nieustanny konflikt. Problemem jest to, że zamiast kumulować wiedzę i doświadczenie, zmusza on Młodych do tworzenia swojego własnego niezależnego od Starych świata.… który w końcu i tak kiedyś stanie się światem Starych gdy nadejdzie nowe pokolenie Młodych. Gdzie tu progresja?</p>
<p style="text-align: center;"><img class="size-full wp-image-2012 aligncenter" title="oldyoung" src="http://pulowerek.pl/wp-content/uploads/2009/08/oldyoung.jpg" alt="oldyoung" width="500" height="375" /></p>
<p>Zaapelujmy. Starzy niech nie będą satrapami, broniącymi swoich pozycji za wszelką cenę i starającymi się rzucać młodym jak najwięcej kłód pod nogi. Rolą Starych niech będzie nie sprawowanie rządów dyktatorskich, a spełnianie roli mentorów dla młodych. Bo nikt nie odbiera im prawa do nadrzędnej roli w społeczeństwie. Niech tylko będą elastyczni. To chyba jedyny sposób na zredukowanie negatywnych konsekwencji nieuniknionego konfliktu pokoleń. Interakcja pomiędzy tymi dwoma światami niech będzie wymianą doświadczeń, a nie wojną pozycyjną, gdzie każdy siedzi w swoich okopach “wszystkowiedzenia”.</p>
<p>Nie chodzi też o „wychowanie” sobie młodych na swój obraz i podobieństwo. Taki schemat prowadzi do zastoju i kserowania wzorców. Siedzielibyśmy wciąż jeszcze na przysłowiowych drzewach. Może trochę źle to widzę, ale jednym z głównych zadań Starych  powinno być umożliwienie Młodym rozwoju. I niezależnie czy będzie to nasz przełożony w pracy, matka, wykładowca czy ktokolwiek ze Starych to uważam, że tak właśnie powinien postępować. Może w ramach altruistycznego odruchu nawet i swoim kosztem, lub choć nie podkreślając wciąż swojej nadrzędnej roli. I całe szczęście, że są tacy Starzy, którzy potrafią to zrozumieć i wprowadzić w życie. Ukłon do samej ziemi w ich stronę  za wkład w rozwój świata. I obyście mieli okazję na jak najwięcej takich osób spotkać na swojej (nie tylko zawodowej) drodze.</p>
<p>…i tylko mam nadzieję, że gdy zostanę już Starym nie zapomnę o tym co teraz piszę.</p>
<p>Młodości można wiele wybaczyć. Starości już mniej.</p>
<p style="text-align: right;">MR</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pulowerek.pl/2009/08/starzy-kontra-mlodzi-czy-stare-kontra-nowe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jedno koło jest zepsute, cały traktor jest do.…</title>
		<link>http://pulowerek.pl/2009/07/jedno-kolo-jest-zepsute-caly-traktor-jest-do/</link>
		<comments>http://pulowerek.pl/2009/07/jedno-kolo-jest-zepsute-caly-traktor-jest-do/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 13 Jul 2009 05:59:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z przymrużeniem oka]]></category>
		<category><![CDATA[biblioteka]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Jedno koło jest zepsute cały traktor jest do....]]></category>
		<category><![CDATA[spirytus rektyfikowany]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pulowerek.pl/?p=1317</guid>
		<description><![CDATA[Zaczynając pracę jako młodszy bibliotekarz nie miałem pojęcia że przyjdzie mi mieć codzienną styczność z alkoholem. Z kurzem, robactwem, natrętnymi użytkownikami i wrednymi ochroniarzami tak, ale że z alkoholem? A tu masz babo placek, los jest przebiegły. Nie żebym był abstynentem. Co to to nie. Brońcie bogowie. Po prostu mam zdroworozsądkowy instynkt samozachowawczy. Spirytusu nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://pulowerek.pl/wp-content/uploads/2009/07/rectified_spirit.gif"><img class="size-full wp-image-1322 alignleft" title="rectified_spirit" src="http://pulowerek.pl/wp-content/uploads/2009/07/rectified_spirit.gif" alt="rectified_spirit" width="175" height="294" /></a>Zaczynając pracę jako młodszy bibliotekarz nie miałem pojęcia że przyjdzie mi mieć codzienną styczność z alkoholem. Z kurzem, robactwem, natrętnymi użytkownikami i wrednymi ochroniarzami tak, ale że z alkoholem? A tu masz babo placek, los jest przebiegły. Nie żebym był abstynentem. Co to to nie. Brońcie bogowie. Po prostu mam zdroworozsądkowy instynkt samozachowawczy. Spirytusu nie pijam dla zasady i zdrowia, a wolę zdecydowanie tegoż pochodne. A tu obcowanie co dzień rano z wysokoprocentowym alkoholem. Otwieram szafkę z lękiem. Zakręciłem dobrze czy nie zakręciłem. Wyparował czy nie wyparował. Jak nie wyparował to na szmatkę wylać trochę i przetrzeć odpowiednie elementy narzędzia pracy coby gładko szło, dobrze służyło. I tak co dzień. A niechby się wzięło i wylało? Wstyd. Trzeba po kolejną iść. I jak pamiętać będą, że kilka dni temu byłem to pomyślą, że wypiłem. A jak się zacznę tłumaczyć, że wyparowało albo wylało to tym bardziej pomyślą, że wypiłem. Wstyd i piętno pijaka pójdzie na korytarze. I weź potem człowieku przez 40 lat do emerytury dalej z takim bagażem żyj.</p>
<p>Dlatego z nabożnością postępowałem z buteleczką by nie zużyć za szybko, na koszta nie narazić pracodawcy, maszynę wyczyścić i twarzy nie stracić. Ale tak czy inaczej skończył się po miesiącach dziesięciu spirytus. Przy pojemności 100ml daje po 10 ml na miesiąc, a więc przy średnio 20 dniach pracy po 0,5 ml zużytego spirytusu na dzień. Oszczędność powodem do dumy.</p>
<p>Nadszedł więc moment kiedy trzeba się było wybrać na szczyt olimpu by homagium składając poprosić o butelczynę nową. Przemowa przygotowana, wspinaczka po schodach, poprawić ubranko i trzy oddechy żeby się uspokoić przed wejściem.</p>
<p>- Dzindobryprzyszedłempospirytusdoskanerabosięskończyłipotrzebnyjest - i oddech, chwila pauzy, uśmiech, na który odpowiedzią było jedynie:<br />
- Nie ma spirytusu, skończył się.<br />
Konsternacja. Żaden z przygotowanych scenariuszów rozmowy nie przewidział takiej możliwości. Konsternacja przechodzi w popłoch. Popłoch udaje się szybko opanować – w końcu człowiek skończył studia, nie jedno przeszedł i egzaminy ustne udawało się zdać. Pytam:<br />
- Ale była cała zgrzewka przecież.<br />
Olimp odpowiada nie podnosząc głowy znad papierów:<br />
- No tak, ale się skończył.<br />
- To kiedy będzie.<br />
- Na razie nie będzie.<br />
- A czemu nie będzie.<br />
- Bo biblioteka nie płaci faktur i nic nam nie chcą sprzedawać.<br />
Zawahałem się. W obliczu czynnika kryzysu, podświadomego lęku o stanowisko, kolejne pytanie, które miało brzmieć “To jak mam pracować” uwięzło mi w gardle. Jedyne co pozostało zrobić to wycofać się do bazy i wrócić później z jakimś pomysłem:<br />
- To do widzenia… Dziękuję - palnąłem jeszcze na koniec jakby było za co dziękować.</p>
<p>W dziale zwołana zostaje narada. Burza wzburzonych mózgów. Bo jak było i nie ma a tylko my używamy, a przecież nie zużyliśmy, to czemu nie ma? Pierwsza wersja, że wypili. Ze zgrzewki, sztuk 24 zużyliśmy już 2 butelki, więc zostaje 22 flaszki po 100 ml. Ponad dwa litry czystego spirytusu. Naraz nie da rady. Można by codziennie po troszku. Przez 10 miesięcy 22 butelki, to 2,2 butelki miesięcznie, czyli 220 ml przez 20 dni w miesiącu daje 11 ml dziennie. Dało by radę. Do herbaty, do kawy, może nawet w gardło prosto. Możliwe, ale gdzieżbyśmy w Olimp ten nasz który prowadzi i włada zwątpić mogli. Tfu, przepadnij myśli podła. Po chwili namysłu doszliśmy do wniosku że się wziął i wyparował, bo fabryka na pewno nie dokręciła nakrętek, a jak uczyli nas w szkole podstawowej wszak, alkohol paruje. Nasz uratowało jedynie to że jak go otworzyliśmy to potem zakręciliśmy szczelnie lecz nieświadomie. To musiało być to. A jeśli fabryka nawet  i dokręciła to mogło się w transporcie poluzować. I wersji tego dnia pojawiło się jeszcze kilka.. a fabryka stoi. Bo jak mówili w telewizorze kiedy byłem mały i co zapadło mi w mózg głęboko: “Jedno koło jest zepsute, cały traktor jest do.….”</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pulowerek.pl/2009/07/jedno-kolo-jest-zepsute-caly-traktor-jest-do/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

